Często słyszę ostatnio głosy, że to "irlandzki cud" z kampanii wyborczej PO jest przyczyną fali strajków i żądań płacowych w budżetówce. Nie trudno wykazać, że jest inaczej.
Po pierwsze przyjrzyjmy się sekwencji zdarzeń. Kiedy pojawiły się żądania płacowe lekarzy, pielęgniarek, czy nauczycieli? Przed czy po kampanii wyborczej? Przed! Więc "cudowna" kampania PO nie może być ich przyczyną. A co z celnikami? Tak samo, Wyborcza donosiła o ich żądaniach już 1 sierpnia 2007 (tekst płatny), proponuję też lekturę pisma branżowego z 06 września 2007.
Po drugie, można wskazać inne przyczyny dla których wzrosły oczekiwania płacowe budżetówki:
- PiS obiecywał "solidarne państwo". Jak zrozumieli to wyborcy?
- PiS ciągle się chwalił jak to rosną płace. Nie wspominał jednak o tym, że owszem rosły, ale głównie poza budżetówką.
- PiS ciągle mówił jaki to mamy wspaniały wzrost gospodarczy. Kiedy więc budżetówka miała uderzyć po podwyżki, jak gospodarka zacznie spadać?
- Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że gospodarka i płace rzeczywiście rosły, i nadal rosną, a ci w budżetówce są często dobrze wykształceni i widzą co się dzieje.
Dlaczego więc zewsząd słychać głosy, że PO jest sama sobie winna? Czy "drugą Irlandię" Tusk obiecywał zbudować w ciągu w ciagu dwóch miesięcy?
Niestety polska debata jest przeżarta partyjniactwem, niczym karoseria starego malucha rdzą. Mało w niej racjonalnej debaty, a pełno propagandy. Dlatego dla wielu publicystów i blogerów ważne jest tylko jedno pytanie: komu przypisać winę za obecne perturbacje?
PS. Nie chciałbym by wniosek z tego tekstu był taki, że wszystkiemu winny jest PiS. Po pierwsze, żądania budżetówki były nieuniknione, po drugie są uzasadnione, a po trzecie winnych zaniedbań jest wielu i PO, i PiS i SLD.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)