Pudrowanego, acz tandetnie, na europejską modłę fircyka zastępuje bardziej przyziemny, smoleński kopacz, a "oksfordczyka" - Grzechu z Cmentarza. Cóż to może znaczyć? Grzebiemy przez chwilę w fusach...
Może rację ma Grzegorz Braun, od lat upowszechniający Legendę Układu Wrocławskiego, siegającego korzeniami aż sowieckich, wojskowych służb specjalnych z czasów ZSRS, którego to Ukladu filarem ma być właśnie Grzechu? Usuwałoby to znak zapytania z tytułu tej notatki.
Ale ten sam Mistrz Grzegorz sugeruje, ze najbliższym, ach ukrytym, przyjacielem Schetyny jest wiceprezes PISu Adam Lipiński, co z kolei mogłoby dowodzić, że władzę przejmuje nowy, tajny POPIS.
A może rację miałem ja, pisząc jakiś czas temu, że Putina zdenerwowało w końcu ćwiczenie antyrosyjskiego kabaretu przez jego polskie pacynki, i zażyczył sobie, żeby Jego Angela zabrała Cmokrąsię Donka do jakiejś, swojej pakamery na eurosalonach?
Unikając w ten sposób także kompromitacji dowodzonej przez Donka, polskojęzycznej, agenturalnej formacji, gdyby ten miał się zacząć publicznie ze swoich, antyrosyjskich deklamacji wyplątywać.
Bijąca po oczach, większa "słowiańskość" następców Cmokrąsi i Męża Pani Applebaum byłaby w tej sytuacji lepszymi rekojmą, gwarancją i znieczuleniem dla biorących po raz kolejny po pysku, podczas zwrotu przez rufę, z kursem na Kreml, lekko osłupiałych lemingów.
Ano, pożyjemy, zobaczymy. Na razie wiadomo jedno. Jeśli wizja Grzechu Cmentarnego w MSZ się spełni, powieje chłodem, jak z kostnicy. Nikt już bowiem nie będzie mógł zasugerować, a nawet wmówić sobie, patrząc na osobnika o aparycji, wiedzy i kompetencjach strażnika magazynu z trumnami, że Polska ma jeszcze jakąkolwiek, własną politykę zagraniczną.
Wiem, wiem, a kiedy od 2008 r. taką politykę, przynajmniej w wersji rządowej, miała?
No dobra, ale przynajmniej tak ładnie udawali, a nad wszystkim unosiła się delikatna woń europejskiego sznytu. A tu znowu onuce...


Komentarze
Pokaż komentarze (17)