Koronawirus jest potęgą. Jego potęgą jest tajemnica a tym co nas najbardziej niszczy, to niepewność. Nie wiemy, kto z nas jest już zarażony. Jak długo będziemy izolowani. Czy będzie skuteczny lek. Czy nie zabraknie jedzenia i pieniędzy. Czy nie stracimy pracy. Taka potęga władzy wirusa, nasuwa już nie życiowe problemy, ale te egzystencjalne. To być albo nie być, to żyć albo przestać funkcjonować w ten czy inny sposób. To tak modlitwa do owego potężnego boga. Boga życia i śmierci. To on jest teraz najpotężniejszy, najbardziej nieśmiertelnie boski w swoim okrucieństwie. To boskie oblicze jak u wszystkich innych bogów, bożków. Tak jak każdy wiadomo sobie jaki bóg tak i ten ma w sobie pokłady dziwnej nieśmiertelności i zmartwychwstania. On daję narodziny i obdarzą śmiercią, bez względu na stan, pochodzenie, czy ktoś bogaty, biedny, młody czy starzec.
Umarł bóg, niech żyje nowy. Pomazaniec nowych czasów. Naszej nowej wyobrazni jak ma wyglądać boska sprawiedliwość. Tylko jego moc jest silniejsza i bardziej potężniejsza od znanych bogów. Czyż to nie od niego zależy, czy dzisiaj stanę się nędzarzem, pozbawionym nie tylko pracy, ale i poczucia stabilizacji, gdzie będę mieszkał. To nowy bóg koronawirus swoim okrucieństwem może doprowadzić do zepchnięcia w otchłań biedy i nędzy. Tu i teraz. Zaraz i natychmiast. Oczywiście to wszystko jest uwarunkowane pewnymi aspektami realnych działań ludzkich. Jednak te działania, które mogą wpłynąć na tragiczne decyzję, podejmują po części za sprawą boga wirusa. Ludzie to tylko jego kapłani, którzy poprzez swoje poczynania mogą, ale nie muszą stanowić poprawę życia. Jeśli w tym przypadku istnieje czynnik ludzki, to zawsze za tym przypadkiem jest ukryty nowy bóg życia i śmierci.
Każdy z bogów jest sprawiedliwy i pozbawiony tego stanu wrażliwości. O ile namacalność innych jego poprzedników nie była widoczna, to teraz widać jak wygląda oblicze nowego boga. To samotność w umieraniu, to płacz z bezsilności w szpitalach. To zgroza co będzie za chwilę, czy jest jakieś życie po tej boskiej niesprawiedliwości. Tylko ślepiec i kompletny głupiec i idiota, może twierdzić, że to wszystko chwila, moment, nic nieznaczący objaw jakieś niesprawiedliwości. Przypadek, który już kiedyś się wydarzył. Tylko pozbawiony rozsądnego myślenia, będzie myślał, że to bez ofiar i strat za chwilę zniknie. Jednak po to nowy bóg otworzył wrota pandemii, żeby coś pokazać, uświadomić, że istnieje jeszcze większa moc boska, niż nam się wszystkim wydawała.
I na koniec. Czyż nie modlitwy się w jakiś sposób, o litość z obawy o zachorowania i niespodziewaną śmierć? Swoista modlitwa i zaklinanie rzeczywistości stanu rzeczy i sytuacji. Czy strach i lęk nie jest modlitwą? I jak każdego boga też przeklinamy. Za ten lęk, strach i obawy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)