Wiadomo nie od dziś, że tak jak wojna jest funkcją polityki, tak polityka jest w znacznym stopniu funkcją kasy.
Trzecia RP ufundowana jeszcze przed Okrągłym Stołem m.in. za pośrednictwem decyzji o uwłaszczeniu nomenklatury firmowanej przez Rakowskiego i ministra Wilczka trwa do dziś. To dzięki temu władcami obecnej Polski są więksi i mniejsi oligarchowie z nadania komunistycznych służb. Nie dotyczy to zresztą jedynie Polski, lecz jest elementem szerszego procesu, jaki dokonał się w wyniku pieriestrojki, czyli sterowanej przez sowieckie służby transformacji własnościowej w demoludach.
Kto chce dziś skutecznie brać udział w polityce, musi mieć po swojej stronie choćby część owych postkomunistycznych oligarchów, bo to oni finansują w znacznym stopniu kampanie wyborcze, sterują mediami i wskazują nominatów w administracji publicznej. I tu pojawia się dla antykomunistów problem, bowiem również ci, którzy deklarują rozbicie tego pokomunistycznego Układu, muszą, a w każdym razie uważają, że muszą, brać pod uwagę przychylność oligarchów, czyli wikłają się w ich niejasne interesy.
Czy układ oligarchiczny to dziś monolit? Wiele wskazuje na to, że co najmniej od afery Rywina nie. Podział łupów niemal się zakończył i pozostała walka o wpływy polityczne oraz wyrywanie sobie wzajemnie tego, co już wcześniej zostało zawłaszczone, ew. za komuny przez tzw. prywaciarzy (którzy, dodajmy, bez przyzwolenia władców peerelu niewiele by mogli zdziałać) wypracowane. Tak czy owak dzisiejsza gospodarka ma w znacznym stopniu koncesjonowany charakter, tzn. uzależniona jest od politycznych, najczęściej zakulisowych, decyzji. Nie może więc rozwijać się normalnie.
Oczywiście walka oligarchów o wpływy ma te dobre skutki, że po pierwsze opinii publicznej odsłania się co jakiś czas rąbek prawdy o naturze naszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej, a po drugie i po trzecie oligarchowie żrąc się między sobą, osłabiają się wzajemnie i przy okazji stwarzają niewielką, bo niewielką, ale zawsze – przestrzeń wolności.
Tak więc zmiany następują, są jednak stanowczo zbyt wolne, zwłaszcza, że dobra koniunktura dla suwerennej Polski się kończy, o ile już nie nadszedł jej kres.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na razie taka konkluzja. Redaktor Tomasz Sakiewicz postuluje w imię dobra wspólnego – Polski zagrożonej kryzysem powrót do idei POPiSu . Otóż sądzę, że jest to myślenie życzeniowe, czyli wołanie na puszczy, bowiem – jak już powyżej napisałem – polską polityką rządzą interesy oligarchów, a te są dziś wzajemnie sprzeczne i nie widać możliwości ich pogodzenia. Uważam więc, że walka o wpływy będzie trwała, a nawet narastała, natomiast strony oskarżać się będą wzajemnie o nieodpowiedzialność.
W następnym wpisie postaram się pokazać za pomocą przykładu, na czym ta niezdolność do współdziałania się zasadza.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)