6 obserwujących
74 notki
19k odsłon
  189   1

Historia magistra vitae

Wysłannicy senatu spotkali się z Alarykiem pod murami Rzymu, grożąc armią gotowych na śmierć bohaterów, którzy będą walczyli do ostatniej kropli krwi. Odnotowano, że Alaryk się wówczas roześmiał i powiedział, że to dobrze, bo grubszą trawę łatwiej zżąć. Wysłannicy zapytali, na jakich warunkach oblężenie może zostać zniesione, a Alaryk zażądał całego złota i srebra, artykułów gospodarstwa domowego i barbarzyńskich niewolników w mieście. Jeden z wysłanników zapytał, co w takim razie pozostanie obywatelom Rzymu. Alaryk odpowiedział: „Ich życie”.

Ostatecznie Alaryk zadowolił się okupem wynoszącym 2,5 tony złota, 15 ton srebra, 4 tysiące jedwabnych tunik, 3 tysiące skór barwionych na szkarłat i 1,5 tony pieprzu. Aby zebrać potrzebne pieniądze, senatorowie rzymscy mieli zbierać składki według swoich zasobów. Doprowadziło to do korupcji i nadużyć, a suma okazała się niewystarczająca. Następnie Rzymianie rozebrali i stopili pogańskie posągi i świątynne wota, aby nadrobić różnicę. Ówczesny historyk, Zosimus, donosi, że jednym z takich posągów był Virtus [bóstwo odwagi i siły militarnej, uosobienie rzymskiej mocy], a kiedy został przetopiony na opłacenie barbarzyńców, wydawało się, że „wszystko, co pozostało z rzymskiego męstwa i nieustraszoności, zostało całkowicie zniszczone”.

Na tym się jednak nie skończyło

W styczniu 409 Senat wysłał poselstwo na dwór cesarski w Rawennie, aby zachęcić cesarza do pogodzenia się z Gotami i dać im jako zakładników dzieci z rzymskich rodzin arystokratycznych. Alaryk wznowił sojusz z Cesarstwem Rzymskim, ale Honoriusz pod wpływem Olimpa odmówił i wezwał pięć legionów z Dalmacji, w sumie sześć tysięcy ludzi. Mieli udać się do Rzymu i obsadzić miasto, ale ich dowódca, imieniem Walens, poprowadził swoich ludzi do Etrurii, wierząc, że omija Gotów. On i jego ludzie zostali zaskoczeni i zaatakowani przez pełne siły Alaryka i prawie wszyscy zostali zabici lub schwytani. Tylko 100 zdołało uciec i dotrzeć do Rzymu.

Ta klęska wcale nie utemperowała Honoriusza. Pomimo kolejnych błagalnych poselstw z senatu i mediacji papieża oraz rozsądniejszych doradców, zamiast starać się ułagodzić Alaryka, wysłał do niego obraźliwy list, po którym wszelkie negocjacje zostały zerwane. Za radą Olimpa rozpuszczono plotkę, że Hunowie dostarczą cesarzowi 10 tys. swoich wojowników. Alaryk spuścił z tonu, ale wojownicy owi nigdy się nie zmaterializowali. W rezultacie pod koniec 409 rozpoczęło się drugie oblężenie Rzymu, a senat ogłosił świeżo nawróconego poganina, Priscusa Attalusa antycesarzem. Honoriusz wysłał do niego poselstwo, które błagało o niewprowadzanie kolejnych podziałów imperium, ale Attalus oznajmił, że jedynym tematem do negocjacji jest miejsce wygnania Honoriusza. Część jego dworu przeszła pod skrzydła Attalusa i rozważano nawet wytrzebienie Honoriusza. Ten, coraz bardziej przerażony rozważał ucieczkę do Konstantynopola, gdy otrzymał stamtąd wsparcie w postaci 4 tys. żołnierzy. Pozwoliło to rozbić rozproszone siły Alaryka i odciąć dostawy do Rzymu. Marionetkowego cesarza wyeliminowano, a Alaryk zgodził się na negocjacje z Honoriuszem. 

Jednak zamiast przedstawicieli cesarza, na Alaryka czekali zamachowcy pod przywództwem jego zaprzysięgłego wroga, Sarusa. Zamach udaremniono, a Alaryk, zerwawszy wszelkie negocjacje, obległ i zdobył Rzym. Miasto plądrowano przez trzy dni. Zrujnowano i spalono większość budynków. Szukając ukrytych kosztowności, zniszczono świątynie pogańskie i mauzolea cesarzy. Wielu mieszkańców torturowano, inni zostali wzięci do niewoli i sprzedani. Gwałty i morderstwa były na porządku dziennym.

Alaryk zakończył plądrowanie po trzech dniach i ruszył na południe Włoch. Planował zdobycie Sycylii, ale uniemożliwił to sztorm, który zniszczył statki, przygotowane do przebycia cieśniny Mesyńskiej. W międzyczasie Alaryk zmarł z powodu choroby. Nowo wybrany król, Ataulf poślubił dotychczasową zakładniczkę, Gallę Placydię, siostrę cesarza Honoriusza w 414, ale zmarł rok później. Wizygoci założyli Królestwo Wizygotów w południowo-zachodniej Galii w 418 roku, a następnie pomogli Zachodniemu Cesarstwu Rzymskiemu w walce z Attylą w bitwie na Polach Katalauńskich w 451.

Inwazja Wizygotów na Włochy spowodowała, że w dotkniętych prowincjach podatki gruntowe spadły z jednej piątej do jednej dziewiątej ich wartości sprzed inwazji. Arystokratyczna hojność, lokalne wspieranie budynków publicznych i pomników przez klasy wyższe, zakończyła się po splądrowaniu południowo-środkowych Włoszech.

Autorytet cesarskiej władzy został trwale zrujnowany. Wszechwładni do tej pory urzędnicy skarbowi byli bezlitośnie przeganiani przez właścicieli latyfundiów. Mnożyły się wymuszenia i bandytyzm. Postępowała pauperyzacja najuboższych obywateli. Zrujnowane miasto nigdy już nie wróciło do dawnej świetności. Nowym centrum tamtego świata stał się Konstantynopol.

Kiedy Konstancjusz, który był przyjacielem i zwolennikiem Stylichona, został naczelnym wodzem w 410/11, skazał Olimpa na śmierć przez zachłostanie batem. Była to standardowa kara dla zdrajców stanu, stosowana w Rzymie od początku jego istnienia.

Wnioski

Słowa Scewoli do Porsenny i delegatów rzymskiego senatu do Alaryka były niemal takie same, ale skutki ich były zupełnie inne. Słowa bowiem to nie magiczne formuły i sens mają tylko jako definicje rzeczywistości. Rzeczywistość zaś była zupełnie inna:

  • Porsenna nie przybył, aby złupić Rzym. Był tak bogaty, że w jego orszaku sekretarz mógł być pomylony z królem. Rzymianie byli biedni, lecz zdeterminowani. Porsenna został oszukany przez Tarkwiniusza i gdy przekonał się, jak naprawdę wygląda sytuacja, przestał go popierać, a zawarł przymierze z Rzymem.
  • Alaryk, owszem, przybył do Rzymu, aby go złupić. Znał z doświadczenia zakłamanie Rzymian, to ono właśnie spowodowało, że Goci odrzucili ich moralne zwierzchnictwo. Wiedział, że za dumnymi słowami posłów kryje się pustka, a oni sami reprezentują wyłącznie trzęsących się o swoje dobra bogaczy.

Wnioski z tego są takie, że rządzący najczęściej lepiej rozumieją ludzi, niż im samym może się to wydawać. Wiedzą, że ubodzy będą się bili o wolność za wszelką cenę, a doprowadzeni do rozpaczy, wymordują wielu. Wiedzą też, że bogaci oddadzą wszystko, aby tylko zachować życie.

To więc, jak będą traktowane nasze własne imponderabilia, będzie zależało od tego, jaki sami mamy do nich stosunek. Jeżeli Polska to dla nas „ch.j d.pa i kamieni kupa”, utracimy ją, bośmy tak naprawdę nigdy jej nie mieli. Możemy jednak wygrać w zmiennych kolejach losu, o ile tylko pozbędziemy się śmieci. Jak, to już waszmościom zostawiam pod rozwagę. Rzym, z którego cywilizacji czerpiemy, rozprawiał się ze zdrajcami wyraziście.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale