21 obserwujących
233 notki
204k odsłony
970 odsłon

Subiektywnie o serialu "Wiedźmin"

Wykop Skomentuj99


Powinnam ten post napisać po zakończeniu swojej przygody z pierwszym sezonem serialu, lecz palce mnie świerzbią, żeby już dzisiaj przelać swoje myśli na blog. Bo i doprawdy, czegóż więcej mogę się spodziewać ponad to, co było mi dane zobaczyć w pierwszych sześciu odcinkach?


Na początek zachęcam do przeczytania krótkiego tekstu kryjącego się pod poniższym cytatem:

Co najmniej od czasów Kopernika nie ma wątpliwości, że pieniądz gorszy wypiera lepszy. I doprawdy większość oferty symbolicznego Netfliksa to chłam. Nie mam żadnych wątpliwości, że na dłuższą metę dominacja streamingu będzie dla kina i twórców zabójcza.

Do seriali podchodzę jak pies do jeża; nigdy nie wiadomo, w co i na jak długo się wdepnie. A patrząc kątem oka na to, co ogląda mój partner („Stranger things”, „Another life”, „Star trek: Discovery”), rozumiem, skąd się biorą powyższe opinie. Podobieństwo jednej produkcji do drugiej bije po oczach. Niby różnią się dekoracje, wątki, postacie, ale... brakuje w tych serialach duszy, czegoś, co by pozwoliło wybić się któremuś na piedestał wyjątkowości. Nie jest to jednak problem wyłącznie tej platformy. W dzisiejszych czasach trudno znaleźć serialową perełkę, która zasługiwałaby na wyższą notę niż „ujdzie” czy „da się obejrzeć”. Większość z nich jest naprawdę nieźle zrobiona i nie można narzekać na brak akcji. Niemniej ten brak ducha, czegoś, co by zachwyciło, wymusiło łzę podczas oglądania perypetii bohaterów... Tak jakby wszystko zostało już opowiedziane i przedstawione. Niestety, najczęściej w dość kiepskim stylu.

A zatem – czy amerykański „Wiedźmin” to chłam? Z góry zaznaczam, iż nie czytałam ani jednej książki pana Sapkowskiego, za to widziałam kilkanaście lat temu polską produkcję, która nawet, nawet, nawet... podobała mi się. Troszkę. ;) Typowo przaśne, ubożuchne polskie fantasy okraszone cyckami w (niemalże?) każdym odcinku. Mnie to wystarczało. Nie dziwię się jednak, że fanom literackiego pierwowzoru serial nie przypadł do gustu.

W Netfliksowej odsłonie przygód białowłosego „wilka z Rivii” również golizny nie brakuje. Rolę główną odgrywa całkiem znośnie Henry Cavill: surowa twarz o bardzo męskich rysach plus pięknie wyrzeźbiona sylwetka znakomicie pasują do twardziela-outsidera z zasadami. Pełno Murzynów, także w roli elfów. Ciekawie opowiedziana historia Yennefer. Mdła, choć słodka Cirilla. Motyw kobiet-wojowniczek jest w miarę OK, chociaż podkreślanie, jak to baba potrafi sprać faceta, wywołuje uśmiech politowania. Królowa wyrzynająca swoich wrogów, damskie bodyguards, waleczne driady z dzidami... Feministkom pewnie by się to spodobało. ;) Efekty przyzwoite, chociaż nic specjalnie w glebę nie wbija.

Trochę ponarzekam. Fabuła razi płycizną, poszczególne wątki są traktowane po macoszemu, upycha się je po odcinkach byle jak. Niby nie można się nudzić, zawsze coś się dzieje, a jednocześnie jakby nie działo się prawie nic. Przygody są przedstawione po łebkach, czasami jakaś kluczowa dla danej sytuacji postać mignie tylko raz czy dwa. Aż się prosi, żeby wytłumaczyć tęsknotę Yennefer za macierzyństwem, jej stosunki z czarownicą-mentorką czy relacje z Geraltem. Drażnią miałkie dialogi i tandetnie rozwiązywane konflikty. Czegoś tu zabrakło: kasy, talentu reżysera bądź scenarzysty, kasy, wyobraźni, kasy, solidnej pracy... no bo chyba nie kasy?

Planuję jednak obejrzeć pierwszą serię do końca, głównie dla naprawdę dobrego Cavilla. W sumie niewiele ma do zagrania: ot, prostacki, choć poczciwy w głębi ducha mruk, który nie zawaha się użyć miecza w słusznej sprawie. Skąd my to znamy? ;) Kochamy takich wyrzutków o złotym sercu, prawda? :) Trudno mi sobie wyobrazić, jak taki solidny typ mógł się zabujać w kapryśnej, niedojrzałej i dość egoistycznej czarodziejce. Trochę się zawiodłam na ostatnim, obejrzanym przed chwilą odcinku, w którym liczyłam przynajmniej na porządnie skonstruowanego smoka. Uwielbiam te stworzenia. Tymczasem przez większość czasu bohaterowie ględzą, bzykają się, a na sam koniec wybijają swoich wrogów. Dość nudne, przewidywalne i cholernie płytkie.

No więc wdepnęłam w toto i postanawiam przemęczyć się do końca. Kto lubi klimaty fantasy, ten może na własne ryzyko też odpalić, nie liczcie jednak na coś więcej niż popkulturową papkę.


Wykop Skomentuj99
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura