25 obserwujących
132 notki
231k odsłon
  358   0

43. Pierwszy "efektywny" tydzień

Poniedziałek był najgorszy. Zapisałem sobie na ten dzień siedem celów, z których zrealizowałem tylko jeden. Odezwały się prawa Murphiego i to wiele jednocześnie.

  1. Jeżeli myślisz, że idzie dobrze — na pewno nie wiesz wszystkiego.
  2. Jeżeli coś może się nie udać — nie uda się na pewno.
  3. Nie uda się nawet wtedy, gdy właściwie nie powinno się nie udać. Wszystko wali się naraz.
  4. Skrót jest najdłuższą drogą pomiędzy dwoma punktami.

Zaczęło się od nieprzyjemnej rozmowy, która wybiła mnie z rytmu pracy. Piętnaście minut słoneczka wystarczyło, bymi wrócił do siebie - ponownie skoncentrowany, lecz gdy usiadłem przy komputerze, ten zaczął mi dziwnie powoli działać. Pierwsze podejrzenia to oczywiście wirusy trojany i inne barachło, więc kolejną godzinę spędziłem na wyszukiwaniu niepożądanego gościa, lecz okazało się, że odpowiedzialnym za ten stan rzeczy był ukryty w Task Managerze proces jednej z zainstalowanych (i niepotrzebnych mi) usług.

Wtedy zdałem sobie sprawę, jak przez ostatni rok narosło u mnie na komputerze różnego rodzaju działających w tle serwerów, z czego pięć różnych środowisk bazodanowych: SQL Server 2005, SQL Server 2008, SQL Server 2008 R2, MySQL, Interbase (brakowało tylko PostgreSQL, którego kiedyś też używałem). Do tego jeszcze różne systemy kontroli wersji typu Subversion jak i Mercurial. Do tego pomieszane środowiska open sourcowe z microsoftowymi, takie jak Apache i Internet Information Server, a także lokalna wersja Windows Azure do testów, a to również zasobożerny serwer. Przez kolejne dwie godziny odinstalowywałem wszystkie moim zdaniem niepotrzebne już rzeczy.

Powziąłem też mocne postanowienie, że przez najbliższe kilka miesięcy wszystkie serwery, które znam, będę instalował na lokalnym serwerze lub serwerze znajdującym się w data center pod Paryżem. A wszystkie serwery, których nie znam - nie będę instalował, choćby mnie nie wiem jak korciło je poznać.

Po tych porządkach na komputerze, mogłem już swobodnie mieć jednocześnie uruchomione: przeglądarkę Firefox, Visual Studio Ultimate oraz SQL Server Management Studio, pulpit zdalny, Total Commander, Adobe Acrobat Reader, KeePass Password Safe, Gadu-Gadu oraz WinAMP z odpalonym radiem internetowym, a mój komputer z 64 bitowym Windows 7 Professional śmigał, i  nie dobijał już do wykorzystywania więcej niż 4 GB  RAM, dzięki czemu nie wykorzystywał pliku wymiany i dysk twardy nie rzęził.

Gdy przyszło do realizacji celu pierwszego z dnia pierwszego, został on rozwleczony na 5 godzin. Niestety cel ten był ściśle powiązany z komunikacją ludzką, a gdy druga osoba nie rozumie, to trzeba tyle czasu poświęcić, aby zrozumiała. Człowiek to nie komputer i nie wystarczy precyzyjnie napisać rzeczy do zrobienia - trzeba trochę pogadać, porysować, sprawdzić poziom rozumienia. W sumie zdałem sobie sprawę, że to mój częsty błąd - często błędnie zakładałem, że ktoś będzie dochodził do podobnych wniosków co ja, przynajmniej w takim samym tempie co ja, skoro ma moją pomoc, a to niestety szybkość chwytania tematów to dość indywidualna sprawa.

Kolejne godziny poświęciłem na lepsze planowanie, tych bliższych dni i tych dalszych. Oprócz wspaniałego systemu FogBugz użyłem Excela oraz Mind Managera. Podczas tego planowania zdałem sobie sprawę, że będę musiał zrobić trochę cięć w planach, bo zgodnie z Prawami Murphiego

  1. Na pierwsze 90% programu potrzeba 10% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  2. Pozostałe 10% programu wymaga 90% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  3. Rozpoczynasz zawsze od pozostałych 10%.

No i to makabryczne Prawo Liebermana, które się niestety nadal pomimo postępu świetnie sprawdza w IT:

  • Aby oszacować czas potrzebny na wykonanie jakiegoś zadania należy przewidywany czas pomnożyć przez dwa i przyjąć jednostkę o rząd wyższą.

Podczas planowania sprytnie wyznaczyłem więc sobie opcjonalne elementy, z których będę mógł zrezygnować w razie, gdyby mi się noga poślizgnęła i groziła mi jakaś obsuwa związana z nieprzewidzianymi przeze mnie teraz elementami.

I tak zszedł dzień pierwszy, przez co moja frustracja sięgała zenitu, co jest zdrowym objawem, bo zwiększa motywację do pracy. Zdecydowanie miałem zbyt dobre samopoczucie, jak na niezrealizowane cele - czas się trochę pofrustrować :) Jako ciekawostka, już po pierwszym dniu intensywnej pracy z utrzymywaniem koncetracji uwagi na mierzalnym celu (termin, zadanie) przeszły mi dolegliwości związane z zatkanym nosem, chociaż nie wiem czy dobrze skojarzyłem lekarza ;) W każdym razie już nie potrzebuję używać Neil Med ani inhalacji Olbas do udrażniania nosa.

W kolejnych dniach zdecydowanie efektywniej pracowałem, to i frustracja opadła. Może dlatego nie doszedłem jeszcze do takiej efektywności i szybkości pracy jaką miałem na przełomie roku 2010/2011, o czym nawet wspomniałem przy notce Rosjanin o Kłuszynie a rok 1612.

Za tydzień zrobię kolejne podsumowanie z mojego pola gry. Może bardziej konkretne.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale