Zainteresowały mnie ostatnio zabiegi ziołolecznicze, w ogóle ludowa medycyna. Sięgam po książkę Klimuszki, czytam o ziołach w sieci. Staram się przy tym zachować umiarkowane podejście - trzymam się z daleka od "agresywnego jasnogrodu" "przerażonego" tym, że "w XXI wieku" wciąż lansuje się jakieś "zabobony" (drugi typ pisze na forach, że się "uśmiał" aż do "zapalenia przepony") - ale też nie do końca w smak mi są radykałowie głoszący, że lobby farmaceutyczne rządzi wszystkim i wszędzie i niszczy każdą alternatywę ("ich są żłobki, ich przedszkola..."). Faktem jest, że jak coś, to już bliżej mi do tych drugich, niż do pierwszych. Nie w smak mi jedynie ich mentalność oblężonej twierdzy. Ja widzę wielki rozkwit różnych alternatyw, pełno portali i pozycji książkowych, pełno zwolenników metod naturalnych - nic, tylko przebierać. I faktycznie, przemysłowi farmaceutycznemu nie jest w smak, że starsza pani doskonale sobie wyregulowała organizm naleweczką z aronii (miała kłopoty sercowo-ciśnieniowe), zamiast leczyć się do końca życia z objawów i płacić słono za "ich" chemię, przepisywaną przez "ich" lekarzy.
Konkretnie szczególnie zainteresował mnie prastary zabieg "oczyszczania". Po solidnym sparowaniu w łaźni (saunie) i obiciu skóry gałązkami, Rzymianie nakładali sobie na skórę miksturę na bazie miodu. Następnie to, co z nich wylazło, zeskrobywali specjalnymi deseczkami. To wiemy.
I teraz pytanie - co to tak wyłazi pod wpływem miodu? Bo wyłazi, byłem świadkiem. Wyłazi każdemu. Na skórze pojawiają się jakieś gluty, kuleczki wągropodobne, a także coś w rodzaju robaczków. Różne kolory i konsystencja w różnych okolicach (co innego na brzuchu, co innego na żuchwie itp.). Co to jest? Nikt nie wie na pewno, ale wszyscy odczuwają ulgę, że się tego pozbyli - i poprawia im się samopoczucie. Zielarze nazywają sprawę po swojemu (język ludowej medycyny nie jest chyba najdoskonalszy, wywodzi się ze znachorstwa), ale ja chciałbym wiedzieć konkretnie - co z nas wyłazi?
Bo coś wyłazi, i nie jest to po prostu "zgluciała mąka", jak twierdzą sceptycy. Zresztą wystarczy raz być świadkiem takiego zabiegu, by się przekonać, że to działa.
Co do tego, że w naturze znajdziemy bardzo silne i skuteczne leki na mnóstwo chorób nie ma wątpliwości. Są rośliny zawierające trucizny tak silne, że zabijają w kilkanaście sekund. I są rośliny zawierające silne leki! Choć do wyleczenia trzeba trochę więcej czasu, niż 15 sekund.
76
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (5)