21 obserwujących
1020 notek
381k odsłon
  280   0

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

fot. K.Mączkowski
fot. K.Mączkowski
Wśród wielu głosów krytycznych wobec spraw ochrony przyrody, od czasu do czasu przebija się narzekanie, że gminy, na terenie których znajdują się obszary chronione „tracą” i „nie mogą się rozwijać”. Niesłusznie.

Skala „uciążliwości” obszarów chronionych jest różna, bo poziom ochrony w każdym przypadku jest inny. „Nie do ruszenia” są parki narodowe i rezerwaty – tu obowiązuje bezwzględna ochrona zasobów przyrodniczych – ale w każdym innym przypadku – np. parki krajobrazowe czy obszary Natura 2000 – jest możliwe prowadzenie inwestycji. Oczywiście, po dokładnej analizie co i jak mocno wpływa na środowisko i przy zastosowaniu działań zapobiegawczych i kompensacyjnych.

Prawda jest też taka, że nie wszędzie powstaną wymarzone inwestycje przemysłowe, które mogłyby dać samorządom upragnione duże wpływy do ich budżetów. I to nie dlatego, że są tam obszary chronione, ale dlatego, że są to tereny inwestycyjnie nieatrakcyjne: za daleko od głównych szlaków komunikacyjnych, centrów logistycznych, z deficytem wody, słabą demografią itp.

Czy takie gminy są skazane na zapomnienie? Nie!

Poproszę o przemyślenie rozwiązania kompensującego straty finansowe gmin ponoszone z powodu ochrony przyrody na swoim terenie.

Chodzi mi o mechanizm finansowy – nazwę go na roboczo „zieloną opłatą” – który mógłby polegać na tym, że gminy dostają z budżetu państwa określonej wysokości wpływy w zamian za świadomą rezygnację z presji inwestycyjnej na terenach przyrodniczo cennych. Coś na rodzaj transakcji „ty chronisz, my ci płacimy”. Coś na rodzaj muszkieterskiej zasady „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”.

Ba! Tę samą zasadę można wprowadzić w Lasach Państwowych – są nadleśnictwa prowadzące „normalną” gospodarkę leśną, są też takie nastawione na ochronę swoich zasobów leśnych z powodów ich nadzwyczajnych wartości przyrodniczych.

Po wprowadzeniu takiego mechanizmu wszyscy zorientujemy się, że są na terenie Polski obszary, które powinny podlegać bezwzględnej ochronie, które są warte takiego „poświęcenia”. Mało tego, „gminy przyrodniczo cenne” same szybko zorientują się, że jest to atrakcyjny czynnik do rozwoju turystyki opartej właśnie na takim ekologicznym bogactwie.

Oczywiście, piszę o tym w wielkim skrócie, bo to wszystko wymaga określenia zasad, mechanizmów, stawek „zielonej opłaty”, określenia nowej umowy społecznej na rzecz ochrony przyrody w Polsce, zmiany prawodawstwa środowiskowego.

To wszystko będzie łatwiejsze, jeśli dokona się mentalna zmiana w polskim społeczeństwie, skutkująca uznaniem, że takim samym dziedzictwem narodowym jest Wawel w Krakowie, Puszcza Białowieska, Zamek Królewski w Warszawie czy Biebrza.

Czy jesteśmy na to gotowi?

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości