"z PSL-em to jest tak, (...)chłopy wyjechały ze wsi i kompletnie im odbiło"
Hofman najwyraźniej trafił popeerelowskich polityków III RP w czuły punkt , świadczy o tym jazgot, jaki się podniósł po jego wypowiedzi. Stosunkowo najspokojniej, ale jednocześnie najbardziej symptomatycznie, zareagował prezes PSLu Waldemar Pawlak:
"PSL jest bardzo mocno związany ze swoim matecznikiem, wielu naszych przedstawicieli urodziło się na wsi, wielu nadal uprawia zawód rolnika. Ja się czuję i chłopem i mieszczuchem, czasy się dzisiaj zmieniły. Kiedyś więcej czasu spędzałem na wsi, teraz w mieście. Zmienił się świat i taka segregacja rasowa PiS-u jest nie na miejscu."
Pawlak nieopatrznie wskazał, co w wypowiedzi Hofmana uważa za najgroźniejsze dla polityków PSLu, a mianowicie to, że młody polityk PiSu zaakcentował istnienie znacznego rozdźwięku pomiędzy programowymi deklaracjami PSLu, a praktyką funkcjonowania tej partii. O tym mówił także prezes PiS, Jarosław Kaczyński, gdy przyszedł w sukurs Hofmanowi:
"...wypowiedź pana Hofmana odnosi się do osób które są w PSL, które głosowały np. za GMO. Część z nich głosowała też w sprawie miękkich narkotyków, za tym żeby były one dostępne. Za była ponad połowa tego klubu. Głosowali także za tym, aby małżeństwa homoseksualne były w Polsce legalne. To jest coś, co radykalnie odróżnia ich od rolników. Chodziło o PSL. To jest po prostu prawda o PSL".
Kiedy czytam dziś pełne oburzenia komentarze polityków PSLu, PO i SLD, przypomina mi się, jak wicepremier Mieczysław Rakowski w czasie spotkania w Stoczni Gdańskiej 25 sierpnia 1983 r. próbował udowodnić robotnikom, że jest jednym z nich:
"Niech ktoś mnie spróbuje obrazić, że nie jestem równorzędnym Polakiem, jak ci, którzy krzyczą. (...) Możecie sobie krzyczeć ponownie do rana, nie przestanę powtarzać. Ja jestem takim samym człowiekiem jak wy. Wyszedłem z tej samej klasy, co wy. Jeżeli jesteście tutaj synowie chłopów lub robotników, to ja należę do tej samej klasy. I nie pozwolę sobie po prostu (...) na wmówienie mnie, że ja reprezentuję coś gorszego w tym kraju."
Rakowski deklarował publicznie chłopskie pochodzenie, taki Caucescu z kolei wywodził się z rodziny biednego szewca, a przodkowie Jaruzelskiego byli ponoć herbową szlachtą. I co z tego, można zapytać. Nie pochodzenie decyduje, kim się jest, lecz pozycja społeczna. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Tę prostą prawdę starają się często ukryć przed opinią publiczną politycy, bo potrzebują akceptacji i poparcia wyborców.
O to chodziło aparatczykowi partii komunistycznej Rakowskiemu, o to chodzi obecnie rządzącym. Politycy chcą, aby obywatele uznawali ich za swych przedstawicieli i bronią się z wszystkich sił przed ujawnieniem prawdy, że interesy i poglądy grupy rządzącej są odmienne od interesów i postawy większości Polaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)