Guru konserwatywnych dziennikarzy postanowił ponownie ośmieszyć gazetę ubiegająca się o miano pisma dla przedsiębiorców i menedżerów. W tym celu napisał jeden z najgłupszych tekstów o wejściu Polski do strefy euro: Europatia jako stan umysłu (16 listopada 2008). Wątpię by ktoś zdołał ten wyczyn przebić.
Zaczął bardzo ładnie, wezwaniem do rzeczowej dyskusji. Biedny Mózgojad obawia się: Oczywiście nie doczekam się odpowiedzi od nikogo, bo pytania są - po prostu - nie na miejscu. Z definicji wiadomo, że euro jest dobre, i wszystko, co mogłoby zachwiać tą wiarą, musi być wyrzucone poza świadomość, nie może, nie ma prawa stać się częścią procesu myślowego. Postaram się odpowiedzieć, choć Bogiem a prawdą, odpowiedzi jest pełno w codziennej prasie tylko R. M. ich zwyczajnie nie rozumie, lub nie chce zrozumieć.
Pan Ryba M. znalazł w tej debacie „trzy punkty, którym warto poświęcić parę słów”:
Księgowość
Ryba Mózgojad: Numer jeden – poprawa warunków polskiego biznesu. (..) niekwestionowaną jest tylko uproszczenie księgowych rozliczeń z partnerami zagranicznymi.
Nie przypominam sobie ani jednej wypowiedzi zwolenników euro, którzy by wspominali o uproszczeniach księgowych. Wszyscy jak jeden mąż mówią natomiast, zawsze na pierwszym miejscu, o ograniczeniu ryzyka kursowego dla naszego importu i eksportu. Nasza wymiana ze strefą euro to 2/3 naszego handlu zagranicznego. Ale o tym Ryba Mózgojad nie wspomina. Dlaczego?
Przy okazji straszy, że „Nie wiadomo, jaki sztywny kurs złotego wobec euro zostanie ustalony na okres przejściowy po przystąpieniu do ERM2, ale po takim kursie wymienione zostaną Polakom płace w roku 2012. I albo, jako kraj dość jednak ubogi, zapłacimy gigantyczną cenę społeczną tej operacji, albo wymuszone zostaną powszechne podwyżki płac, osłabiając konkurencyjność polskiego biznesu.”
Najwyraźniej nie wie, że warunkiem wejścia do strefy Euro, jest długi okres bardzo małych wahań kurs złotówki wobec euro. Tak więc ten kurs wymiany będzie ustalony przez rynek i ryzyko choćby małego błędu minimalne. To rynek zweryfikuje też czy nasza waluta jest dostatecznie stabilna. No ale kto by tam w redakcji Rz znał takie szczegóły.
Spekulacja
Ryba Mózgojad: Punkt drugi - wejście do strefy bezpiecznej, wolnej od spekulacji. Doprawdy? Strefa euro jest bezpieczna od spekulacji? To dlaczego (..) w ratowanie swoich banków (...) UE (red. włożyła) 2,2 biliona euro? Dlaczego Sarkozy w tej oazie antyspekulacyjnej zamierza nacjonalizować banki?
Nasz wielki ekonomista znowu nic nie zrozumiał. Wejście do strefy euro zmniejszy do zera wahania kursu naszej waluty do waluty krajów eruo (2/3 naszej wymiany), bo będziemy mieli tą samą walutę, i ograniczy tez wahania w stosunku do innych walut. Czyli ograniczy ryzyko walutowe. Przed taką spekulacja ma nas euro ochronić.
Spekulacje różnymi innymi „papierami”, które są przyczyna obecnego kryzysu, są nieodłączna częścią gospodarki rynkowej. Sęk w tym, że ostatnio spekulanci, bankierzy i finansiści, zdrowo przecholowali. Tylko że przyczyny tego kryzysu nie mają z walutami nic wspólnego.
Więcej wszystkie gazety rozpisują się o korzyściach jakie daje euro w obliczy kryzysu Pokazują przykład Słowacji, której waluta, wobec bliskiego wejścia do strefy euro, nie poddała się spekulantom tak jak złotówka. Szczególnie trudno więc w takiej chwili pojąc ślepotę Ryby i Rz.
Jeżeli Ryba Mózgojad i redakcja Rz nie słyszeli jeszcze nic o ryzyku walutowym to może trzeba powtórzyć: RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE, RYZYKO WALUTOWE.
Ceny
Ryba Mózgojad: Trzeci punkt to (...) wyrwanie się z przeklętego koszyka środkowoeuropejskiego” po czym następuje logiczne(?) przejście do sprawy cen: „wiemy, że (...) europaci uspokajają - żadnego skoku nie będzie. Najwyżej 2-3 procent, bo tak było gdzie indziej. No to chciałbym przypomnieć, że tak utrzymywał francuski instytut statystyczny i bronił się prawie dziesięć lat przed atakami niezależnych ekspertów (zdarzają się i tacy), że statystyki są fałszowane. I proszę, w styczniu ubiegłego roku statystycy francuscy przyznali, że wprowadzili opinię publiczną w błąd, obniżając rzeczywisty wzrost cen związany z wprowadzeniem euro. Różnica wynosiła, bagatela, 30 procent.
Zacytujmy nieco starszy tekst z Rz Trzy razy tak dla euro (Jakub Borowski , Patrycja Graca , Witold Grostal, 14-01-2006) : Doświadczenia krajów "12" nie wskazują jednak na wyraźny wzrost cen po wprowadzeniu euro do obiegu gotówkowego. Ze sporządzonych przez Eurostat i krajowe urzędy statystyczne szacunków wpływu tego posunięcia na ceny wynika, że można mu przypisać najwyżej 0,3 punktu proc. średniorocznej stopy inflacji w 2002 roku. Największy wpływ przejścia na euro na ceny zaobserwowano między grudniem 2001 a styczniem 2002 r.: wyniósł on 0,1 - 0,3 punktu proc. przy miesięcznym zharmonizowanym wskaźniku inflacji na poziomie 0,5 proc.
Zraz, zaraz, według tych wrednych europatów skok cen wyniósł nie 3% lecz 0.3%, pan Mózgojad pomylił się 10 razy. Zastanówmy się nad rzekomym błędem (źródło?) francuskich statystyków. Mieli zaniżyć podwyżkę o 30%. Policzymy 0.3% +0.3%*30% = 0.39%. O kurcze, leże i kwiczę ze śmiechu. Toż to rzeczywiście bagatela. Nawet jeśli wyjdziemy od podanych przez Rybkę 3% to dostaniemy 3.9%. Mało powalające, zwłaszcza, że jest to efekt jednorazowy.
Pytanie do redakcji Rz: Nie pamiętacie swoich własnych testów? Czy może raczej fachowcy z zielonych stron nie maja prawa recenzować wielkich komentatorów z pierwszych stron waszej gazety?
Podsumowanie
Parafrazując podsumowanie tekstu naszego guru: To wszystko są wspomnienia, rozeznania, fakty i wątpliwości zakazane na skutek powszechnej eurofobii. Chodzi tylko o to, żeby wspierać prezydenta, oraz jego brata bliźniaka, i kibicować jego decyzji. Kibicom się wydaje, że nie będą za nic płacić, a kiedy się okaże, że jednak muszą płacić, to zawsze mogą zacząć gwizdać, buczeć i rzucać petardy. Na co pozwalam sobie zwrócić uwagę prezydenta. Klakierzy są niebezpieczni. Sceptycy są lepsi. Przynajmniej myślą.
Od siebie dodam, że Rz powinna przemyśleć swoją strategie marketingową. Z takim badziewiem trafi być może do czytelników Faktu, ale nie do przedsiębiorców i menedżerów, o których podobno zabiega. No, ale to nie pierwszy przykład, że Maciej Rybiński (vel Ryba Mózgojad) jest w tej redakcji poza wszelką kontrolą i może pisać najgłupsze rzeczy, ponieważ intencje ma słuszne.


Komentarze
Pokaż komentarze (67)