Dwie anegdoty z ostatnich dni.
Pierwsza: jest w którejś wrocławskiej szkole muzycznej, nie wiem teraz nawet którego stopnia, genialny skrzypek - po prostu geniusz czystej wody, już teraz rozchwytywany do różnych projektów, nagrań itd. - choć jeszcze nie zna do końca notacji (nut) i jest człowiekiem bardzo młodym. Nasi zapobiegliwi, rodzimi muzycy mówią do niego: Wiktor, ty jesteś takim wielkim talentem, ty się nie możesz marnować, ty weź jedź na Zachód...
A on przystaje i odpowiada ze stoickim spokojem, charakterystycznym dla ludzi absolutnie przekonanych o tym, że mówią rzecz najoczywistszą pod słońcem: Zachód jest tutaj.
On sam przyjechał powiedzmy, z głębi Rosji (tak właśnie mi to zrelacjonowano).
Druga: znajoma reprezentująca godnie środowiska, powiedzmy, zdecydowanie patriotyczne, z racji swej pracy styka się z rozmaitymi ludźmi - w tym z niezwykle inteligentną i sympatyczną dziennikarką z GW (sama podkreśla, że to bardzo miła i niegłupia osoba). Dziennikarka owa, w ramach wyrażania swego żalu z powodu takiego a nie innego potraktowania Julii Tymoszenko wyraziła była opinię, że "jeszcze rok" by Kaczyński porządził - i u nas byłoby "tak samo". I żadne tłumaczenie nie znajdzie drogi do jej umysłu - żadne przypominanie, że dobrowolnie oddał władzę, że w porównaniu z innymi polskimi premierami niczym szczególnym się nie wyróżniał itd. (nikt np. nie pobije w tzw. arogancji władzy działaczy SLD - w latach "opozycyjnych" i owszem, nader grzecznych i ugodowych) - ona się tylko milusińsko uśmiecha, bariera nie do pokonania.
Wniosek jest prosty - da się dyskutować z każdym człowiekiem i na każdy temat - ale nie da się dyskutować ze stanem umysłu. GW to po prostu stan umysłu...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)