6 obserwujących
64 notki
55k odsłon
  486   0

Konserwatysta – ekonomiczny dyletant cz. 2: „Ekonomia trynitarna

W ostatnim czasie „Pressje” opublikowało artykuły pp. Pawła Rojka („Program ekonomii trynitarnej”) i Marcina Kędzierskiego („Ekonomia trynitarna”). Zawierają one sporą ilość cytatów z Biblii, encyklik i katolickiej teologii, co nadaje im charakter fundamentalistycznego moralizatorstwa, chociaż nie można im odmówić także swoistej nowatorskości.

Panowie posiadają własną wizję świata i chwała im za to. Problem w tym, że przeskoki myślowe, jakich dokonują w swoich artykułach, zdecydowanie utrudniają zrozumienie samego pojęcia „ekonomii trynitarnej”. Generalnie Panowie pakują do swoich egzegez absolutnie wszystko, co akurat znalazło im się pod ręką, poruszają milion kwestii, używają masy „trudnych” słów. Żadnej kwestii nie rozpatrują zbyt dokładnie, zostawiając olbrzymie pole niedopowiedzeń. Nad artykułami unosi się uciążliwy zapach taniego moralizatorstwa, podpartego niestety katolicką teologią.

Chaotyczna struktura obu tekstów utrudnia uporządkowaną odpowiedź. Z tego powodu ograniczę się do najbardziej kuriozalnych fragmentów i ocenię je w kontekście całych artykułów. Jest to metoda na tzw. „spalonego” (fani piłki nożnej wiedzą, o co chodzi). Autorzy bowiem czasami zapędzą się za daleko i to wtedy najlepiej widać niedorzeczność ich artykułów, przyćmioną teologiczną treścią bez tła i kontekstu. Przykłady poniżej.

„Pierwszym zadaniem jest przemiana myślenia (metanoia) i przewartościowanie dominującej jednowymiarowej racjonalności oraz odkrycie trynitarnej logiki kierującej światem. Drugim zadaniem, wypływającym z pierwszego, jest promowanie poprzez kulturę pluralistycznej, trynitarnej wizji rzeczywistości społeczno-polityczno-gospodarczej, tej dynamicznej społecznej perychorezy, i odejście od dychotomii państwo-rynek, jak również od modelu konkurencji między rynkiem, państwem i społeczeństwem.” (Marcin Kędzierski)

Rozumiem, że używanie wielu trudnych słów ma w jakiś sposób nadać tym niezbyt nowym spostrzeżeniom ton mądrości. Ale złośliwości na bok. Oczywiście przemiana myślenia zawsze jest niezbędna do przemian społecznych. Rzecz w tym, że, taka przemiana musi dokonać się w każdym człowieku z osobna, choćbyśmy żyli w społeczeństwie totalitarystycznym (używając definicji Wilhelma Röpkego społeczeństwie nad-zintegrowanym). W tym znaczeniu metanoia jest po prostu banałem, na który mogą powoływać się zarówno liberałowie, jak komuniści czy konserwatyści.

Jakakolwiek przemiana myślenia może odbywać się z kolei na różne sposoby, a jej efekt może zaskoczyć nie raz tych, co próbują narzucić ją z góry (lub oddolnie, np. za pomocą popkultury i mediów). Co pan Kędzierski proponuje, jaka jest treść tej formułki? Rewolucję konserwatywną? Czy pracę organiczną? (Ułatwię: Etatyzm vs. „liberalizm”) A może połączenie obydwu, a jeśli tak, to w jakiej proporcji i w jakiej relacji? Trynitarnej tak? Społeczeństwo-rynek-państwo? Ale czemu używać trzech słów oznaczających w zasadzie to samo, czyli Civitas Humana?

Zatem pan Kędzierski już na początku posłużył się niczym innym, jak tautologią (każda zmiana społeczna to kwestia zmiany myślenia, każda zmiana myślenia implikuje zmianę społeczną). Dalej jest niewiele lepiej: W jakiś magiczny sposób z przemiany myślenia wynikać miałby postulat promocji kultury pluralistycznej (…). Muszę powiedzieć, że jest to jawna kpina z poważnego czytelnika, zwłaszcza interesującego się ekonomią. Czym jest owa kultura pluralistyczna? Co się za nią kryje? Jakie formy gospodarowania miałyby być w tej kulturze pluralistycznej dozwolone, jakie nie? Co można byłoby robić w „ekonomii trynitarnej o pluralistycznej kulturze”, a czego nie? Jaki charakter, oddolny czy odgórny, subwencjonowany czy samodzielny, nosiłyby te pluralistyczne formy? Szczerze: Pominięcie tych kwestii jest obrażaniem mnie jako czytelnika.

Dychotomia państwo-rynek jest także wymysłem autora. Poza radykalnym nurtem liberalizmu, jakim jest libertarianizm (anarchokapitalizm) i radykalnym nurtem socjalizmu, jakim jest komunizm (anarchowoluntaryzm), nie ma takiej dychotomii. Jest za to interdependencja, współzależność i wzajemne warunkowanie się porządków (Walter Eucken). W dodatku tych porządków jest więcej, wymienić można jeszcze naukę i kulturę moralno-etyczną (np. religię). Każda z tych trzech sił porządkujących (państwo, nauka, Kościół) oddziałuje na gospodarkę, będącą w porządku społecznym niezbędnym fundamentem. Fundament ma to do siebie, że sam nie stanowi (o społecznej) budowli, ale jest warunkiem wstępnym do jej wzniesienia.

Oczywiście można dowodzić czegoś innego i np. król mógłby głodzić swych poddanych w imię moralności, jeśli by uznał, że fundamentem społecznym ma być ona, a nie jakaś tam racjonalność (rozumność) w zarządzaniu rzadkimi zasobami. I co także oczywiste, my wierzący wiemy, że nie samym chlebem człowiek żyje, ale szczerze, to człowiek bez chleba też nie przeżyje. Może bez niego trafić do raju, gdzie niczego nie będzie mu brakowało, ale to już jest życie po życiu. Raju na ziemi nie ma i nie będzie. Tu trzeba brać pod uwagę rzadkie zasoby – czas, środki, surowce, wykształcenie pracowników, kulturę biznesu danego kraju i wiele, wiele innych. Jeśli ktoś uważa, że ma lepszą teorię alokacji, to na litość Boską, niech ją przedstawi, a nie suszy nam uszu tanim moralizatorstwem. Dziękuję  za przypomnienie, że muszę przestrzegać Dekalogu, takich przypomnień co prawda nigdy nie dość, ale o tym to ja dobrze wiem sam i bez tej wątpliwej pomocy z Waszej strony. W dodatku przestrzeganie Boskich przykazów mogłoby okazać się dzięki Wam trudniejsze, jak tylko zdeszyfrujecie swoje myśli w sposób zrozumiały dla prostego ekonoma.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale