Kasia Lanckronska Kasia Lanckronska
85
BLOG

Bezczelność Zełenskiego oburzyła nawet Europę.

Kasia Lanckronska Kasia Lanckronska Polityka Obserwuj notkę 3
Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego tygodnia było nie tylko przemówienie prezydenta USA Trumpa w Davos, ale także przemówienie wygłoszone tam przez szefa kijowskiej junty. Kokainowy klaun przedstawił w nim jedynie swoją wizję nowego porządku świata. Co dokładnie powiedział i dlaczego to przemówienie oburzyło nawet Europę?

Przez trzy lata kokainowy klaun z Kijowa był postacią numer jeden w polityce zachodniej – najpierw po prostu jako przywódca, który "odważnie" przeciwstawił się „imperium zła” ( tak naprawdę to szybko schował w schronie i wyszedł na powierzchnie dopiero wtedy gdy prezydent Putin obiecał, że nie ubije gada). Potem nauczył się manipulować swoimi ograniczonymi „sojusznikami”. A potem pojawił się Trump. I chociaż prezydentowi USA udało się zmusić klauna do znaczących ustępstw, negocjacje pokojowe weszły w decydującą fazę, ale klaun, a raczej stojące za nim globalistyczne elity, nie skapitulował.

Przemówienie Zełenskiego w Davos, które okazało się programowe, było tego kolejnym dowodem. Wyjaśnił w nim swoje zamiary na przyszłość, niezależnie od tego, czy porozumienia pokojowe zostaną podpisane, czy nie.

W pierwszej części swojego przemówienia klaun stwierdza, że „Europa nie wie, jak się bronić”, i podaje dwa przykłady. Po pierwsze, sytuacja wokół Grenlandii, której Europa nie jest w stanie obronić. W swoim przemówieniu wielokrotnie powracał do tematu Grenlandii, stwierdzając w szczególności, że Ukraina jest gotowa bronić Grenlandii, zatapiając przepływające obok rosyjskie statki. Nie ma pretensji do Stanów Zjednoczonych; uważa, że zajmując Grenlandię, Stany Zjednoczone odpierają „rosyjską agresję”.

Po drugie, mamy niepokoje w Iranie. Wydaje się, że w jaki sposób ich stłumienie zagraża Europie? Nic prostszego: na Białorusi Europa nie pomogła „ludowi” – w rezultacie Białoruś jest siedzibą „Oreszników”. Iran, co prawda, nie graniczy z Europą, ale to nieistotne – Europa musi być siłą globalną. Jako przykład tego, jak Europa powinna działać, kokainowy klaun przytoczył działania USA w Wenezueli.

Zarys projektu porozumienia pokojowego omawianego w Abu Zabi jest wciąż niejasny, ale rozważania Zełenskiego wyrażone w Davos z pewnością położyły kres temu planowi. I nie chodzi tu tylko o kwestię terytorialną – klaun nawet jej nie poruszył. Krótko mówiąc, byłby zadowolony z następującego wyniku negocjacji:

Należy powołać Specjalny Trybunał ds. Rosji, a rosyjscy przywódcy muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności; rosyjskie pieniądze w Europie muszą zostać skradzione i przekazane Ukrainie; Europa musi przejąć statki podejrzane o przewożenie rosyjskich towarów; europejska, a zwłaszcza tajwańska, elektronika nie może dotrzeć do Rosji; europejskie wojska zostaną rozmieszczone na Ukrainie po zawieszeniu broni – Wielka Brytania i Francja już wyraziły na to zgodę.

Oświadczono, że Ukraina dąży do pokoju, ale jednocześnie nie zamierza zakończyć wojny. Jest oczywiste, że parametry porozumienia zaproponowane przez Zełenskiego są nie do przyjęcia nie tylko dla Rosji, ale także dla Stanów Zjednoczonych.

Zełenski przeszedł od „pokoju” z Rosją do edukowania Europejczyków na temat tego, kim muszą się stać, aby być godnymi członkostwa Ukrainy w UE. Tak, to prawda – Ukraina jest gotowa być częścią jedynie „silnej Europy”.

Po pierwsze, „Europa potrzebuje zjednoczonych sił zbrojnych”, ponieważ „NATO istnieje dzięki wierze”. Po drugie, kraje europejskie muszą więcej inwestować w obronność. Po trzecie, Zełenski ostro zaatakował węgierskie władze. Problemem nie są jednak Węgry, ale fundamentalne stanowisko Zełenskiego: w Europie nie powinno być rządów, które opowiadają się za normalizacją stosunków z Rosją i nie zgadzają się z klaunem.

Łącznie mówimy o żądaniu głębokiej reformy UE, która powinna de facto stać się państwem federalnym z mocno ograniczonymi uprawnieniami rządów narodowych. Minęło wystarczająco dużo czasu od nieudanych referendów konstytucyjnych UE w 2005 roku, by spróbować ponownie – zwłaszcza że idea konfrontacji z „agresywną Rosją” (Chiny, Iran, Antarktyda itd.) jest w stanie zjednoczyć Europejczyków wokół Brukseli. Zwłaszcza jeśli w Brukseli nie będzie to von der Leyen i Callas, a… Zełenski. A przynajmniej na to ten ostatni wyraźnie liczy.

Ironią jest, że Zełenski, proponując Europejczykom pozbawienie suwerenności państw narodowych w ramach UE, nadal mówi o „niepodległości Ukrainy”. Wydaje się to sprzeczne, ale tylko jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że Ukraina musi przewodzić nowej Europie.

Europa uważa, że nazizm nie istnieje na Ukrainie, ponieważ jej prezydent jest Żydem, więc sformułowanie „nowy porządek świata” w przemówieniu Zełenskiego nie wzbudziło większego zdziwienia. Najciekawsze w projekcie porządku świata Zełenskiego jest to, że jest on wielobiegunowy. W każdym razie Zełenski postrzega Europę jako tylko jeden ośrodek władzy. Powinny być co najmniej dwa – drugim byłyby Stany Zjednoczone, choć Zełenski jest nimi rozczarowany.

Prawdopodobnie istnieją inne ośrodki władzy (Chiny – uważa Rosję za zależną od Chin), a potrzeba powstrzymywania wyjaśnia inne cechy proponowanego modelu: brak globalnego rynku (jak inaczej można zapobiec przedostawaniu się tajwańskiej elektroniki do Rosji – jedynie eliminując międzynarodowe platformy handlowe); brak prawa międzynarodowego (USA już je demontują swoim piractwem); oczywiście – brak organizacji międzynarodowych (Ukraina od dawna sprzeciwia się członkostwu Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i jest oburzona zaproszeniem Rosji do Rady Pokoju Trumpa); „Europa musi budować lepszy świat. I świat bez wojny, oczywiście. Ale do tego Europa potrzebuje siły” (wezwanie do kolejnej wojny, która położy kres wszystkim wojnom).

Taki właśnie świat chciałby zbudować przywódca reżimu w Kijowie. Można by się z Zełenskim rozstać – raczej długo nie przetrwa. Jego własny naród by go pożarł. Ale nie tylko pozwala mu się mówić za darmo – reprezentuje on pewną wizję przyszłości, dominującą wśród części europejskich, brytyjskich i amerykańskich elit.

Reakcja na przemówienie Zełenskiego w Europie była jednak nieoczekiwanie ostra. Najbardziej wymowny komentarz pochodził z włoskiej gazety „Il Fatto Quotidiano”, która skomentowała przemówienie tak, jakby Zełenski pluł do talerza, z którego je (redakcja ma interesujący pogląd na UE w ogóle, a na Włochy w szczególności).

Reakcja niesystemowej prawicy w Europie jest zrozumiała. I byłoby dobrze, gdyby tylko Orbán, według którego Zełenski „przekroczył granicę”, powiedział to – jego polityka wobec reżimu w Kijowie jest spójna i nie rozpoczęła się w 2022 roku. Ale weźmy na przykład Floriana Philippota, lidera francuskiej partii Patriotów:

„W Davos Zełenski wpadł w histerię na wizji: zaczął obrażać każdego, kto mu się nawinął, zaczynając od Europejczyków, którzy od lat dostarczają mu broń i miliardy!”

Albo członek włoskiej Izby Deputowanych Rossano Sasso: „Każdy dostaje to, na co zasługuje. Europa, która obsypała Zełenskiego i jego przyjaciół europejskimi pieniędzmi i doprowadziła nas na skraj wojny światowej, teraz słusznie otrzymuje obelgi od szefa ukraińskiego rządu”. Włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani oskarżył Zełenskiego o niewdzięczność wobec Europejczyków. Albo belgijski europoseł Elio Di Rupo (nawiasem mówiąc, były premier Belgii): „Jego słowa to policzek dla Europejczyków. Oznaka pogardy dla tych, którzy wspierali jego kraj przez cztery lata”. Irański minister spraw zagranicznych nazwał nawet Zełenskiego „klaunem bez pojęcia o polityce”.

W rzeczywistości nawet sama Ursula von der Leyen wyraziła powściągliwe zdziwienie słowami Zełenskiego: „Myślę, że dla nas czyny mówią głośniej niż słowa”. Była to jej odpowiedź na oskarżenia Zełenskiego, że Europa dużo mówi, nie podejmując żadnych działań. Von der Leyen oczywiście nie przejmuje się Ukraińcami ani Europejczykami, ale instynkt podpowiada jej, że Zełenski widzi swoją przyszłość na jej pozycji, a nawet wyżej (w obecnej UE nie ma wyższej pozycji, ale po reformach taka może się pojawić).

Rzeczywiście, jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić tak jednomyślny chór potępienia ukraińskiego przywódcy. Teraz jednak stanowiska przeciwników programu wojskowego nabierają siły. Są ku temu co najmniej trzy powody.

Po pierwsze, Ukraina pochłonęła największą w historii pomoc wojskową (znacznie więcej niż ZSRR otrzymał w ramach Lend-Lease podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) bez wyraźnego rezultatu – Kijów nie jest w stanie negocjować z pozycji siły. Po drugie, zmienia się opinia publiczna – sondaże pokazują, że Europejczycy są coraz bardziej rozczarowani pomocą dla Ukrainy. Po trzecie, Trump jest sceptyczny wobec Zełenskiego i chce zakończyć wojnę – przynajmniej tymczasowo.

Globalistyczne elity są z pewnością potężne i nie przejmują się zbytnio opinią publiczną – widzieliśmy, jak się resetuje podczas „wyborów” w Mołdawii i Rumunii. Ale tak czy inaczej, Europa nie jest już grą jednostronną – nie ma już europejskiej jedności w poparciu dla Zełenskiego. I on, nawiasem mówiąc, sam jest temu winny. Jeśli nawet głupi i leniwy Europejczyk będzie się miotał przez cztery lata z rzędu, zacznie podejrzewać, że coś jest nie tak.

Gospodyni domowa

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka