25 obserwujących
281 notek
274k odsłony
  945   0

Czy czytanie to snobizm?


Tytuł nieco prowokacyjny, gdyż nawiązuje do krytyki, jaka spadła na niejaką panią Staśko za sugestię, iż „wyklucza się nieczytających”. O ile nie mam żadnego problemu z tym, że nieczytający mogą się z racji swojego rzekomego wykluczenia źle czuć (serio???), o tyle jednak CZASAMI zachęcanie do czytania ociera się o lekki absurd. Ciekawie pisze o tym pan Bartłomiej Czartoryski z lubimyczytac.pl:

Książka jako taka nie jest atrybutem nobilitującym człowieka. I choć rozumiem absolutnie, że może ona należeć niemalże do sfery sacrum, zawsze trudno mi jest, jako krytykowi filmowemu i tłumaczowi literatury w jednej osobie, uwierzyć, jak często składa się tego symbolicznego Netflixa na całopalnym stosie miłości do książki, jak łatwo przychodzi niektórym powiedzieć, że komiks czy gra nigdy nie dogonią literatury. Ależ dogonią. Już dogoniły. Nie chcę zabrzmieć protekcjonalnie, lecz szczerze mi smutno na myśl, że w 2021 roku można tego nie dostrzegać. Ograniczając się tylko do książek, tracimy dostęp do arcydzieł kina, komiksu, gier.

Lektura zacytowanego tekstu wywołała we mnie mieszane uczucia. Zgadzam się, że znacznie lepiej jest obejrzeć wartościowy film niż przebrnąć przez kiepską książkę; że przechwalanie się czytaniem jest żenujące, gdyż robi się to, bądź co bądź, wyłącznie dla siebie; że niejednokrotnie ekranizacja powieści przewyższa pierwowzór. Z drugiej strony wszakże, żyjemy w dobie wypierania słowa przez obraz. Nie trzeba zachęcać ludzi (zwłaszcza młodych) do jeszcze intensywniejszego pożerania filmów i seriali, tak jak nie trzeba ich zachęcać do jedzenia większej ilości słodyczy tylko dlatego, że lepsze jest ciasto z naturalnych składników niż napompowane solanką mięso. Nie jest dobrze, panie i panowie. Na jednej szali mamy wtórny analfabetyzm, na drugiej niemądre moralizowanie, żeby czytać, bo tak wypada, tak trzeba, tak jest cool. A gdzieś pośrodku sytuują się czytający z własnej woli, lecz głównie drukowane pierdoły, jak to trafnie określa pan Czartoryski.

Mimo wszystko uważam, że – pomijając niską jakość niektórych dzieł literackich oraz wysoką niektórych tworów dziesiątej muzy – czytanie pod pewnymi względami bije na głowę seans filmowy. Piszę to pomimo iż mnie samej bardziej już (zapewne na skutek nadużywania Internetu) ciągnie do tego drugiego niż lektury. Ograniczając się choćby do samej fikcji: czytanie wspaniale wyrabia wyobraźnię, wymaga skupienia wzroku i umysłu, zmusza do wysiłku intelektualnego, pozwala na wyrobienie własnego tempa przyswajania treści, wzbogaca słownictwo, pozwala wejść w cudzą skórę, kształtuje empatię, poszerza horyzonty, etc, etc. Zalet na pewno jest więcej, można zapytać dowolnego pisarza lub nauczyciela filologii.

Czy należy czytać wyłącznie to, co nam samym pasuje, z czym jest nam miło, fajnie i przyjemnie? I tak, i nie. Niedawno rozgrzeszyłam samą siebie za wybór wyłącznie tych pozycji, które mnie interesują. Jest też jednak – jak to zwykle bywa – druga strona takiej postawy: idziemy na łatwiznę, nie rozwijamy się, nie zmuszamy do przekraczania granic własnego poznania. Pomnóżmy to umysłowe lenistwo przez milion razy i mamy odpowiedź, dlaczego tak popularne są tzw. copypasty.

Copypasta, pasta – tekst przypominający opowiadanie, kopiowany i rozpowszechniany przez internautów. Traktowany jako rodzaj memu internetowego[2]. Nazwa tego zjawiska pochodzi od angielskich słów copy (kopiuj) i paste (wklej).

Przykładem popularnej copypasty jest tekst rozpoczynający się słowami „Mój stary to fanatyk wędkarstwa”. W paście tej narrator opowiada o pasji wędkarskiej swojego ojca, która negatywnie odbija się na życiu całej rodziny. [...] Na podstawie tej copypasty został nawet wyprodukowany krótkometrażowy film fabularny „Fanatyk”.

Tak się składa, że obejrzałam ową krótkometrażówkę i przeczytałam samą „pastę”. Cóż można rzec... Ani to dobre kino, ani prawdziwa literatura. Chociaż... Być może kiedyś tego typu dzieła staną się pełnoprawnymi przedstawicielami swojej sztuki, zaś to, co obecnie uważa się za normalną lekturę czy film, będzie dla naszych potomków nudne i niezrozumiałe. Nie oszukujmy się, nasze (statystyczne) gusta bezustannie się pogarszają. Masy ciążą ku coraz większemu prostactwu, bylejakości i zdziecinnieniu. Dodajmy do tego głupawe dopasowywanie realiów historycznych do współczesnych trendów (czarna Anna Boleyn, dr Watson gejem) czy nachalnie lansowane idee (feminizm, równość, tolerancja dla każdej odmienności) – i mamy pełen obraz ogłupienia, jakie lansuje nasza (pop)kultura.

Cóż można zatem zrobić? Świata nie zbawimy, możemy jedynie dla samych siebie wybierać z masy chłamu co lepsze kąski. Tylko proszę, nie stańmy się z tego powodu literackimi (ani żadnymi innymi) snobami. :)


Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura