Wczoraj w moje ręce trafiła nabyta za złotówkę (nie licząc kosztu wysyłki, obejmującego zresztą więcej pozycji) dwustronna wersja „Księgi dżungli” Kiplinga (pierwsza i druga część). Nie wiem, co się stało z moim własnym – normalnym, czyli jednostronnym – wydaniem sprzed dwudziestu paru lat, które było kiedyś jedną z moich ulubionych książek. Doskonale pamiętam, jak bardzo mnie zachwycało i wzruszało; dwukrotnie bodajże trysnęły fontanny łez, gdyż dwa razy musiał Mowgli opuścić „swoją” dżunglę. Historia tego chłopca jest w istocie bardzo smutna, gdyż rozdarty jest pomiędzy dwoma światami: tym, do którego należy biologicznie (ludzkim) oraz tym, do którego należy duchowo (zwierzęcym). W żadnym z nich nie czuje się naprawdę u siebie i to czyni go bohaterem poniekąd tragicznym, miotającym się pomiędzy dwiema rodzinami. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek przeczytam tę książkę, ale na pewno polecę ją córce.
Sama również postanowiłam nadrobić zaległości w lekturach o przyrodzie jako takiej i/lub samych zwierzakach. Tylko że... już nie jestem tą samą pochłaniającą książki jak przysłowiowy mól dzieweczką, a i moja wrażliwość mocno się stępiła. Już się nie zachwycam każdą opowiastką o biednym piesku czy kotku, chociaż... próbuję! W końcu jednym z moich skromnych marzeń jest przygarnięcie jakiegoś stworzonka ze schroniska lub przynajmniej (w wersji akceptowalnej dla partnera) „adopcja” nadprogramowego (w czyimś gospodarstwie) szczeniaka czy kociaka. Niestety, jeśli chodzi o czytanie, stałam się nazbyt wybredna; nie wystarczy już sam puchaty, pierzasty czy pokryty łuskami protagonista, żeby mnie skusić do zagłębienia się w daną historię.
Tymczasem portal Lubimyczytac.pl raczy mnie kilkoma artykułami, z których każdy prezentuje co najmniej pięć tematycznych dzieł:
Przypuszczam, iż większość z tych książek kosztuje co najmniej dwadzieścia parę złotych; taka suma skłania do ostrożności, gdyż mogłabym mieć za to około sześciu, siedmiu fajnych, choć zdecydowanie starszych pozycji. I właściwie – czemu nie? Jest tyle pięknych, wartościowych lektur, których jedyną wadę stanowi to, że nie uzyskały miana kultowych i tym samym po kilku latach od wydania przykrył je kurz zapomnienia. Taki Andrzej Trepka, pisarz parający się tworzeniem światów fantastycznych, spłodził także sporo książek o zwierzętach. Kto o nim dzisiaj pamięta?
A może Wy byście polecili jakąś dobrą książkę w tej tematyce?





Komentarze
Pokaż komentarze (53)