Kisiel Kisiel
32
BLOG

PO-PiS? To niemożliwe

Kisiel Kisiel Polityka Obserwuj notkę 3

Wiadomo nie od dziś, że tak jak wojna jest funkcją polityki, tak polityka jest w znacznym stopniu funkcją kasy.

Trzecia RP ufundowana jeszcze przed Okrągłym Stołem m.in. za pośrednictwem decyzji o uwłaszczeniu nomenklatury firmowanej przez Rakowskiego i ministra Wilczka trwa do dziś. To dzięki temu władcami obecnej Polski są więksi i mniejsi oligarchowie z nadania komunistycznych służb. Nie dotyczy to zresztą jedynie Polski, lecz jest elementem szerszego procesu, jaki dokonał się w wyniku pieriestrojki, czyli sterowanej przez sowieckie służby transformacji własnościowej w demoludach.

Kto chce dziś skutecznie brać udział w polityce, musi mieć po swojej stronie choćby część owych postkomunistycznych oligarchów, bo to oni finansują w znacznym stopniu kampanie wyborcze, sterują mediami i wskazują nominatów w administracji publicznej. I tu pojawia się dla antykomunistów problem, bowiem również ci, którzy deklarują rozbicie tego pokomunistycznego Układu, muszą, a w każdym razie uważają, że muszą, brać pod uwagę przychylność oligarchów, czyli wikłają się w ich niejasne interesy.

Czy układ oligarchiczny to dziś monolit? Wiele wskazuje na to, że co najmniej od afery Rywina nie. Podział łupów niemal się zakończył i pozostała walka o wpływy polityczne oraz wyrywanie sobie wzajemnie tego, co już wcześniej zostało zawłaszczone, ew. za komuny przez tzw. prywaciarzy (którzy, dodajmy, bez przyzwolenia władców peerelu niewiele by mogli zdziałać) wypracowane. Tak czy owak dzisiejsza gospodarka ma w znacznym stopniu koncesjonowany charakter, tzn. uzależniona jest od politycznych, najczęściej zakulisowych, decyzji. Nie może więc rozwijać się normalnie.

Oczywiście walka oligarchów o wpływy ma te dobre skutki, że po pierwsze opinii publicznej odsłania się co jakiś czas rąbek prawdy o naturze naszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej, a po drugie i po trzecie oligarchowie żrąc się między sobą, osłabiają się wzajemnie i przy okazji stwarzają niewielką, bo niewielką, ale zawsze – przestrzeń wolności.

Tak więc zmiany następują, są jednak stanowczo zbyt wolne, zwłaszcza, że dobra koniunktura dla suwerennej Polski się kończy, o ile już nie nadszedł jej kres.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 

Na razie taka konkluzja. Redaktor Tomasz Sakiewicz postuluje w imię dobra wspólnego – Polski zagrożonej kryzysem powrót do idei POPiSu . Otóż sądzę, że jest to myślenie życzeniowe, czyli wołanie na puszczy, bowiem – jak już powyżej napisałem – polską polityką rządzą interesy oligarchów, a te są dziś wzajemnie sprzeczne i nie widać możliwości ich pogodzenia. Uważam więc, że walka o wpływy będzie trwała, a nawet narastała, natomiast strony oskarżać się będą wzajemnie o nieodpowiedzialność.

W następnym wpisie postaram się pokazać za pomocą przykładu, na czym ta niezdolność do współdziałania się zasadza.

Kisiel
O mnie Kisiel

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB Zwolennikom Platformy i Komorowskiego Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem: na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna, czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.   Tadeusz Borowski Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady." Paul Ricoeur "Państwo i przemoc" kontakt: okolice@o2.pl   Discover the playlist Asa with Asa NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka