12 września, Kraj Nadwiślański, godzina 8.00.
W kancelarii premiera, popularnie nazywanego Wesołym Donkiem (od piosenki: Jestem wesoły Donek, mam na przedmieściu domek, a w domku wodę, światło, GAZ…), dzwoni czerwony telefon. Na panelu sterowniczym sporych rozmiarów centralki telefonicznej miga lampka kontrolna w kolorze biało-niebiesko-czerwonym. Pod kontrolką widnieje napis: PAN Premier. Sekretarka podrywa się i w emocjonalnym uniesieniu krzyczy: – Dzwoni, dzwoni! Panie premierze, dzwoniiii!
Drzwi łączące gabinet z sekretariatem otwierają się, staje w nich zapinający złote spinki w rękawach koszuli Donald, który rzuca flegmatyczne zapytanie: – Kto? – Rozpalona na licach sekretarka odpowiada: Panie premierze, dzwoni nasze słońce Azji i Europy, nasz kochany przyjaciel, nasz… – Kto? – przerywa ze zniecierpliwieniem najlepszy piłkarz wśród premierów dawnego RWPG. – Putin, Putin dzwoni!!! – odpowiada bliska omdlenia sekretarka. – O jasna, ciasna, w mordę kaczora, żeby go! O tej godzinie?! Wredna ruska świnia! Łączyć, proszę łączyć! – zdecydowanym głosem oznajmia i szybkim krokiem wraca do swojego gabinetu. Podnosi słuchawkę telefonu w kolorze czerwonym.
- Panie premierze Rzeczypospolitej, łączę rozmowę z panem premierem Federacji Rosyjskiej, wielce szanownym Władymirem Putinem. – oznajmia w słuchawce sekretarka.
- Dziękuję. – odpowiada polski premier, a następnie wita swojego rozmówcę: – Cześć stary durniu. Lepszej pory na dzwonienie nie miałeś?!
- Zdrawstwuj wasal! Nie tym języczkiem, bo ci go szybko stępię. Pamiętaj z kim rozmawiasz, he he.
- Wybacz Władymir, uniosłem się. Witam cię serdecznie. Czego sobie życzysz w ten niedzielny poranek. Właśnie miałem pójść do kościoła…
- Buhahaha, aleś mnie rozbawił z rana, buhahaha. Dzięki. Będę miał lepszy humor. Ty do kościoła…. Hahaha. Chyba do świątyni nieróbstwa, hehe.
- Bardzo śmieszne, Włodek, bardzo…
- No dobra. Słuchaj Donek. Tradycyjnie mam dla ciebie kilka pomysłów. Słuchaj. 17 września ma przylecieć do was Ahmed Zakajew…
- A kto to jest?
- Jak ty nigdy nic nie wiesz! Kto cię zrobił premierem?!
- Ty…?
- Hahaha. A ja myślałem, że wygrałeś w wyborach hahaha. No dobra. Dalsze. To taki przywódca czeczeńskich terrorystów, znajesz, tych co nam niby robią wielkie bum. W tym samym dniu jest rocznica naszego wyzwolenia waszego kraju. U was to nazywają 'agresja radziecka na Polskę'. I wreszcie trzecia sprawa, która się ciągnie od dłuższego czasu – podpisanie umowy gazowej.
- No tak, ale wiesz, naciski mam, opozycja z tym świrem kaczorem…
- Znaju, znaju, dlatego telefonuwaju hahaha. Dobry rym, szto? hehe Słuchaj, nie gadaj. Żeby to wszystko wyglądało na to, że ty wolny hehehe i niezależny premier buhahahaha to ja w imieniu mojego kraju zażądam od Polszy aresztowania Zakajewa. Ty napniesz muskuły i ogłosisz: takiego wała. Polska to niezależny kraj i nie będzie spełniać zachcianek Rosji. I wy nie zaaresztujecie tego terrorysty. Znajesz, taki, jak to u was mówią – pic na ochłodę.
- Na wodę…
- Nie przerywaj. I 17 sientiabra u was w telewizorze zamiast o tej hehe agresji sowieckiej na Polsze, będą mówić o Zakajewie. A ty wykorzystasz tą polską niezależność od Rossiji i zapowiesz podpisanie korzystnej, pamiętaj, korzystnej dla Polski, a dużo mniej dla Rosji, umowy na dostarczanie gazu. Zapamiętasz to wszystko?
- Dużo tego, ale postaram się.
- No to charaszo. No dobra, a jak tam futboł? Jak tam ty igrajesz?
- Dobrze, ostatnio okiwałem kilku kolegów.
- Zuch, maładiec. Pamiętaj jak ci mówiłem, żebyś się na mnie wzorował. Masz podobnie chodzić i udawać wesołego twardziela.
- Staram się Włodek, ale dogonić taki wzorzec, jak ty, to trudno.
- Spasiba, dobry z ciebie drug Donek. Nie zabieram więcej czasu, bo Polsza czeka hehehe. Dobrej niedzieli. Do usłyszenia za dwa tygodnie.
- Dziękuję, Włodek, dziękuję. Pamiętaj, że zawsze na mnie możesz liczyć.
- Znaju, znaju mordo ty moja hehehe. Do swidania Donek.
- Do swidania Włodymir. Wsiewo charaszowo!
Rozpalony na policzkach premier Kraju Nadwiślańskiego odkłada czerwoną słuchawkę. Chwilę postukuje palcami po blacie zrobionego z kości słoniowej biurka. Po chwili lekko uśmiecha się i cichutko mówi do siebie: – Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Gut mensch herr frojnd Putin, gut mensch.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)