Euro za wszelką cenę
Jak wiadomo, rząd Donalda Tuska praktycznie codziennie karmi nas nowymi sensacjami mającymi w praktyce przekonać każdego Polaka, że od 21 października 2007 w Polsce robi się tylko i wyłącznie lepiej a to dla tego, że Rzeczpospolita staje się coraz bardziej otwarta, kompromisowa a przede wszystkim europejska. Sam Tusk zdaje się wierzyć w tę prawidłowość tak ślepo, że nie dostrzegłszy wad jakie niesie ze sobą integracja Europy na modłę parysko-berlińską, na gwałt chce uczynić nasz kraj najbardziej europejskim w Europie, wręcz hipereuropejskim. Stąd niewytłumaczalne parcie w stronę przyjęcia wspólnej waluty. Pal sześć hiperinflację, która ma miejsce w każdym kraju który przyjmuje Unię. Pal sześć zdanie obywateli, którzy być może utrudniliby przyjęcie Euro stanowczym nie w ewentualnym referendum. Ale powszechnego głosowania w tej sprawie nie będzie. Nie ma czasu na zastanowienie, europieniądz ma być i basta. Bo prawdziwym postępowym europejczykiem musi zostać każdy z nas, także i w tej dziedzinie. Prezentowana w tej sprawie mentalność władzy to emanacja jednego wielkiego kompleksu biednego krewnego ze wsi, który robiąc wszystko, by upodobnić się do zamożniejszych i bardziej okrzesanych ziomków, bezmyślnie małpuje zaobserwowane u nich zachowania i aby jak najgłębiej wejść w pupę poddaje się całkowicie ich woli. Stanowisko Tuska wobec Euro to skrajne zaślepienie i służalcza niezdolność do krytycznego spojrzenia. Czy tak się zachowuje władza niepodległego kraju?
Sojusznicza zdrada
My, Polacy, pamiętający wielką niesprawiedliwość jaką były ugody aliancko-sowieckie zawierane w czasie trwania i tuż po II wojnie światowej ponad głowami Polaków, które to skazały Rzeczpospolitą na 6 lat faszyzmu i prawie 50 lat komunizmu, musimy zauważyć analogię tamtej zdrady ze zdradą dzisiejszą której nasze władze się dopuszczają. Nasz sojusznik i strategiczny partner - Gruzja, pozostawiony przez świat na pastwę rosyjskiego imperializmu, nadal potrzebuje wsparcia politycznego z Zachodu. Stara Europa najchętniej zapomniałaby o gruzińskich obywatelach zabitych przez rosyjskich sołdatów w czasie trwania wojny z Rosją. Zachodni Europejczycy nazywają ją konsekwentnie konfliktem. Jakby rosyjscy żołnierze przekroczyli granice suwerennego państwa gruzińskiego jedynie w poszukiwaniu wódki a cały ,,konflikt'' polegał na tym, że Gruzin w monopolowym źle wydał resztę i Rosjanie się wycofali pogniewani. Zachód, którego nowym przywódcą będzie niebawem Barack Obama wolałby o Gruzji nie pamiętać i w spokoju układać się z kremlowskimi imperialistami na ruinach Gori i Chinchiwali. Donald Tusk również zapragnął owej amnezji, wysyłając Sikorskiego, aby ten pomimo niewyjaśnionej sprawy gruzińskiej, zgodził się na odnowienie negocjacji Rosji z Unią Europejską, zamrożonych wobec wojny na Kaukazie. Nie przebierając w słowach można stwierdzić, że jest to zdrada. To zdrada sojusznika. Ponadto jest to zdrada sprzymierzeńca w postaci Litwy, która razem z Polską odważyła się blokować proces zapominania o Gruzji i nie zgodziła się na pertraktacje z rosyjskim imperializmem. Dziś słaby głos Wilna bez wsparcia Warszawy utonął we rwetesie brukselskich szczekaczek, które ów głos po prostu pominęły w dyskusji. Ugodowa i służalcza polityka zagraniczna rządu Rzeczpospolitej doprowadziła do zniszczenia sojuszu strategicznego z Litwą, zszargała reputację Polski w oczach pozostawionej samej sobie Gruzji oraz innych państw, które potrzebowały współpracy z Polską. To przekreślenie szans na sojusz państw środkowo-europejskich, który marzył się już Piłsudskiemu, a do którego stworzenia próbowali doprowadzić bracia Kaczyńscy. Polityka zagraniczna rządu PO-PSL to zdrada polskiego interesu narodowego. Czy tak szkodliwa dla państwa polityka zagraniczna może być prowadzona przez władzę niepodległego kraju?
Kapitulacja
Rząd Donalda Tuska doprowadził w czasie swojego istnienia do zaprzepaszczenia wszelkich sukcesów osiągniętych przez swoich poprzedników. Ów rząd sam wypuścił z rąk najsilniejsze polskie karty przetargowe i zgodził się na wszelkie warunki stawiane przez rzekomych partnerów oraz oponentów politycznych. Rzeczpospolita Polska traci dziś suwerenność na rzecz brukselskiej biurokracji a jej osłabiony głos milknie wobec zgodnego skowytu zachodnich stolic oraz Moskwy. W 1918 roku Piłsudski, Dmowski i każdy jeden Kowalski mogli być pewni, że ich kraj się odradza i stał się niepodległy. Czy, po dziewięćdziesięciu latach w roku 2008, my, Polacy, potrzebujemy jeszcze jakichś dodatkowych dowodów na to, że obecnie nasz kraj swoją niepodległość na nowo traci?

![Reblog this post [with Zemanta]](http://img.zemanta.com/reblog_c.png?x-id=af63151c-6ac3-48ce-bd13-4688164ca301)

Komentarze
Pokaż komentarze (3)