W notce coś napisałem, że wrócę do blogowania, chociaż nie wiedziałem jeszcze co przez to rozumiem. Zastanawiałem się co zrobić ze swoim blogiem. Skoro pisać to o czym? O Kabale pisać już nie chciałem, bo poczułem się wrzucony do szufladki "kabalista", a przecież nie jestem. Owszem, teksty są mi bardzo bliskie, ale są mi też bliskie książki choćby Carlosa Castanedy, którego cykl czytam teraz ponownie.. po około 15 latach. Jeszcze bardziej obawiałem się, że ktoś mógłby moją wykładnię uznać za oficjalną, a do tego nie czuję się upoważniony.
No więc co dalej? Zacząłem od przypomnienia sobie czym jest blog. Według Wikipedii: blogi najczęściej mają charakter osobisty i służą jako internetowe pamiętniki. No ale do tego mój blog nie pasuje... Znalazłem na sieci typologię blogów - autor pokusił się nawet o badanie blogosfery. Niestety wyniki jeszcze nie zostały opracowane, ale już teraz widzę, że mój blog pasuje do wielu kategorii.
Przypomniałem sobie, że od stycznia 2009 mam uruchomione statystyki Google Analytics, a chociaż nie mam zbyt wielu czytelników, to mogę się przyjrzeć kto, kiedy i po co mnie odwiedza (można kliknąć na obrazkach by je powiekszyć).
Na górnym wykresie widać moją przerwę, chociaż o dziwo nawet wtedy miałem średnio około 40 odwiedzin dziennie. Widać też, że czasami udało mi się napisać coś ciekawego - ciekawszego od eurokomunofaszystowskowojennego murału z mojej ostatniej notki. Można też zobaczyć, że średnio, odwiedzająca mój blog osoba czyta "półtorej" notki. Zaskoczył mnie współczynnik odrzuceń, bo jeżeli aż blisko 80% osób opuszcza mój blog tuż po wejściu, to pozostali muszą czytać wiele notek aby nadrobić zaległości, by wyszedł statystyczny wynik 1,5 strony na odwiedziny,Miłe, że aż 8% odwiedzin wprowadza adres mojego bloga bezpośrednio, to by znaczyło, że mam dla kogo pisać :) Ciekawe, że aż 10% wizyt trafia do mnie z bloga arkadiusz.jadczyk.salon24.pl - to pewnie świadczy jak bardzo popularny jest to blog. Blisko 8% pochodzi z wyszukiwarki obrazków google - czyżbym dobierał ładne obrazki? Jednakże zdecydowana większość gości, bo aż 38% trafia do mnie poprzez wyszukiwarkę Google (odwiedziny z onet, search, yahoo występują w śladowych ilościach). Pierwsze pięć najpopularniejszych wyszukiwań dotyczy półkul mózgowych.
Aż sprawdziłem no i rzeczywiście - jestem na pierwszej stronie wśród 50 tysięcy wyników wyszukiwania Google:

A z jakich krajów pochodzą czytelnicy? Polska jak widać króluje, ale są też inne kraje. Z pominięciem Afryki prawie wszystkie kontynenty.
Chociaż najwięcej odwiedzin pochodzi z Europy oraz USA:

Zdarzają się też takie rodzynki jak: Zjednoczone Emiraty Arabskie (4 odwiedziny), Japonia (4), Singapur (2), Iran (2), Vietnam (2), Chiny (1), Meksyk (1), Wenezuela (1), Azerbejdżan (1) - w sumie 55 krajów. Rzuciłem też okiem na miasta - nie sposób ich tutaj wszystkich przejrzeć.
Wśród 1040 miast rzucił mi się w oczy Auburn University - pewnie błąd Google, bo przecież uniwersytet to nie miasto.
A z jakich komputerów korzystają czytelnicy bloga? Królują Windowsy, ale są też Linuxy i Macintoshe. Jak widzę część czytelników korzysta z komórek.

Jednakże używane rozdzielczości mnie wręcz zaszokowały. Nie wiedziałem, że tak popularna jest jeszcze mała rozdzielczość 1024x768.

Mógłbym tak drążyć bez końca, bo Google Analytics to studnia bez dna, ale postanowiłem przyjrzeć się czytanym treściom:
Pierwsza pozycja to strona główna bloga. Niestety salon24 nie nadaje prawidłowego tytułu, więc ta informacja niczym nie świadczy. Na pierwszym miejscu jest więc mój test na półkule mózgowe - to pewnie przez wyszukiwarkę Google. Podobnie jest z mapami myśli. A co robi na drugim miejscu moja notka samoloty nad krakowem? No tak, sonial podlinkował mnie na forum davidicke.pl. Tych linków prowadzących do mnie pojawiło się nawet nieco więcej, ale niektóre sa naprawdę zaskakujące, bo cóż ja mogę mieć wspólnego z tym?

Moje znalezienie się na stronie Britney Spears przesądziło sprawę, że podejrzewam, iż salon24 wspiera popularność blogerów i tym samym swoją platformę poprzez system wymiany linków:

A wracając do mojej listy, na piątej pozycji jest eksperyment dyfrakcji - nie sądziłem, że aż tyle osób to zainteresuje. Winowajcą jest znowu Google - tym razem jestem na pierwszej pozycji wyszukiwania na 7600 stron:

Popularność salo(mo)nowej wolności łatwo wyjaśnić - temat był kontrowersyjny i wzbudzał emocje, a do tego był podlinkowany w piwnicy24 i na schodami w dół. Komentarze z blogu Eine pomijam, bo prawdopodobnie były często czytane ze względu na fakt, iż długo długo u mnie wisiały jako ostatnia notka, podczas mojej nieobecności na salonie.
Pozostaje matematyczna zagadka - opublikowana w lubczasopiśmie niedawno, bo dopiero gdy wróciłem na salon, odebrałem wewnętrzną pocztę i zaakceptowałem publikację. No i tutaj aż mi się nie chce wierzyć - według google: matematyczna zagadka, jestem na pierwszej stronie pozycji wyszukiwania - czyżby spersonalizowane wyniki aż tak zaburzały wynik? Aż sprawdziłem na innej przeglądarce i innej wyszukiwarce Microsoft Internet Explorer Bing - tutaj jestem na drugiej stronie, ale też wysoko.
Podsumowania nie będzie, bo wiedza mi się musi uleżeć przez noc. Jedno co wiem, to muszę zakończyć na blogu sprawy, które sobie wypisałem w prawym górnym rogu: prezent, matematyczną zagadkę, eksperyment dyfrakcji, napisać coś o tym co zrozumiałem/niezrozumiałem z mechaniki kwantowej, dopracować kwantowe fraktale (chociaż to ostatnie to nie wiem czy kogokolwiek jeszcze interesuje).








Komentarze
Pokaż komentarze (9)