Tradycja to tradycja - w zapojutrze po jakże udanych łowach na naszym znakomitym łowisku udałem do mojej głębokiej, polodowcowej studni w głębi lądu; piszę "mojej", bo stamtąd pochodzi mój życiowy rekord szczupaka. Po raz pierwszy jadę tam sam i problematyczne wydaje się być już samo wywleczenie łodzi z hangaru i jej zwodowanie bez dokonania zniszczeń w sprzęcie i przyrodzie, tudzież własnych kościach. Przygotowałem się nawet na ewentualność, gdybym musiał korzystać z pomocy osób postronnych - miałem w kieszeni kilka pięciozłotówek (jakiś nastolatek lub schludniejszy pijaczek mógłby pomóc za niewielką opłatą - przystań jest na skraju miasteczka). Na szczęście jednak przy pomocy paru zaimprowizowanych tricków udało mi się łajbę zwodować bez większych problemów; nie siłą, tylko sposobem - tak trzeba działać.
No więc zwodowany, ale bez silnika i echosondy (tak jakoś wyszło; kotwicę też zostawiłem) - wiosłuję kilometrami po jeziorze. A co to za jezioro! Jak morze - wielki błękit odbijający jeszcze większy błękit nad nim, z drobną falą "idealnie dobraną" do pogody, silnego, jesiennego słońca, rudych drzew okalających brzegi zwykle wyniesione dość wysoko nad lustro wody. Jak możliwa jest tak idealna harmonia? - myśli sobie człowiek. Co za widoki. Pstrykam kilka dokumentalnych fotek z przeświadczeniem, że dorabiam żałosne erzace do wrażeń bezcennych i niewyrażalnych, że być może grzeszę.
I tyle się tym razem wydarzyło - niby "tylko". Wiosłując po misie jeziornej, od zatoki do zatoki, od ośrodka do wieży kościelnej - robię parę kółek, trzy, może cztery pętle. Zajęło mi to z pięć godzin - prawie ciągłego, zwykle intensywnego wiosłowania w słońcu i wietrze. Łowienie ze stojącej łodzi było niewygodne, strasznie szybko mnie znosiło, wolałem wiosłować.
Ryby? Nie były konieczne, ale miło odnotować, że na jednej z "gum" (silikonowej rybce słusznych rozmiarów) znalazłem głębokie nacięcia jak od żyletki: szczupacze zęby. Czyli miałem branie, tradycyjnie jedno. Niestety ryba się nie uczepiła.
Do dziś mnie bolą ręce od wiosłowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)