Kisiel Kisiel
1421
BLOG

Łam, czego rozum nie złamie - filozofia na usługach polityki

Kisiel Kisiel Polityka Obserwuj notkę 15

Profesor Mikołejko, robiący w mainstreamowych mediach za dyżurnego komentatora, raczył się wypowiedzieć dla Polska The Times na temat Leppera. Uczynił to w bardzo elegancki, głęboko uargumentowany, jak na intelektualistę przystało, sposób:

„W Lepperze nie było żadnego zrozumienia dla cierpienia innych, nie było zmiłowania wobec ludzkiego losu. Nie miał w sercu litości i nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy mieć litość i zrozumienie dla niego po śmierci.”- czytamy w leadzie wywiadu.

Pal sześć, pomyślałem, nie każdy musi wiedzieć, co to chrześcijańskie miłosierdzie, o świeckim takcie nie wspominając, i już chciałem przejść do innego tekstu, diabeł mnie jednak podkusił, by sprawdzić, co też takiego jeszcze może mieć do powiedzenia o mrocznej naturze szefa Samoobrony filozof Mikołejko (zajrzałem do Wiki, Mikołejko pełni funkcję kierownika Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie, wykłada również filozofię i logikę..., przynajmniej wiem, dokąd swoich dzieci na naukę nie posłać). W trakcie lektury wywiadu okazało się, że opinię na temat Leppera okrutnika poprzedza taka oto, nurzająca się w metafizycznych odmętach, konstatacja:

„to nic nowego, że ludzie źli też cierpią. Jest taka tradycja myślenia w chrześcijaństwie, która głosi, że najbardziej cierpiącą istotą jest szatan, że w gruncie rzeczy całe jego zło bierze się z cierpienia”

Prawda, że odkrywcze? Lepper-Szatan. Ciekawe, czy Nergal należy do Samoobrony?

Zachęcony i pełen nadziei, że w końcu przeczytam pełną prawdę o tym, kto rządzi polską polityką, brnąłem dalej. Niestety zawiodłem się, dalej było już tylko ruganie nieszczęśników popierających partię Leppera i gorzkie słowa na temat demokracji:

„Jak się przyjrzeć tym wykluczonym od Leppera, to byli to niekoniecznie ludzie pokrzywdzeni przez los czy przez system. Często to oni sami doprowadzili się do tego stanu, zaciągając chociażby jakieś nieprawdopodobnie wysokie kredyty. To byli zarazem ludzie, którzy nie chcieli się kształcić, wyłączali się z normalnej drogi awansu. Nie wiem zatem, czy należy mówić o wykluczonych, czy raczej o niezadowolonych i zarazem niewymagających nic od siebie, i z tego względu anarchicznych w stosunku do państwa. O ludziach, którzy domagają się czegoś, nie płacąc za to niczym: pracą, wysiłkiem, edukacją, staranną drogą życia. Takich, którzy chcieliby awansować w systemie, a jednocześnie ten system kontestują.”

„Już Alexis de Tocqueville pisał o paradoksie demokracji, który polega na tym, że głos mądrego człowieka znaczy tyle samo co głos idioty czy awanturnika właśnie. Poza tym funkcjonuje jeszcze taka dziewiętnastowieczna, naiwna mitologia, że ci pokrzywdzeni i poniżeni przez los mają za sobą prawo moralne, które usprawiedliwia wszelkie ich działania. Nie usprawiedliwia! Szczególnie w systemie jak nasz, gdzie człowiek, przynajmniej do pewnego stopnia, jest podmiotem, kowalem własnego losu.”

No rzeczywiście, ma facet rację, uznałem, czego oni chcieli ci pijaczkowie po podstawówce z porzuconych przez państwo pegeerów, trzeba się było kształcić jak Mikołejko na filozofa, to by dziś bidy nie klepali i nie chlali tanich winiaczy pod sklepem, tylko w telewizorni wykładali prawdy objawione tumanom ze wsi. Mogli być kowalami, lecz niestety młotki w pijanym widzie pogubili, a Mikołejko wręcz przeciwnie, no i teraz tłucze nas młotem sprawiedliwości po łbach.

A że niekiedy masochistycznie reaguję na walenie mnie po łbie, zacząłem wertować net w poszukiwaniu kolejnych wypowiedzi naszego stołecznego mędrca i natrafiłem na nieco wcześniejszą – o miastowych głupkach, co to fanatycznie wieszali się Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, nie wiedząc, że są manipulowani przez antysystemową, antydemokratyczną partię:

„Na Krakowskim Przedmieściu nie mamy do czynienia z populusem, z ludem. Lud liczy trochę więcej niż te parę setek rozemocjonowanych pań i panów, które - stymulowane przez jedną partię - zjawiły się tam, by odegrać pewien spektakl. Niestety, ten spektakl, w moim odczuciu, jest zakwestionowaniem legalności władzy, legalności wyborów. Tak więcto było antyludowe wystąpienie, bo jednak demos, populus, czyli lud, wypowiedział się po prostu w wolnych wyborach - bo to jest podstawowy język demokracji. „

Bo to wicie rozumicie, demokracja ważna rzecz jest, byle tylko nasze głosy – głosy mędrców, odpowiednio ważyły. Jak przeważają, to według filozofa-logika Mikołejki demokracja dobra jest i mus ją szanować, jak więcej znaczy głos idioty ze wsi, albo z Krakowskiego Przedmieścia, to trzeba się podeprzeć de Tocqueville`m i demokrację zmoderować w słusznym kierunku. Bo to wicie rozumicie nasza prawda musi być najmojsza.

http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/440656,mikolejko-lepper-nie-mial-litosci-nie-ma-powodu-by-miec,id,t.html#material_2

http://www.orange.pl/kid,4000000150,id,4000151914,title,Prof-Mikolejko-o-krzyzu-granice-zostaly-przekroczone,article.html

Kisiel
O mnie Kisiel

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB Zwolennikom Platformy i Komorowskiego Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem: na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna, czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.   Tadeusz Borowski Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady." Paul Ricoeur "Państwo i przemoc" kontakt: okolice@o2.pl   Discover the playlist Asa with Asa NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka