Filozofia ,,orlików,, schyłkowego premiera zaowocowała pozbawieniem innych finansowania. A kompletnym utopieniem publicznych pieniędzy było EURO 2012 do spółki z bliską nam w sercu i sporcie od zawsze Ukrainą – jak lubi Donald Tusk mawiać w ciszy przed burzą. Ile dzięki temu nie przybyło nam sportowych basenów, hal, sal i innych obiektów, a ile się zawaliło?
Mistrzyni Zwolińska, dziewczę z nowosądeckich gór jest absolwentką lokalnej prywatnej szkoły wyższej mając pod nosem u stóp Wawelu jedną z najbardziej podniosłych uczelni wychowania fizycznego z wybudowanym na rzece Wiśle za ciężkiej komuny centrum przygotowań olimpijskich z torami kajakarskimi i pod specjalizacje górskie. Gdy byłem tam rok temu popływać na krytym skomercjalizowanym basenie zamiast śmigających kajaków odnalazłem hodowle ryb w zaroślach, które kiedyś były infrastrukturą sportową na międzynarodowym poziomie. Okazjonalnie pytany o szczegóły jeden z byłych szefów obiektu, który robi świetlaną karierę od czasów legendarnego prezydenta Krakowa Majchrowskiego kontynuując dziś pod sztandarami KO, demokratycznie od tematu uciekał. Mając takiego kalibru działaczy aktywność w mieście kurczy się do spacerów po Plantach, albo namiastek rekreacji i wypoczynku, min. podmiejskim Kryspinowie. Tam również bywałem pobiegać i popływać w jeziorze, całość zwana małopolskim centrum triathlonowym. Poryta robotami ziemnymi linia brzegowa do dziś nie pozbawiona jest cywilizacyjnych emocji. W połowie trasy biegowo/spacerowej rozlokowali się naturyści dłubiąc jamy, gdzie chowają swoje i partnerów krocze. Wracając do wody, kilkakrotnie na parkingu i mini plaży mijałem się z bardzo ładną dziewczyną w barwach reprezentacji Polski, która tachała kajak jedynkę i swoje pływała. Ja swoje też, więc się do siebie uśmiechaliśmy. Nawet jeśli to nie była Klaudia Zwolińska, to imponuje charakter. W mistrzowskiej dziesiątce plebiscytu mamy też dziewczynę, która wygrywa wszystko w świecie we wspinaczce ściankowej na czas. Dyscyplina raczkuje, bo ostatnio w hotelu nad morzem ze ścianką pijany gość z kolegami nie dotarł do szczytu i zajmowałem się nim terapeutycznie po twardym lądowaniu. To też pokazuje kierunek i ofertę form aktywnego wypoczynku po wyjściu z baru pięciogwiazdkowego apartament owca. Wierzyć się nie chce, że mniej głosów miała tenisistka Świątek czy ,,Ibisz,, polskiej piłki nożnej Lewandowski z żoną. Jest też lekkoatletka, która nie zdążyła po nagrodę chyba spóźniona na pociąg. Ale skoro mój kumpel zamiast pewnego olimpijskiego medalu wybrał przedstartową noc na lekcje anatomii z niemieckojęzyczną pływaczką, to cóż absencja na balu mistrzów sportu znaczy. Kibice też poczłapali na Jasną Górę.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)