Lotem także. Dzięki czemu po raz kolejny ziści się odwrotność znanego hasła z czasów stanu wojennego - "Orła Wrona nie pokona".
Jak, będąc permanentnie w stanie wskazujacym, z głową lekką od zbędnego mózgu, stać się i pozostać szefem najważniejszego i najbardziej intratnego związku sportowego w III RP?
Trzeba stale tkwić w awangardzie. I słuchać poleceń.
Zdjęcie orła z koszulek polskich piłkarzy akurat na mecz rozgrywany w dniu Święta Niepodległości to czystej klasy prowokacja. Wobec kibiców. Przewiduję dwa scenariusze - jeden bardziej, drugi mniej prawdopodobny. W obydwu chodzi o maksymalne wkurwienie kibiców stadionowych, których wściekłość przeniesie się z Matoła na PZPN.
W pierwszym twórcy tej opcji oczami wyboraźni widzą zapewne kiboli rozciągających na stadionach flagi i transparenty z orłem, oraz pałującą ich i drącą te transparenty policję. A przed ekranami telewizorów stada lemingów, dzień po dniu nabierających coraz większej odrazy do bronionego przez już znienawidzonych kiboli godła Polski.
W drugim, po przekierowaniu nienawiści na PZPN, wkracza Matoł na białym koniu, nadmiernie podnieconego swoją europoidalnością Grzegorza mityguje i orła na klaty osłupiałych Szczęsnych (Potockich) przywraca. A Błaszczykowski ponownie oświadcza, że jest mu wszystko jedno.
Inne tematy w dziale Polityka