Etapowe zwycięstwa Rafała Majki na Tour de France wywołały na kolarskich forach (także zagranicznych) liczne spekulacje, czy nasz sportowiec nie jeździ aby na dopingu? Właściwie trudno dziwić się tym wątpliwościom: do tej pory Rafał uważany był za zawodnika solidnego, ale bez „błysku”. A tu nagle taki wybuch formy...
Zamiast bić pianę i przebijać się gołosłownymi argumentami, przyjrzyjmy się konkretom. Na warsztat weźmy na przykład wspaniałe zwycięstwo Majki na górze Pla d'Adet. W 1993 roku etap kończący się na tej samej górze wygrał Zenon Jaskuła, i wówczas był to największy sukces polskiego kolarstwa w historii. W jakim czasie obaj zawodnicy pokonali ostatnie 10 km stromego podjazdu do mety? Jaskuła przejechał je w 29 minut i 35 sekund, zaś Majka – w 31 minut i 50 sekund... Trzeba jeszcze dodać, że etap z 1993 roku liczył sobie jakieś 230 km długości, a tegoroczny tylko 125 km, czyli rozpoczynając podjazd Majka miał w nogach ponad 100 km mniej niż Jaskuła.
Etapy na Pla d'Adet kończyły się także w latach 2001 i 2005, kiedy to ścigał się najbardziej znany dopingowicz – Lance Armstrong. Jemu pokonanie ostatniego 10-kilometrowego odcinka zajęło wtedy odpowiednio 29 minut i 21 sekund oraz 29 minut i 59 sekund. Te etapy również były dłuższe od tegorocznego.
Wnioski proszę sobie wyciągnąć samemu. Ja już je wyciągnąłem, i są one korzystne dla Majki. Nie są za to korzystne dla Jaskuły, który jechał w armstrongowskim tempie.
Właściwie wszystkie trudne podjazdy są dzisiaj pokonywane przez kolarzy wolniej niż kilka- kilkanaście lat temu.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)