Blog
kamiuszek w klapkach
kamiuszek
kamiuszek szkiczownik
44 obserwujących 83 notki 207247 odsłon
kamiuszek, 2 października 2012 r.

Ziz a sprawa polska w legendach i ilustracjach

3352 40 1 A A A
Niedawno gawędziliśmy o Lebezizie, czyli fantastycznej koncepcji geostrategicznej, według której europejską wielce konfliktową współpracę organizują od dawien dawna trzy potwory: Lewiatan, Behemot i Ziz. Dzisiaj zgodnie z obietnicą pogadamy o związkach Ziza z Polską. A dokładniej z Wisłą, bo to tym szlakiem handlowym, zwracając uwagę na pieniądze i wieści ze świata, się wyprawimy. Przyłączą się do nas dwaj święci i pewna pani w stroju, jak radzą mistrzowie gatunku fantasy, topless. 
 
Oto w roku 1979 nie dalej niż dwa strzały z łuku od Wawelu znaleziono prawdziwą fortunę - skarb grzywien siekierkopodobnych z lat 80. dziewiątego stulecia naszej ery. Naprawdę ciężkie pieniądze, ale jakże praktyczne. Wystarczyło taki środek płatniczy podostrzyć odrobinę i dołożyć trzonek, aby otrzymać coś podobnego do ciupagi. Poręczna to zatem moneta i w dodatku o wartości niezależnej od szamańskich opinii rynków finansowych. Lepsza od soli zdecydowanie, bo przy normalnym użytkowaniu nawet przy licznej rodzinie trudno taki majątek przejeść.
Podobne siekierkozasobne skarby odkrywano na terenie Wielkiej Morawy – która pokrywa się mniej więcej z terenem gniazdowania Ziza – ale zawierały one co najwyżej kilkadziesiąt sztuk grzywien ciupagopodobnych. Tymczasem ten krakowski skarb to jest ponad trzy i pół tony żelaza, czyli więcej niż we wszystkich tego typu znaleziskach razem wziętych. Samo ukrywanie musiało zająć kilkuosobowej ekipie parę dni. Nie dało się takiej imprezy ukryć przed ciekawskimi. Nie wiemy, dlaczego skarb ten pozostał zapomniany. Historycy wiążą to z zawirowaniem politycznym, która spotkało państwo Wiślan. 
 
A my zinterpretujmy znaną legendę. Smok Wawelski to nikt inny tylko namiestnik Ziza, któren życzył sobie zbyt wiele w dziewicach i ciupagach od mieszkańców dorzecza Wisły. Pamiętajmy bowiem, że Ziz ma taką właściwość, że rządzi przepływem kapitału po szlakach wodnych wypływających ze środkowoeuropejskich gór. Jak mu coś nie pasuje, to rzeka wysycha. Ten pewnie zbyt zawierzył w moc swego potwornego charakteru i nie okazywał nadwiślańskim przedsiębiorcom chrześcijańskiego miłosierdzia, więc spotkała go przykra niespodzianka. Podstępnie nafaszerowano go siarką i nie pomogło mu łapczywe osuszanie Wisły. Zdechł w męczarniach i kropka.  
Pamiętamy jednak, że Ziz jest stworzeniem nieśmiertelnym, o czym mówiliśmy w poprzednim odcinku fantastycznej geopolityki. W tejże konwencji opowieść o Smoku Wawelskim jest udokumentowanym w legendzie zapisem nieporozumienia biznesowego między Zizem a naszymi przodkami. Ziz dostał nauczkę. I dalej sprawy potoczyły się jak modre wody królowej polskich rzek, gdy pogoda łaskawa.
 
Oto wiek później zmieniła się moda i zaczęto stosować na większą skalę monety srebrne, które może nie tak doskonałe jak siekierkopodobne, ale za to wygodniejsze w obrocie niż garderoba zwierząt futerkowych. Mieszko przyłączył się do rodziny chrześcijańskich władców. Oczywiście że chrzest przyjął od bliższych Zizowi Czechów a nie od niemieckiej konkurencji. Przecież nie był durniem i wiedział, że w poprzek szlaków handlowych to tylko wyznawcy Balcerowicza mogą państwowe interesy ustawiać.
Bolesław Chrobry też nie na kamieniu się rodził. W końcu miał na karku głowę nie od porady, skoro ją ukoronowano. W polityce gospodarczej Zizolandu się orientował, na co fantastycznym dowodem będzie to, że kazał na emitowanym przez siebie denarze wybić portrecik Ziza.
 
 
Być może ktoś Piastom wyjaśnił, że jako najmłodsi w chrześcijańskiej rodzinie powinien przyjąć logo najmłodszego z apostołów - św. Jana, czyli sygnować interesy Orłem. Też skrzydlate stworzenie, a milsze Panu Bogu. Może i kręcił nosem na takie fanaberie ówczesnych desingerów, bo przecież Ziz - wyglądający zupełnie jak kura znosząca złote jajka - ma swój urok, ale zdawali sobie również sprawę, że w biznesie panuje i taka zasada – wyróżnij się, albo zgiń. A oni nie zamierzali ginąć i chcieli kierować czymś więcej niż smoczą filią, czy inną spółką córką. Po prostu traktowali swoją misję poważnie.
 
Spodobał się zatem Orzeł piastowskiej familii, choć i konkurencji zza Odry również. Piastowie na szczęście zachowali też historyczną świadomość, co widać po tym, że mazowiecka odszczepka dynastii do końca swoich dni używała, oprócz znaku Orła, znaku Ziza. Myślę, że tak na wszelki wypadek, aby nawet kupcy arabscy nie czuli się zagubieni w nowinkach heraldycznych na starożytnym szlaku łączącym Morze Czarne z Bałtykiem.
 
    
  
Pamiętamy, że geopolityczne schemat fantastycznej Europy został sporządzony na początku XIII wieku w jednym z najbogatszych miast Zizolandu. Ilustrator zatrudniony w Ulm wymalował Ziza, Behemota i Lewiatana, nie dla żartu przecież, bo to są sprawy zbyt poważne. Wiemy również, że konflikt w życie tych potworów jest wpisany. I należy się rozumieć, jak przebiega, szczególnie gdy się nasila.
 
A zdaje się, że akurat w czas jesieni średniowiecza zaczął się nasilać. W 1222 roku propagandyści z Lewiatanii znaleźli bohatera, który miał im posłużyć na pokonanie Ziza w świecie symboli, co natychmiast przekłada się na zyski w świecie księgowości. W tym właśnie roku synod w Cambridge ogłasza zdumionemu światu, że św. Jerzy jest, był i będzie Anglikiem. Czy to żart? W fantastycznej geopolityce nikt na żartach się nie zna. Spodobał się Lewiantańczykom koncept rycerza zabijającego smoka. Od tej chwili męczennik, który nie chciał wydać na śmierć chrześcijan, stanie się patronem antyZizowych przedsięwzięć. Gorsząca to misja i to tak bardzo, że Kościół Powszechny ma problem ze św. Jerzym jako maskotką antyZizowej spółki i zdaje się, że takiego świętego nie uznaje. Za to hołd mu składają anglikanie i prawosławni. Święty Jerzy jest patronem właśnie Anglii i Moskwy. Lewiatania oraz stolica Behemotii mają takiego wspólnego patrona i temat do korespondencji. Proste jak drzewiec włóczni wbitej w Ziza.
 
 
Wracamy nad Wisłę, a dokładniej do dolnego jej biegu. Tu jest podobnie jak w okolicach Krakowa. Pod Gdańskiem w średniowieczu działają kuźnie. Nie wiemy, czy ich blask rozświetlał nocne niebo, tak jak mruganie hamerni oświetlało nieboskłon nad Krakowem. Pewnie tak, bowiem tak samo jak metale dostarczono do podkrakowskich hut w ilościach hurtowych np. z węgierskiej Słowacji, tak do Gdańska przypływa wstępie obrobiona ruda ze Szwecji. Wprost z gdańskiego kowadła większość wyrobów ładowana była na statki holenderskie i szkockie. Import, eksport - wszyscy zarobieni, a nie tak jak w dzisiejszej ponurej ciszy trójmiejskiego matecznika PO.
 
Nie możemy się więc dziwić Lewiantańczykom, że w swoim dobrze pojętym interesie zainstalowali w Gdańsku karczmę z wiktem i opierunkiem dla ochroniarzy. Działa ona na pewno już w połowie XIV wieku. I od początku nazywana jest Dworem Artusa. Mieści się w niej towarzystwo hołdujące tradycjom arturiańskim i oczywista słynnemu Anglikowi i pogromcy smoka - Jerzemu. Z tego wnioskujemy, że Ziz u ujścia Wisły zawsze miał niejakie kłopoty. 
 
 
Ale ówcześnie w swojej domenie trzyma się mocno. Fakt, faktem są pewne nieporozumienia wśród Zizolandczyków w kwestii podziału, jak to się dziś mówi, tortu. Zaproszeni przez księcia mazowieckiego Krzyżacy, zachowują się jak ostatni durnie. Któż mógłby się tego spodziewać? – przecież oni również oddawali hołd szczególny św. Janowi! A jednak bracia zakonni bliźnich uszanować nie potrafili. I z żadnego innego powodu, tylko z takiego, że nie umieli znaleźć balansu uczuciowego między miłością chrześcijańską a zazdrością o względy Ziza. Cóż zrobić, błąd teologiczny.
 
Omówiliśmy pokrótce kontakty handlowe Ziza w górnym i dolnym biegu Wisły. Przejdźmy do środkowego odcinka, w którym dzieją się rzeczy nie mniej ciekawe, a może nawet bardziej fantastyczne. Piastowie mazowieccy tym różnią się od reszty rodziny, że przetrwali najdłużej. Tak ze względu na znak Orła, jak i Ziza. Oto dla przykładu znak zarządzanego przez Piastów mazowieckich księstwa czerskiego, którego stolica – Czersk – będzie bardzo długo prężnym ośrodkiem gospodarczym.
 
 
Przeżywa swoich założycieli o wiele pokoleń. Upadnie i zniknie z mapy dopiero w nowożytności. Niestety zniknie również z pamięci. Nawet staranny badacz, mówię to bez ironii, ośrodków produkcji broni – Aleksander Bołdyrew – nie uwzględnia Czerska w swoich statystykach. Z braku źródeł. Gdzież są czerskie archiwa księgowe i który z potworów położył na nich swój pazur, płetwę lub kopyto, trudno zgadnąć. Czersk upadł, bo Wisła się od niego odsunęła - tak mówią ludzie i dobrze mówią, bowiem Ziz układał się ówcześnie w swoim gnieździe bardzo niekorzystnie dla płynności finansowej Wisły. Zarządzająca większością Zizolandu dynastia Habsburska od zawsze była genetycznie uszkodzona, nie może być inaczej,  za sprawą eksperymentów alchemicznych. Ale nie o tym dzisiejsza piosenka.
 
Czersk usechł. Do naszych czasów przetrwało na Mazowszu inne piastowskie miasto. Już w XIV wieku miało się nieźle, skoro właśnie do niego zapraszano legata papieskiego, zachwalając warunki lokalowe i dostępność rozrywek. Wysłannik papieża miał rozstrzygać któryś tam z konfliktów polsko-krzyżackich. Jedną z licznych awantur w firmie Ziza, więc i nic dziwnego w tym, że miano ją rozstrzygnąć w mieście Ziza i to w takim, żeby nikt nie miał wątpliwości, czyj to trademark znajduje się w godle. A w 1390 roku miejski szyld ozdabiało zwierzę z ptasimi łapami i smoczym tułowiem pokrytym łuskami. Zgaduję, po późniejszych przedstawieniach, że musiał to być stwór w skrzydlaty. Niestety nie udało mi się znaleźć obrazka. Pewne wahanie co do strefy wpływów w środkowym biegu Wisły widać po multinapędzie owego stwora, który jest i latający i pływający.
 
 
Zatem lecimy dalej, choć pozostajemy w tym samym miejscu. W kanonie legend polskich znajduje się i taka opowieść, którą przedstawimy jak należy, czyli po swojemu: Urodziły się (Lewiatanowi) dwie córeczki. Gdy nadszedł czas opuściły rodzinne fale Atlantyku i popłynęły szukać mężów. Ta mniej odważna (i zbyt utyta nie dała rady przecisnąć się przez cieśniny duńskie i) zatrzymała się w Kopenhadze. Jej siostra (niewątpliwie odważniejsza i powabniejsza) wybrzydzała, przebierała w kandydatach, aż minęła Gdańsk i wpłynęła daleko w słodkie wody (domeny Ziza). Dotarła do Mazowsza, gdzie wdała się w jakiś konflikt między kupcami a tubylcami. I do tej pory strzeże interesu za pomocą tarczy i miecza. Tak przynajmniej mówią ludzie, ale łudzą się, że to ich interesów strzeże.
 
Kiedy odjęto pierwotnej warszawskiej syrence skrzydła – które świadczyły o tym, że jest dzieckiem smoka i/lub siostrą śródziemnomorskich syren, Rzeczypospolita straciła biznesowy polot. Syrena bezskrzydła i całkiem rybia broni przede wszystkim interesów papy, czyli Lewiatana. Na zgubę Ziza i polityki piastowskiej. Od XVII wieku motyw Lewiatana stał się tak popularny, że ludzie księgi malowali go w swoich świątyniach daleko od Bałtyku, bo w Polsce południowej. I trudno uznać to za oznakę prosperity, bo i w zwykłej podręcznikowo rzetelnej historii, czas ten prowadzi wprost do upadku Rzeczypospolitej.
 
 
 
Wnioski z dzisiejszej bajki mogą być takie: 
 
W IX wieku Ziz dostał w dziób i nauczył się szanować spadkobierców szewczyka Dratewki. Ilekroć zamiarował coś nie po naszej myśli, zaraz się opamiętywał, bo mu się odbijało siarką. Był skłonny nawet oddać znaczną część swojego gniazda w opiekę Jagiellonom – lecz oni, jak to tępaki z Behemotii, domeny Ziza nie rozumieli. Rzeczpospolita trwała dopóki naród polski rozumiał, skąd się jego skrzydlata siła bierze. Behemot testował ją kilkakroć, bo mniej pojętny od Ziza, a może podpuszczany przez Lewiatan. Tak czy siak, Behemot traktuje nas poważnie.
Z potwornej trójcy jedynie Lewiatan do dziś dnia ma nas za półgłówków, bo i po prawdzie sami się o to prosimy. Pomysł najsłynniejszego stratega naszych czasów - Bronisława Komorowskiego - aby budować za nasze tarczę, która ma bronić spokojnego snu mieszkańców Lewiatanii, jest frajerski w stopniu doskonałym. (Nawet jeśli założymy, że jest to nasz wkład w NATO, a nie w reaktywację Układu Warszawskiego). Po tej operacji Syrenka Warszawska będzie miała nomen omen tarczę w lewej ręce, a w prawej chusteczkę zamiast miecza. Przy najbliższej okazji uczynnie otrze łzę i zasmarkany nos temu i owemu, który będzie jak zwykle chlipał nad niewiernością Zachodu. 
 
Warto pamiętać, że jeden z najwybitniejszych władców Polski – Stefan Batory – rozumiał Lebeziza, a krainę Ziza znał jak rodzinny majątek. Pieczętował się Smoczymi Kłami.
 
 
Opublikowano: 02.10.2012 17:06.
Autor: kamiuszek
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @WESOŁY TROLL WANIA "Profesor z AK* Profesor wszedł na katedrę, lufę przedmuchał...
  • @Autor :-) Super.
  • @DOCENT Ale ja tylko tak - intuicyjnie, bo skąd mam wiedzieć? Jak zacząłem czytać Kanta, to...

Tematy w dziale Kultura