57 obserwujących
262 notki
329k odsłon
  3094   0

Requiem dla Kataryny


Spotkałam ją na necie, tak jak większość z was,  gdzieś kiele 2004-05 roku i,  jak na większości z nas, zrobiła na mnie wrażenie młodej, zagubionej osoby, ciężko rozczarowanej tzw. establishmentem  IIIRP, do którego wcześniej miała ogromne zaufanie. 

Otoczyliśmy ją troskliwą opieką, jak belfer dziecko zdolne, ale dość słabowite, atakowane przez bandę mięśniowatych osiłków.   Wianuszek życzliwie ją wspierających systematycznie rósł. Przymykałam oczy na sporadyczne niedoskonałości, bo przecież nikt nie jest idealny, a wnikliwie poszukujące sensu życia dziecko, zawsze błędów popełnia sporo. 

Kiedy przed wyborami 2005 oświadczyła, że probówała zapisać się do demokratow.pl, potraktowałam to pobłażliwie, choć argumentacja, że nawet jej na maila nie odpowiedzieli, była dla mnie pierwszym kubełkiem zimnej wody, że panna ma nieco wybujałe ambicje i spore ego.

Miałam nadzieję, że tak będzie.

Jako jedna z pierwszych dowiedziałam się o ataku, jaki na nia przypuścił Dziennik, bo kataryna skontaktowała się ze mną prywatnie jeszcze przed publikacją Dziennika.  Przerażoną, spanikowaną, uspokojałam, że internauci pomogą, że będzie ciężko, ale wygraMY.  Na necie aktywnie przyłączyłam się do ostrzegawczego warczenia na Dziennik.  Udało się. Wygraliśmy. Z Dziennika wyleciał Michalski, a Kataryna wyrosła na prawdziwej VIPkę polskiej netosfery, wzmocniona "martyrologią" dla sprawy wolności słowa. 

Co byś, kataryno, wtedy zrobiła, gdyby nie my? My,  przede wszystkim, PiSiaki, przypomnę. 

Pamiętasz jak drżałaś na te sterty telefonów w pracy, jakimi zasypywano w twojej sprawie szefa, bo Dziennik dorwał się do twojej tożsamosci i umiał zastraszyć? 

Ja też mam twój telefon. Przed chwilą z tobą rozmawiałam, deklarując z otwartą przyłbicą, że będę cię tępić.  Może zabrzmiało to zbyt mocno - nie jesteś warta większej uwagi, prostuję więc: ot, od czasu do czasu, jak mi przyjdzie na to ochota, jakkolwiek zaznaczam:  istnieją sprawy o wiele poważniejsze niż twoja utracona cześć. Nie pierwsza i nie ostatnia, wpadasz w bagno relatywizmu moralnego. 

Bez obaw! Ja twojego telefonu nie wrzucę w przestrzeń, nawet w notesie zapisany jest kodem, aby  - na wypadek, gdyby wpadł w niepowołane ręce - nie było wiadomo, że to twój. 

I to jest różnica pomiędzy mną, zadeklarowaną PiSufką, a twoimi różnymi okazjonalnymi przyjaciółmi - zapewniam cię: możesz być na 100% pewna, że ja twoich danych nie wypuszczę, bo wchodzimy na teren elementarnej przyzwoitości. Teren, z którego NIE MA MOŻLIWOŚCI i okoliczności, z których wolno byłoby się wycofać. 

Ty dziś wyraźnie i bez cienia wątpliwości wykazałaś, że dla ciebie to terra incognita. 

Bóg z tobą, Kataryno. Bardzo go będziesz potrzebować. Popcorn ci Go nie zastąpi. 

Kaśka

 

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale