2 obserwujących
70 notek
46k odsłon
  1536   0

PARLAMENT TRZECH FORMACJI, CZYLI DLACZEGO KONFEDERACJA ?

Skandal sierpniowego wydania sztandarowego programu TVP ,, Studio Polska,, , gdzie Adam Słomka skrytykował wartość tego reality i profesjonalizm prowadzących tylko wpisuje się w takie przeświadczenie. Zjednoczona Prawica skutecznie za to blokuje w mediach publicznych swojego wroga nr1, czyli Krzysztofa Bosaka i Konfederację. Wroga, który zabiera mu niezbędną na dalsze lata siłę. Tym szybciej traci PIS wiarygodność nawet wśród swoich, a incydent z dziennikarzem lubelskiej TVP, który reżyserował śmietnisko na placu L. Kaczyńskiego w Zamościu pokazuje jedynie, czym i kim dysponuje na dziś Jacek Kurski w swoich mediach centralnych i terenu. Trzech muszkieterów- Michały Adamczyk i Rachoń oraz Adrian Klarenbach muszą się w końcu wypalić i ze swoją argumentacją, jeśli Zjednoczona Prawica nic realnie nie zmieni, zrównają z przebrzmiałą wartością wspomnianego 500plus. Tymczasem opozycyjne media jawnie szydzą z zastanawiająco nieudolnych śledztw, które miały na lata okratować smakoszy ośmiorniczek i niepotrzebnie uchylonych drzwi zapleśniałego od bezruchu Trybunału Stanu. Afera szefa NIK Mariana Banasia z nieświadomym wynajmem krakowskiej kamienicy pod bajzel na godziny mówi tylko o tym, czego nie wiemy. Rozwód kościelny i huczny ślub w Łagiewnikach szefa propagandy ZP jedynie pokazała Polakom, gdzie jego zdaniem jest miejsce dla wyborcy. Kiedyś już o tym niezręcznie Jacek Kurski bąknął. Teraz nie krępował się otworzyć wątpiącym oczy. Bo wieloletnie istnienie w polityce jest nieodłączne z demoralizacją, cichymi układankami potencjalnie śmiertelnych wrogów, korupcją i upadkiem nawet najświetniejszych idei. Konfederacja to nowe pokolenie. Wie o tym Kaczyński, więc Kurski ministrem propagandy raczej już nie będzie. Kwiaty od prezesa na ślubie niekoniecznie musiały sygnalizować powrót do łask naczelnika za zręczny wybieg z rozwodem i lwią determinację w kampanii, w istocie Kurskim wygranej. Zaraz potem lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro stwierdził, że Jarosław Gowin powinien wrócić na urząd wicepremiera, a on sam prezydentem państwa być nie chce. Po turbulencjach w koalicji przed I turą walki o Pałac Namiestnikowski deklaracja taka stoi w jawnej sprzeczności z głoszoną już po wyborach przez nią propagandą. Czyżby faktycznie naczelnik poważnie traktował koncepcję udziału Konfederacji w rządzie, a to ekipa nie do przeskoczenia dla ziobrystów i pisowskiego betonu.  Wtedy zrozumiałe wydaje się najświeższe stanowisko koalicjanta, bo łatwiej układać się ze starym i przewidywalnym konkurentem, niż szydzącą z aksamitnych foteli władzy Konfederacją. A bez wymiany nielojalnych koalicjantów zielona lampka dla głębi polskich reform się nie zaświeci. Spoglądając w przeszłość, ich stać jedynie na pozorne ruchy.  Więc trzy kolejne lata do parlamentarnych wyborów będą zatem tylko czasem okopywania się własnych interesów, a najwyższa barykada będzie od strony śmiałej i bezczelnej Konfederacji. Za którą będzie stało coraz więcej sfrustrowanych niespełnionymi obietnicami nie tylko młodych Polaków. Jarosław Kaczyński jest wizjonerem i realnym politykiem. Pomysł Tuska na Trzaskowskiego przypomniał mu tylko o jedynym godnym rywalu tej politycznej polskiej ławicy. POPIS-u prawicowy, narodowy elektorat mu jednak nie wybaczy. A pozostali uznają za słabość. W tle wielkich środków finansowych rodzi się nowa lewica. Nie wygra z nią klub sześćdziesięcioletnich dziś starców. I dlatego Konfederacja. 

Lubię to! Skomentuj112 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka