Kaowiec Kaowiec
257
BLOG

Gdzie te flagi?

Kaowiec Kaowiec Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 

Latem, w czasie Euro 2012 podnoszenie nastrojów,podsycanie patriotyzmu itworzenie atmosfery wesołej wspólnoty było bardzo na rękę rządzącym. Budowało w końcu poczucie wielkiego sukcesu i zwycięstwa. Nawet totalną klapę pod względem sportowym udało się im przekuć w poczucie dumy z tego, że przecież wszystkim się podobało, że przecież wszyscy goście nas chwalili, wszystkim smakowało i wszyscy się miło upijali od rana do wieczora. Dowodem i podkreśleniem tej atmosfery, widocznym wszędzie na ulicach, były chorągiewki na samochodach, flagi porozpinane na balkonach i w oknach, twarze pomalowane w barwy narodowe i wszechobecne, flagopodobne reklamy „5-ty Stadion”, rozdawane przez browar produkujący piwopodobnego sikacza. Wszystko to wprost krzyczało:

To wszystko nasze! To my! To nasz piękny kraj! To nasze, polskie! Myśmy to zrobili! Patrzcie i podziwiajcie! Smakujcie! Zachwycajcie się!

Przez tamten miesiąc byliśmy najbardziej zieloną, choć biało-czerwoną wyspą w Europie. Przynajmniej w naszych głowach.

Za trzy dni mamy wielkie święto. Większego polskiego święta nie ma. Czy wiecie, gdzie podziały się wszystkie te flagi i chorągiewki, nakładki na lusterka, czapki, koszulki i szaliki? Czy widzicie może na ulicach, na straganach i na stacjach benzynowych sprzedawców tych gadżetów? Ktoś widział już "odziane" odpowiednio samochody? Jakoś cisza na razie.

Mam jednak cichą nadzieję, że ludzie gdzieś wygrzebią z dna szafy czy z kosza na brudną bieliznę te znaki wspólnej tożsamości i wyjdą na ulicę cieszyć się z tego, że żyją, że mamy ten kawałek ziemi, na który możemy mówić dom lub ojczyzna. Mam w d... warszawskich organizatorów krzyżujących się i konfrontujących marszów! Jestem z Gdańska i u mnie marsz jest zawsze jeden, wspólny. Czasami wygląda trochę pajacowato i niepoważnie, zwłaszcza, gdy w najważniejszym momencie przemówienie wygłasza prezydent Owalny, zwany też Budyniem, który, zamiast o Polsce, mówi o kolejnych sukcesach w budowaniu wyimaginowanej zielonej wyspy. Niemniej chodzę tam nie dla Owalnego ani dla jego ekipy. Chodzę, nawet jeśli dla paru lemingówgłupio to brzmi,dla Polski,chodzę dla moich dzieci i dla siebie.

Proszę więc wszystkich, którzy to czytają – weźcie te chorągiewki z Euro, czapki i co tam macie i idźcie, maszerujcie, cieszcie się i pokażcie wszystkim, a najbardziej samym sobie, że naszą Polskę, nawet biedną, smutną i zszarganą, można kochać. Że będzie lepiej.

Kaowiec
O mnie Kaowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości