KAP1 KAP1
390
BLOG

13. Życie podwórkowe i Amstrad

KAP1 KAP1 Rozmaitości Obserwuj notkę 13

A pan osiągnął tą swoją wizualizacją wielkość, czy bogactwo?, a może święty spokój - co? -napisał do mnie ekonomista grosik!, czym skutecznie udało mu się mnie sprowokować do napisania krótkiego życiorysu.

Zacznę od tego, że wychowywałem się w małym, 200 tysięcznym mieście, na tzw. bandyckim podwórku, otoczonym ze wszystkich czterech stron kamienicami, gdzie spędzałem cały mój wolny czas. Co znaczy "bandyckie"?  No cóż naszym ulubionym zajęciem były wojny podwórkowe i schlebianie prawu dżungli. Każdy nowy, który się tutaj wprowadzał był chrzczony rozwaleniem nosa lewym prostym - widok krwi oznaczał, że osoba została przyjęta. Tak też zostałem tutaj ochrzczony w wieku 7 lat. Dużo by opowiadać o przygodach, jakie mnie wtedy spotkały. Krótko powiem tylko, że część moch kolegów i "przyjaciół" z tamtego okresu siedzi teraz w więzieniach.

13. Życie podwórkowe i Amstrad

Mniej więcej w 6-tej klasie szkoły podstawowej moja mama odbyła ze mną długą rozmowę i przekonała mnie, że palenie papierosów nie ma sensu i że powinienem porzucić "złe towarzystwo". O dziwo, naprawdę uwierzyłem i tak zrobiłem. Nagle przestałem wychodzić na spotkania. "Podwórko" było wściekłe, przez jakiś czas mściło się na mnie. Podczas nieobecności rodziców miałem włamanie do domu. Starsi koledzy wywlekli mnie z mieszkania i zamknęli w skrzyni z piaskiem. Siedziałem tam zamknięty przez wiele godzin. Na szczęście jeden z nich siedząc na tej skrzyni i niby pilnując mnie, po cichu powiedział "Krzysiek, ja ciebie uratuję jak oni pójdą" i dotrzymał obietnicy, zdjął skobel. Jeszcze bardziej uwierzyłem wtedy, że to "złe podwórko". Nagle zrozumiałem, że ze szkołą jest podobnie, nie było w mojej szkole tygodnia bez wybitej szyby.

Wtedy uciekłem od wszystkich, całego mojego ówczesnego otoczenia i zanurzyłem się w książkach. Chodziłem po księgarniach i miałem pozwolenie od rodziców kupować wszystko, na co miałem ochotę, więc kupowałem i czytałem. Wciągnęły mnie głównie trzy tematy: psychologia, technika i informatyka. Uwielbiałem czytać listingi programów w bajtku i wyobrażać sobie jak by działał taki program. Nie było wtedy nigdzie w znanej mi okolicy komputerów, a moich rodziców nie było stać na sprowadzanie z zagranicy. A ja ciągle marzyłem i marzyłem. Marzyłem i marzyłem. Wyobrażałem sobie, że dotykam Amstrada 6128, bo to był mój wymarzony komputer - zintegrowany ze stacją dyskietek i monitorem. Myślałem o tym komputerze przez cały czas, we dnie i w nocy.

13. Życie podwórkowe i Amstrad

Pewnego dnia mój tata dziwnym trafem dostał do pracy dostawę komputerów, a w tym mój wymarzony Amstrad 6128. Błagałem go niemal codziennie, żeby pozwolił mi po pracy przyjechać z nim, aby go chociaż dotknąć. Słyszałem ciągle w odpowiedzi, że komputer to nie zabawka, że on się na tym nie zna i że nikt mnie tam w pracy przecież nie będzie uczył. Ja nie dawałem za wygraną, bo wizja mnie już wtedy przerosła. Marzenie było silniejsze od wszelkich skrupółów we mnie. W końcu uległ.

Jeden z kolegów taty, pokazał mi krok po kroku jak działa Amstrad. Wybłagałem kolejną rzecz - instrukcję Amstrada do czytania w domu, a tam był opis AMSDOS i Locomotive Basic. To jeszcze bardziej pobudziło moją wyobraźnię, bo czytałem tą instrukcję z zapartym tchem i chociaż mało rozumiałem, to czułem, że w końcu dotykam mojego marzenia. Kiedy po pewnym czasie tata znowu uległ i pojechał ze mną do pracy, jego koledzy byli zdziwieni, że potrafię sam załadować grę, a nawet pierwszy program w Basicu. Podczas rysowania pierwszego trójkąta na ekranie monitora za pomocą mojego pierwszego prorgamu - autentycznie płakałem ze wzruszenia. Koledzy taty patrzyli zdziwieni na to, co robię, aż w końcu powiedzieli "ok, może zostawać sam z komputerem".

13. Życie podwórkowe i AmstradTo mi dało jeszcze więcej czasu z amstradem. Po pewnym czasie wypatrzyłem jedną z gier, w którą nikt nie grał. Zapytałem dlaczego? Odpowiedź - "bo nie wiadomo jak grać, to za trudne dla Ciebie". To była gra symulacyjna Apache, gdzie latało się helikopterem. Kilkadziesiąt klawiszy sterujących różnymi elementami śmigłowca, to rzeczywiście za dużo dla dziecka, gdy się nie wie jak działa śmigłowiec. Co chwila się rozbijałem podczas startu. W końcu kupiłem książkę "Podstawy pilotażu śmigłowców" - znowu nic nie rozumiałem, ale po blisko miesiącu ustawicznego czytania i próby zrozumienia tematu, w końcu mnie olśniło - należy pochylić dziób helikoptera i zwiększyć ciąg silnika, aby lot odbywał się do przodu zamiast w górę. Gdy przyszedłem kolejny dzień do pracy i udało mi się zmusić symulator do pracy, koledzy taty byli naprawdę zaskoczeni.

Później wypadki potoczyły się lawinowo. Najpierw moja ciocia chrzestna dowiedziała się o moich zainteresowaniach i wypożyczyła amstrad cpc 464 na tydzień ze swojego sklepu (dziwnym trafem otrzymała taką dostawę), abym mógł się nim "pobawić " - spałem wtedy tylko dwie godziny dziennie, aby tylko nie tracić cennego czasu z komputerem. Później tata otrzymał dziwnym trafem propozycję pracy w Szwecji. Po pół roku pracy przywiózł ze sobą dolary i pozwolił mi część zarobku wydać na mój wymarzony komputer. Zabrałem tatę na giełdę na ul. Grzybowską. Wytargowałem od handlarza (mojego rówieśnika 15-latka), aby do komputera dorzucił wszystkie dyskietki, jakie tylko posiada. Gdy wracałem do domu, miałem w oczach autentyczne łzy szczęścia. Nadeszła moja nowa era...


CDN.

KAP1
O mnie KAP1

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości