Długo nie pisałem, bo właściwie poza powszechną miłością i medialnymi wygłupami Tuska, Kaczyńskiego i Senyszyn nic się nie działo. A tu proszę! Czytam w jednej z gazet, że oto homoseksualiści domagają się swoich praw. To znaczy legalizacji małżeństw i adopcji dzieci. Wystosowali nawet pismo do jaśnie panującego Donalda w tej sprawie. Chwali im się, zawsze warto próbować. Niestety (dla nich) żadnych zmian nie będzie, a żeby zawrzeć zwiazek trzeba jechać do Holandi (co za udręka!). Pierwszy raz od jakiegos czasu spodobało mi się PO, i to nie przez wyniki w polityce zgranicznej czy miłosnej, postawiło wreszcie sprawe jasno. Powiedziano wyraźnie nie, bez owijania w bawełne jak w przypadku in vitro czy lekarzy. Żałuję, że Tusk i jego dwór częściej nie mówią dosadniej jak to było w przypadku Kaczyńskiego i PiS. Tego najbardziej brakuje dziś w Polskiej polityce.
Tusk ma obecnie trochę inny problem, który może mu bardzo zaszkodzić. Musi balansować pomiędzy konserwatystami a liberałami, wyznając zasadę wilk syty i owca cała. Czy jest to wogóle możliwe? Jeśli nie to bardzo źle dla PO, gdyż każda strona, zarówno PIS jak i LiD będzie mogła łatwo oskarżać Platformę bądź o klerykalizm bądź o lewactwo. Premier ma ciężki orzech do zgryzienia i zbawiennym wydawać by się mogło rozwiązaniem dla niego mogła być propozycja Gowina o neutralności. Jednak nie jest. Dlaczego? Zarówno Kościół jak i mniejszości wszelkiej maści chcą od Tuska to co im się należy. Przecież nie nikt inny jak on zapowiedział, że w Polsce będzie żyło sie lepiej wszystkim. Teraz już chyba wie, że to nierealne. Kaczyński, kiedy był premierem miał ułatwioną sytuację, lesbijki i geje nie oczekiwały od niego, że będzie coś legalizował.
Jedynym rozwiązaniem, jest gra va banque. Określić się wyraźnie, albo tak, albo nie. Więcej zdecydowania napewno pomoże.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)