kamiuszek kamiuszek
1698
BLOG

Eiger

kamiuszek kamiuszek Kultura Obserwuj notkę 9

Czekam i czekam, kiedy wreszcie któryś z artystów pokornych się zbiesi i zamiast grzecznie włazić Lewiatanowi w zadek, zadek ten boleśnie ukąsi. Bo to naprawdę jest możliwe i naprawdę niezbędne, aby te recytacje klasowego prymuska, tak miłe wizytatorowi z kuratorium, zmienić w coś znaczącego. Ja rozumiem, że bunt jest trudny i że prawie na pewno przyniesie buntownikowi chwilową stratę. Ale coś za coś. Albo sztuka, czyli wolność, sława i miłość widzów, albo ciepły zadek Lewiatana.

 
Miałem wątpliwą przyjemność oglądać żałosny program, w którym wystąpił Gospodarz i Gość. Najpierw o Gospodarzu. Człowiek ów jeszcze niedawno marzył sobie wymyślać formaty i sprzedawać je za ciężkie pieniądze w świat. Format to w skrócie pomysł na program tv. Taki format sprawdza się w jednej telewizji, a jak się udaje, to potem wciska, gdzie się da, pobierając stosowną opłatę. Mnóstwo programów na polskich kanałach to właśnie kupione formaty. Wymyślanie formatów jest zajęciem ekstra, ale nasz Gospodarz, przyznając się do takiego marzenia, obnażył swoją głupotę w sposób godny potępienia. Otóż każdy dzieciak wie, już od dziesięciu lat co najmniej, że Lewiatan polskiemu pokornemu Gospodarzowi może co najwyżej format sprzedać, ale kupić od pokornego Gospodarza formatu Lewiatan nie może. Bo niby po co? Po co ma kupować pomysł na program, w którym zajefajny Gospodarz podejmuje rozmową zajefajnego Gościa? /Uwaga na marginesie: Ja tam nie wiem, po co taki format w ogóle kupować od Lewiatana, ale widocznie jest to rodzaj ofiary. Nie wystarczy bowiem Lewiatanowi zrobić dobrze, trzeba jeszcze za to zapłacić. To ostatnie spostrzeżenie nazwijmy sobie elementarnym prawem mamonicznej ekonomii./
 
Mamy więc żałość dubeltową, żałość sformatowaną i śród tej żałości zasiada na kanapie celebryta Gość. Żywa legenda i inne takie. Jednocześnie głównonurtowiec i ałtsajder, który z bożyszcza tłumów i podpisywacza najwyższych kontraktów reklamowych stał się nauczycielem w szkółce dla aspirantów do pokornego celebryctwa. Najpierw Gospodarz i Gość jak prawdziwi męscy celebryci spijali sobie z dziubków, zaznaczając, że to samo robią na gruncie prywatnym. Potem obwieścili, że mają identyczną opinię na temat pewnych polityków (też mi niespodzianka). Do tego momentu Gość zachowywał się żałośnie, ale w granicach normy. Smutno się zrobiło, gdy Gość wyjawił, o czym opowiada w tej szkole. Bo oto męski bądź co bądź głos profesjonalnego aktora, który wygarbował sobie gardło przepłukując kurz planu filmowego czystą wyborową, nagle zmienił się i zmiękł. Zaplumkało z telewizora jakieś dziewczątko, które dzieli się swoimi najsłodszymi wyobrażeniami, jakie się mu objawiły po szklanecze malibu postawionej (prywatnie) przez kuratora. Są takie momenty, kiedy człowiek wstydzi się za innych. I to był właśnie taki moment.
 
Dwóch starzejących się facetów, którzy zaprzedali dusze przyjmując z wdzięcznością rolę mikrobów L. Casei w przewodzie pokarmowym Lewiatana; i którzy zdają sobie sprawę z nędznej sytuacji; a jednocześnie wciąż i na nową i nieustannie deklarują swoją wierność tej sformatowanej kulturze ledwo żywych bakterii. I którym nie pozostało już nic poza ucieczką w głupawkę. Tego inaczej jak cyrografem wytłumaczyć nie idzie. 
 
Zostawmy tę biedę, skończmy przydługi wstęp i zajmijmy się wreszcie czymś optymistycznym. 40 lat temu Clint Eastwood wziął się do reżyserowania Akcji na Eigerze. Film jest adaptacją powieści The Eiger Sanction. W skrócie historyjka przedstawia się standardowo: Grany przez Eastwooda płatny morderca chce porzucić swój niebezpieczny zawód. Woli on bowiem spokojne życie wykładowcy sztuki i kolekcjonera obrazków. I w ogóle ma raczej kryzys wiary w system, któremu służył. Aby się wymknąć spod władzy Dragona - obrzydliwego szefa tajnego departamentu - musi wykonać jeszcze jedną robotę i to w trudnych warunkach, bo podczas ekspedycji alpinistycznej na tytułowy Eiger. Eiger to niebezpieczna góra z pionową ścianą. U jej podnóża jest schronisko z platformą widokową. Zgromadzeni tam turyści „w promieniach słonecznych opalają się” i  czynność tę urozmaicają sobie zerkaniem przez lunetki na Eiger. Bo a nuż dopisze im szczęście i zobaczą, jak kolejny ryzykant rozmazuje się na ścianie. Główny bohater zna tę górę, bo bezskutecznie próbował na nią wleźć już dwa razy. 
Ciekawą postacią jest emerytowany alpinista, który zostanie trenerem głównego bohatera i kierownikiem wyprawy. Z jego ust pada najfajniejsza kwestia w filmie. Na pytanie Eastwooda, czy się jeszcze wspina, powiedział, że: tak, na krawężniki. Taka postać będąca wariacją na temat pomocnika głównego bohatera baśni. Bo każdy bohater opowiastki o mitotwórczej mocy powinien posiadać pomocnika.
 
Formalnie film jest niejednorodny, multistylowy taki. Niespójny jak cholera. Nie da się wciągnąć widza w akcję, cały czas przypominając, że to tylko film. Trochę czarnej sensacji, trochę komiksu, trochę National Geographic, trochę cycków, trochę kina alpinistycznego, trochę komedii kampusowej, trochę francuskiego dramatu niebezpiecznie staczającego się w enerdowskie kino obyczajowe. Jednym słowem nie jest dobrze. Brakuje tylko narratora, który by opowiedział własnymi słowy to, co widać i na wszelki wypadek objaśnił, o czym dialogują postacie. Na szczęście ten środek artystyczny nie był wówczas jeszcze w modzie.
 
Recenzenci zjechali film po całości. Że niedorobiony Bond, że to parodia, że w ogóle nędza, porażka i wszyscy won z kina. Film okazał się klapą. Wytwórnia oskarżała Eastwooda, Eastwood zarzucał Wytwórni fatalną promocję. Patrząc na plakat można przyznać mu rację. No bo to film przy realizacji, którego naprawdę giną ludzie, to jednak jest promocyjny samograj. A tu nic. Widzowie nawet zdają się nie wiedzieć, że wyprawa była prawdziwą wyprawą a nie jednym wielkim efektem specjalnym. Klapa to klapa i nie byłoby o czym gadać, ale...
 
Jest chyba kluczyk do tego filmu. Tknęła mnie ta etiudowość i zajrzałem do Internetu. Główny bohater grany przez Eastwooda po raz trzeci wspina się na Eiger i jest to właśnie trzeci film reżyserowany przez Eastwooda. Eastwood w filmie ćwiczy, i na tej produkcji filmowej ćwiczy reżyserię. Głównemu bohaterowi w filmie znudziła się kariera zabójcy, a Eastwood chciałby już grać coś więcej niż stojak na rewolwer i kapelusz. Główny bohater jest prawnie uwikłany i Eastwood jest uwikłany kontraktami. Dragon jest obrzydliwym przebiegłym typem przy kasie, który cieszy się, że są trupy. Mimo że cała ta akcja to jedna wielka mistyfikacja. Możemy się domyśleć, że Wytwórnia jest właśnie przez takich typów kierowana. Interesy tajniaków czyli producentów są zupełnie inne niż interesy kraju, o osobistym interesie jakiegoś tam płatnego zabójcy nie wspominając. Nic dziwnego, że nie zależało wytwórni na promocji takiego filmu. 
Dziwne tylko, że krytycy jakoś tak nie zauważyli kluczyka. Bardzo dobrze świadczy o Eastwoodzie jeszcze jedna rzecz - zdawał sobie sprawę, że to jeszcze nie tym razem, że to jeszcze nie jest poziom, jaki chciałby osiągnąć, bo główny bohater na ten Eiger nie wlezie.
 
Dla mnie Akcja na Eigerze to przypowiastka o tym, że można rozpruć bebechy Lewiatana i że można to zrobić od środka. I niech żaden tutejszy artysta nie pieprzy, że wszystkim rządzi pieniądz. Bo przecież trudno o bardziej mamonicznego potwora niż amerykańska Wytwórnia filmowa. Jeśli za pieniądze Wytwórni można wydrwić Wytwórnię i jeszcze coś szczerze opowiedzieć o sobie, kolegach i Eigerze, to wszystko można. Eastwoodowi się udało, choć jeszcze niezbyt zgrabnie. Potrenował robienie filmów za pieniądze Wytwórni i jeszcze się od niej uwolnił. To ważny film w jego karierze. Bez niego nie powstałyby takie rzeczy jak Gran Torino, Bez przebaczenia, Rzeka tajemnic.
 
Czy wśród polskich artystów, takich jak ten Gościu ze wstępu, znajdzie się choć jeden, który ma ciut ambicji? I równie ważne pytanie: czy trafi się choć jeden pomocnik, któremu w życiu pozostało już tylko wspinać się na krawężniki i modlić o przebaczenie za to, że współtworzył tę nadwiślańską karykaturę przemysłu filmowego? 
kamiuszek
O mnie kamiuszek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura