Panie Eli Barbur,
Zwracam się do Pana, jako do specjalisty, człowieka miejscowego, obserwatora i znawcy izraelskich obyczajów.
Na pewno słyszał Pan o incydencie na kortach w Ejlacie, gdzie siostry Radwańskie, podczas gry deblowej, zostały zwyzywane od „katolickich suk”. Nie wiem, kto chodzi na mecze tenisowe w Izraelu, wiem jednak, że na świecie kibicami tenisa są zazwyczaj ludzie kulturalni, spokojni, najczęściej wielcy miłośnicy tego sportu. W każdym razie nie słyszałem nigdy o kibolach czy innych bandytach rozrabiających na kortach i ubliżających tenisistom. A już całkowicie nie mieści mi się w głowie, żeby takie rzeczy działy się w izraelskim społeczeństwie, które tak bardzo jest czułe na wszelkie przejawy nietolerancji, uprzedzeń czy złych stereotypów.
Moja teściowa poleciała w sobotę na kilkudniową pielgrzymkę do Ziemi Świętej (Kafarnaum, Jerozolima, Betlejem itd). Jest osobą bardzo wierzącą. Nie manifestuje zbytnio swej wiary, ale na pewno w Izraelu jej katolickość będzie widoczna - chodzi się w końcu grupą z księdzem. Marzyła o tej pielgrzymce od lat i długo na nią odkładała pieniądze. Mam nadzieję, że wróci szczęśliwa.
Boję się jednak, żeby w hotelach, na ulicy, czy w różnych świętych dla katolików miejscach, żadni miejscowi nie traktowali jej jak suki.
Pytam więc Pana – czy dla przeciętnego mieszkańca Izraela moja teściowa jest katolicką suką?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)