Dziś w programie "Kwadrans po ósmej" pojawił się... nie, nie szef PiSu po zakończonym wczoraj Kongresie, lecz Declan Ganley - człowiek, który pokonał "traktat lesbijski" (copyright Nicpoń).
Nie ma jeszcze zapisu rozmowy z Ganleyem w necie, ale możemy sobie z grubsza wyobrazić, co mówił na temat procedury zatwierdzania cyrografu z unijnymi elytami i na temat samych tych elyt.
Mnie zainteresowały inne kwestie. Otóż po pierwsze znakiem czasu jest to, że Ganley w ogóle dostał czas antenowy w publicznej (farfalowej) telewizji i że wystąpił w pojedynkę, bez żadnego - jak to jest w programie "Kwadrans po ósmej" przyjęte - adwersarza. Mógł mówić bez narażenia się na kontry, nawet prowadzący rozmowę dziennikarz usunął się w cień i pozwalał, co jest w naszych mediach niemal niespotykane, wypowiedzieć się Ganleyowi swobodnie do tego stopnia, że program skończył się dwie minuty po czasie. Po drugie gość z Irlandii akcentował, że partia europejska, którą tworzy, nie jest eurosceptyczna, a ewentualni polscy eurosceptycy w rodzaju giertychowców nie mają prawa do zmonopolizowania tej partii.
Ciekawe, czy wystąpienie Ganleya w TVP spotka się z jakąś reakcją, czy też zostanie przemilczane? Czy będzie dla elyt skrytych za gardą Platformy ostrzeżeniem przed brataniem się z giertychowcami? Czy PO skorzysta z propozycji PiSu przejęcia mediów publicznych przez rząd?
Tak czy owak zapowiada się gorąca kampania do europarlamentu, a jej wynik może być nieprzewidywalny, jeśli uwzględnić narastający kryzys gospodarczy i wynikające z niego pogorszenie się nastrojów społecznych. W warunkach kryzysu poklask zdobywają zazwyczaj ludzie pokroju Giertycha i Leppera. Platforma przyzwalając ludziom LPRu i Samoobrony na swobodne buszowanie w elektronicznych mediach publicznych, wspiera tym samym rozwój antyunijnych nastrojów i haseł. Czyżby PO była eurosceptyczna?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)