Marek Mojsiewicz napisał ciekawą notkę na temat tego, co prawdopodobnie szykuje PSLowi i szerzej, polskiej wsi, Tusk z Palikotem.
W skócie chodzi o to, o czym ludzie obeznani z tematem wiedzą od dawna - "na wsi jest biznes do zrobienia". Mowa o wywłaszczeniu, poprzez likwidację KRUS i radykalny wzrost opodatkowania, może nawet dziesiątków tysięcy rolników, co wprowadzi na rynek setki tysięcy hektarów ziemi do przejęcia za bezcen, a następnie odsprzedaży czekającemu na to kapitałowi niemieckiemu. Biznes na wiele miliardów. Dodatkowo zwolni to tanią siłę roboczą. To wszystko może doprowadzić do marginalizacji, a następnie likwidacji PSL.
To zresztą nie jest ostatni "biznes do zrobienia", jaki w III RP mają tak entuzjastycznie wybierani przez prowadzonych na rzeź "pomazańcy". Że wspomnę choćby o dokończeniu prywatyzacji budynków, sprzętu i nieruchomości publicznej służby zdrowia, redukującej o kilkadziesiąt procent jej dostęp dla najuboższych, wywłaszczeniu za długi mieszkań spółdzielczych, wywłaszczeniu nieruchomości (podatek katastralny) czy prywatyzacji lasów. Ale o tym przy innej okazji.
Zachęcam do przeczytania wspomnianej na początku notatki, a poniżej kilka zdań uzupełnienia.
Oczywiście, zawsze można założyć, że te wybory były ostatnimi, w związku z czym zarówno wpis Marka Mojsiewicza, jak i poniższa analiza nie mają już większego sensu. Jednak jeśli nie, i jeśli przyjmiemy racjonalną przesłankę, że czasami wybory, choć niby formalnie ich nie ma, przenoszą się na ulicę...
Po pierwsze, prowadzący Tuska z Palikotem muszą się zastanowić, co się po takiej operacji stanie z elektoratem PSL, i szerzej, z przerażonym takimi zmianami elektoratem wiejskim.
Niewykluczone, że będą próbowali strugać z banana jakąś "prowiejską opozycję" a la Lepper (bo Palikota z jego "posłami" w tej roli nie widzę). Pamiętajmy jednak, że Leppera montowano przez lata, zanim zaczął coś znaczyć, a teraz tak wiele czasu nie ma. Elektorat PSL to poza tym wyborcy raczej zasiedziali, konserwatywni. To nie są "motylki" Kalisza, które w krótkim czasie udało się Palikotowi przejąć z SLD, przy sporym udziale fatalnego dla tego ugrupowania Napieralskiego.
Istnieje więc spore ryzyko, że frontalny atak na wieś przysporzy wyborców PIS.
Pawlak ma poza tym jeszcze jeden, poważny problem.
Jeśli jego partia i on sam stracą znaczenie i wylecą z Sejmu oraz z gry politycznej, nie wiadomo czy nie czeka go los Tymoszenko.
No bo co w obliczu narastającego kryzysu i rosnącego niezadowolenia społecznego bardziej zaspokoi żądzę krwi tłumu - już trochę nużące igrzyska z Kaczyńskim w roli głównej, czy proces "twórcy" umowy gazowej z Rosją, która przyniosła Polsce najwyższe ceny gazu w Europie, a Polakom drożyznę i nędzę?
To że "Pawlak wie różne rzeczy" nie ma w takich, kryzysowych sytuacjach znaczenia. Tymoszenko też zapewne wie niemało. I co z tego?
Taka groźba może oczywiście przyjąć formę nacisku i szantażu ze strony Tuska, zmuszającego Pawlaka, aby stał przy Tusku nawet podczas likwidacji KRUS i demolowaniu mu elektoratu.
Ale wymusza także na Pawlaku, bądź innych ludziach z PSL rzadką w tym gronie konieczność zastanowienia się - co dalej?
Może nawet doprowadzoną do takiej skrajności, jak następujący dylemat - Czy jeśliby do tego doszło, lepiej zostać użytym jako kozioł ofiarny z grona znienawidzonych wówczas rządzących, czy spośród opozycji?
Inne tematy w dziale Polityka