KAP1 KAP1
284
BLOG

14. Technikum elektroniczne - jak?

KAP1 KAP1 Rozmaitości Obserwuj notkę 6

W szkole podstawowej robili nam testy, gdzie kto się nadaje. Przyszli psycholodzy, którzy badali naszą psychikę i inteligencję IQ. Chyba stwierdzili, że jestem mało zdolny skoro zostałem skierowany do zawodówki. Taki był ich werdykt. Nie wierzyłem już wtedy nauczycielom, bo naczytałem się różnych New Age'owych książek  o tym, że wszystko jest możliwe. Wyobraziłem więc sobie, że pójdę do najbardziej elitarnej w tym mieście szkoły, gdzie podobno miały być komputery i dużo techniki  - technikum elektronicznego.

14. Technikum elektroniczne - jak?

Gdy nauczycielka chemii w szkole podstawowej dowiedziała się, że dwie osoby z klasy (w tym ja) zgłosiły w jakimś formularzu, iż chcą próbować swoich sił w technikum elektronicznym, powiedziała "Tak beznadziejnej klasy jak wasza to nigdzie nie widziałam. Wy się nadajecie tylko do łopaty albo do czyszczenia kibli. W głowach wam się poprzewracało, skoro chcecie startować do technikum elektronicznego. Co wy sobie wyobrażacie? Jakim cudem mogliby przyjąć takich niezdolnych nierobów nieuków?"

A ja ciągle wyobrażałem sobie tylko technikum i technikum. Miałem wtedy głowę w chmurach i wierzyłem w cuda. Wierzyłem, że będę się uczył w tej szkole i że trafię do fajnej klasy (w przeciwieństwie do tej beznadziejnej i totalnie niezgranej, w której panowało prawo dżungli). No i zostałem "jakimś cudem" przyjęty. Z jednej z najgorszych szkół podstawowych trafiłem do jednej z najlepszych szkół średnich w moim mieście. Jak? Nie mam pojęcia.

Przeżycie pierwszego dnia w szkole było mistyczne. Tym razem już nie płakałem, ponieważ w sercu miałem strach przed tym wielkim i nowym dla mnie światem. Myślałem, że w tej szkole będę musiał również walczyć każdego dnia o przetrwanie tak jak w poprzedniej. Przygotowałem się na bójki i jak mnie kolega zaczepił no to się z nim siłowałem. Cieszyłem się, że bez użycia pięści. Zastosowałem chwyt judo, potem trzymanie i leżał na ziemii. Tego dnia otrzymałem pseudonim Arni, a kolega - Dartanian.

Koledzy byli wspaniali. Klasa zgrana. Najbardziej zgrana w całej szkole. Dużo by opowiadać o tym, co później wyczynialiśmy. Dość powiedzieć, że chyba jako pierwsi w Polsce założyliśmy podsłuch w pokoju nauczycielskim i stosowaliśmy utworzone przez nas podpowiadacze elektroniczne. Współpracowaliśmy na całego. Pomagaliśmy sobie przed zajęciami - jeden pisał pracę domową, a reszta przepisywała. Było interesująco i bardzo chciałem przetrwać w tej szkole, a nauczyciele ciągle nas straszyli mówiąc "może byliście w swoich szkołach dobrzy, ale teraz musicie być jeszcze lepsi, bo gorsi odpadają". Nie wierzyłem w to, bo przecież było tutaj tak fajnie, a nauczyciele mówili do nas na "Proszę Pana" zamiast "Głąbie".

14. Technikum elektroniczne - jak?

Ze stanu marazmu wyrwała mnie pierwsza ocena z matematyki - niedostateczny za brak marginesów.  Zostałem mocno "skrzyczany" przez Panią profesor. W mojej starej szkole nikt nie dbał o marginesy! Ok, zabrałem się do roboty. To była pierwsza ocena w klasie i tylko ja nie zrobiłem marginesów. Czułem się strasznie, że tak łatwo oddałem pole. Przykro by było nie zdać z powodu braku marginesów.Od tej pory skoncentrowałem się na nauce i wypełnianiu wszystkich przykazań nauczycieli.

Moi koledzy wydawali się zdolniejsi i mądrzejsi. Najlepsi absolwenci najlepszych szkół. Zajęcia z elektrotechniki z dziwnymi symbolami typu sigma i liczbami zespolonymi były największą makabrą dla mnie. Codziennie prosiłem mamę, aby mnie odpytywała z tego co się uczyłem. Mama była przerażona i ciągle bała się, że nie dam sobie rady. Na szczęście elektrotechnika była trudna nie tylko dla mnie, ale również dla kolegów. Gdy doszło do pierwszego odpytywania, nauczyciel dał nam fory i powiedział, że tylko tym razem pozwoli na zgłoszenie nieprzygotowania. Jako jedyny stawiłem się przy tablicy z duszą na ramieniu. Reszta zgłosiła nieprzygotowanie.

Klasa patrzyła na mnie z podziwem, jak na jakiegoś terminatora, ale nic to - wierzyłem, że dam radę. Do dzisiaj pamiętam adrenalinę oraz tę przedłużającą się niebezpiecznie chwilę, w której wydawało mi się, że nic nie pamiętam. Nauczyciel pytał, a ja milczałem i milczałem. W końcu powiedział: "zacznij od wzoru..." i w tym momencie coś mi się otworzyło i zacząłem mówić, mówić, pisać na tablicy i mówić, odpowiadać, a im więcej pisałem i mówiłem, tym więcej chciałem napisać i powiedzieć. "OK, bardzo dobrze. Siadaj otrzymujesz piątkę" - powiedział profesor i postawił mi najlepszą z wtedy możliwych ocen - "Widzicie? Jednak można się było przygotować". Na przerwie dostałem gratulacje od kolegów "Jak ty się tego nauczyłeś?"...


Gdy zaczynałem wierzyć w komputery, nikt wokół nie miał żadnego, potem nagle wyrosły wokół jak grzyby po deszczu aż skończyło sie na moim własnym. Gdy zaczynałem wierzyć w swoją przemianę byłem nikim, później trafiłem we wspaniałe otoczenie, które mnie rozwijało. To były cudy czy wyjątkowe zbiegi okoliczności?

W dalszej części napiszę o wiele większe zbiegi okoliczności, które mnie spotkały. Potem opiszę obiecane sonial13 manowce, do których mnie to wszystko zaprowadziło.

CDN.

KAP1
O mnie KAP1

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości