O tym, że Fronda to portal dla niezbyt mądrych istotek, wie każdy, kto choć raz zdobył się na przejrzenie kilku zamieszczonych tam artykułów. To taka gorsza, bardziej rozemocjowana i prymitywniejsza wersja „Faktu”, tyle że dla katolików. Trafiają się tam rozsądniejsze teksty, ale na ogół przeważa gnojówka. Jak choćby coś takiego:
Zdumiało mnie, że ktoś na serio może napisać „żaden normalny mężczyzna nie pała entuzjazmem na myśl o zajmowaniu się niemowlęciem – to wbrew męskiej naturze”. Ktoś taki nie nadaje się w mojej ocenie na ojca, gdyż dziecko uzna za interesujące dopiero po ukończeniu przez nie któregoś roku życia.
Na szczęście komentarze przywracają wiarę w ludzką inteligencję. „Męskość” i „kobiecość”, które tak absorbują autora artykułu (podobnie zresztą jak aktywistów LGBT+), nie stanowią już głównego kryterium oceny człowieka. Kobieta może pracować na dom, mężczyzna może babrać się w pieluchach. No i dobrze. Żyjemy po swojemu.
Oczywiście konsekwencją owego „życia po swojemu” może faktycznie być mniejsza liczba urodzeń. Ale czy to źle? Chyba lepiej jest postawić na jakość, a nie ilość, prawda?
(Ale, ale. Zgadzam się z tym, że Unia nie powinna się wtrącać, kto zostanie z dzieckiem.)


Komentarze
Pokaż komentarze (25)