Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy frank szwajcarski podrożał w relacji do złotówki o ok. 15%.
Ponieważ przy drożejących walutach banki praktycznie nigdy nie obniżają swoich kosztów własnych (marże, spready itd), a wręcz przeciwnie, niektóre, wyliczane procentowo koszty idą w górę, oznacza to że obciążeni spłatą kredytów w walucie szwajcarskiej tylko przez trzy miesiące zostali zmuszeni do płacenia o 15% więcej.
To w Polsce ok. 700 tys. kredytobiorców, co dodając ich, często także zaangażowane w spłatę rodziny, daje już liczbę rzędu paru milionów.
Jak na to zareagują?
Niektórym zamarzy się "pomoc rządu". I zaczną w nią wierzyć. A raczej w kolejne jej obietnice.
Wielu zapewna uzna, że to po prostu światowy kryzys, czyli ten, jak mówią na Jasnej Górze - dopust Boży. I dopiszą w elektronicznym kajeciku, obok wizyt u jasnowidza i adresów internetowych uznanych w TVN ekspertów od finansów, kolejną pozycję - sprawdzić opcję intensywnej modlitwy.
Inni wręcz przeciwnie, sięgną po najpopularniejszy w ich środowisku narkotyk - nienawiść do katokaczyzmu, próbując w ten sposób odreagować i zapomnieć.
Część jednak z całą pewnością rozpoczęła lub zaraz rozpocznie bolesną próbę oderwania mózgu od ciekłokrystalicznego wyświetlacza, zdając sobie sprawę, że to konieczny warunek poszukania realnej drogi wyjścia. Co najważniejsze - w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat.
Bo chyba jedyny pożytek z szykującej się katastrofy na rynku kredytów hipotecznych denominowanych we franku szwajcarskim będzie taki, że część z ludzi tym kryzysem dotkniętych nauczy się myśleć w kategoriach lat kilkunastu albo kilkudziesięciu. A przynajmniej taką konieczność dostrzeże i jej popróbuje.
A gdy już spróbuje, raczej nie uniknie przynajmniej dwóch konstatacji - nikt przytomny nie jest w tej chwili w stanie stwierdzić, że to już koniec drożenia tej waluty, a skala zadłużenia Polski sprawia, że wkrótce do rosnących kosztów spłaty kredytów dojdzie spadek dochodów kredytobiorców.
Popatrzywszy zaś z pewnym dystansem na LCD, być może zacznie się również zastanawiać, dlaczego nikt ich przed konsekwencjami tego rosnącego zadłużenia budżetu państwa nie ostrzegał, a wręcz przeciwnie - starał się ten fakt bagatelizować lub ukryć?
I właśnie dlatego z dwóch ostatnich, kuriozalnie odmniennych sondaży, z których jeden oznajmiał, że PO zyskało nad PIS 9 pkt procentowych, a drugi że PO do PIS straciło prawie 2 pkt procentowe, bliższy prawdy jest raczej ten drugi.
Inne tematy w dziale Polityka