Proszę przeczytać poniższy fragment omówienia raportu Millera zamieszczonego na onecie. Pomijając kwestie merytoryczne (o tym np. u FYMa), zauważmy, że jest to czystej (chciałoby się napisać: brudnej) wody grafomania. Coś w rodzaju 1686 odcinka brazylijskiego serialu dla kucharek i Joli Bezy.
"10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154M uderzył o ziemię w momencie, gdy obrócił się już aż o 150 st. Na górze bezwładnie przecinał powietrze swoimi kołami. A na dole rył ziemię skrzydłami i dachem.
Jak wynika z obliczeń komisji ministra Jerzego Millera, piloci samolotu przestali podejmować rozpaczliwe próby skorygowania rosnącego przechyłu w momencie, w którym samolot był skrzydłami obrócony pod katem prostym (90 st.) w stosunku do ziemi.
Ten samolot był ostatnią kostką domina, które zaczęło się przewracać już w latach 90. W gęstej mgle, przy prawie zerowej widoczności, nikt nie zdołał przerwać śmiercionośnego w skutkach procesu."Obrót wolantu oraz wychylenie pedałów nie zapewniły zatrzymania obrotu samolotu w lewo" (raport Millera)."
Takie stylistyczne głupoty wymyśla Jacek Gądek, autor onetowej relacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)