44 obserwujących
409 notek
386k odsłon
  1432   4

Najbardziej rozrywkowy uczony w historii

Ludzie często myślą, że naukowcy to straszne sztywniaki, które wszystko traktują serio i nie potrafią się bawić. Na pewno trafiają się też i tacy – jednym z nich był chyba Newton – lecz z doświadczenia wiem, że stanowią rzadkość. O własnych szaleństwach wolałbym tutaj nie wspominać, ale jeśli ktoś chciałby poznać liczne rozrywki największego fizyka 2. połowy XX wieku, Richarda Feynmana, może o nich poczytać we wspomnieniowej książeczce jego autorstwa „Pan raczy żartować, panie Feynman!”. Myślę jednak, że jeśli chodzi o zabawę, to mało kto może się równać z Edmondem Halleyem (1656-1742).


image

Edmond Halley (portret wykonany przez Richarda Phillipsa; wiki, public domain)


O skandalicznym zachowaniu Halleya krążą całe legendy. W jednej z nich powierzono mu opiekę nad odwiedzającym Anglię młodym carem Piotrem, później nazwanym Wielkim. Halley wypełniając to zadanie daleko przekroczył ramy typowych relacji opiekun-podopieczny. W czasie balangi, którą urządzono w pewnej posiadłości, on i Piotr tratowali żywopłoty wożąc się wzajemnie na taczkach. Bardziej hardcorowa wersja mówi, że prócz tego powybijali jeszcze szyby w pałacu.

Niestety (a może na szczęście?), historyjka ta jest prawie na pewno apokryfem. Historycy nie znaleźli żadnego dowodu na to, że Halley i Piotr w ogóle się spotkali.

To może prawdziwa jest inna anegdota? Ma ona związek z naszym Janem Heweliuszem. Otóż prominentny członek Royal Society, Robert Hooke (o którym kiedyś wysmażyłem notkę), poddał w wątpliwość dokładność przesyłanych przez niego wyników obserwacji. Heweliusz się obraził i zażądał arbitrażu, więc Royal Society postanowiła wysłać do Gdańska młodziutkiego wówczas Halleya. Halley przez miesiąc obserwował niebo wspólnie z Heweliuszem i, co prawda, potwierdził dokładność obserwacji polskiego astronoma, ale jednocześnie uwiódł mu żonę...

A może było na odwrót i to żona Heweliusza, Elżbieta, młodsza od swego męża o 36 lat, uwiodła Halleya? Plotka mogła też wziąć się z faktu, że po powrocie do Londynu Halley wysłał do Gdańska bardzo kosztowną suknię dla Elżbiety. No tak, ale Halley kupił tę kreację na prośbę i za pieniądze samego Heweliusza! Jak było naprawdę, zapewne nigdy się nie dowiemy. Wiadomo tylko, że obaj astronomowie prowadzili przyjazną korespondencję aż do śmierci gdańszczanina.

Tak czy inaczej, już sam fakt, że takie anegdoty powstawały, świadczy o rozrywkowej naturze Halleya. Nie wszystkim się ona podobała. Kiedy Halley został profesorem w Oksfordzie, jeden z jego adwersarzy ubolewał, że to wstyd, iż tak poważną funkcję powierzono komuś, kto upija się i klnie jak marynarz.

Ale przecież Halley znany jest dziś całemu światu nie dlatego, że się upijał, klął i uwodził, lecz za swoje osiągnięcia naukowe. Każdy musiał słyszeć o Komecie Halleya. Ci, co interesują się historią nauki, wiedzą o jego kluczowej roli w opublikowaniu przełomowego dzieła Newtona „Zasady matematyczne filozofii naturalnej”. Osiągnięcia Edmonda są jednak o wiele większe. Z niektórych z nich korzystamy do dzisiaj, zwykle nie zdając sobie z tego sprawy. Halley dostrzegał rzeczy, które dla innych pozostawały niezauważone. Przyjrzyjmy się jego fascynującemu, długiemu, pełnemu przygód życiu.


Edmond Halley był synem bogatego londyńskiego producenta mydła. Na jego przyszłą karierę naukową pozytywny wpływ miały dwa fakty. Po pierwsze, w Anglii w XVII wieku panował przyjazny klimat dla nauki. Pojawiło się w niej sporo wybitnych uczonych, takich jak William Gilbert czy Robert Boyle, którzy dawali przykład innym. Nauką interesowali się monarchowie i arystokraci, powstało też jedno z pierwszych towarzystw naukowych na świecie – Royal Society. Po drugie, ojciec Halleya mocno wspierał edukację syna i chcąc, aby astronomiczna pasja młodego Edmonda się rozwijała, zakupił mu szereg kosztownych instrumentów.

Halley rozpoczął studia w Oxfordzie w 1673 roku i jeszcze jako student opublikował pierwsze prace z wynikami swych obserwacji. Poznał też świeżo mianowanego Astronoma Królewskiego, Johna Flamsteeda, który zapoznał go z ówczesnymi problemami nawigacji, a w szczególności z koniecznością znalezienia metody wyznaczania długości geograficznej na morzu. Próby jej stworzenia przewijać się będą przez całe życie Halleya.

Innym problemem nawigacyjnym owego czasu był brak katalogu gwiazd nieba południowego, które wskazywałyby marynarzom kierunki na oceanach. Młodziutki Halley wyczuł swoją szansę i postanowił opracować taki katalog. Przerwał studia, a ojciec przyznał mu roczną pensję w wysokości 300 funtów. Była to wtedy całkiem spora suma, która umożliwiała finansowanie dalekich podróży. W 1676 roku Edmond wsiadł więc na statek i pożeglował na najbardziej wówczas wysuniętą na południe posiadłość Korony Angielskiej – Wyspę Świętej Heleny. W czasie swego półtorarocznego pobytu na wyspie udało mu się wyznaczyć pozycje 341 gwiazd. Młody uczony badał także pasaty i monsuny oraz wpływ, jaki promieniowanie Słońca wywiera na globalne ruchy powietrza, jak również zależność ciśnienia atmosferycznego od wysokości nad poziomem morza.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie