Wybierając się w podróż człowiek zwykł przygotowania czynić, między innymi informując znajomych oraz rodzinę o swych zamiarach, w ten deseń bardzo zdziwiło tego i owego, że ja nie dość, że tysiąc jedynie kilometrów mam zamiar przejechać przez trzy dni, to jeszcze i na dokładkę całkiem sama.
Zaraz też usłyszałam, że taka eskapada jest wielce niebezpieczną, co też wszystko za zagrożenia w takowej podróży czekają na samotną kobietę i czy nie lepiej by to było, gdybym ja miała jakie towarzystwo, najlepiej rodzaju męskiego, co nie dość, że może robić za ochroniarza to i jeszcze poprowadzić samochód.
Owszem, takowa opcja dla wielu kobiet jest bardzo kuszącą, by się na silnym rzekomo męskim ramieniu oprzeć i nie tylko polegać na nim jak na autopilocie w podróży na urlop, ale w całym swoim życiu, nie mając prawa jazdy, nie pracując i dając się prowadzić w każdą mgłę za rękę jak dziecko.
Od ponad dwudziestu lat mając prawo jazdy, a do tego własne auto, nie jest dla mnie wyobrażalnym, abym ja na siedzeniu pasażera siedziała w jakim towarzystwie i uzależniona była od jego widzimisię w temacie wyboru drogi, prędkości na owej drodze czy słuchania radia, albo gadania na tematy mało interesujące, w ten deseń więc jedynym moim towarzystwem w podróży zwanej Kino Drogi był jedynie Anioł Stróż Chochlik, radio zaś wyłączone, a prowadziwszy ja dialog z Aniołem na tematy filozoficzne z pomocą telepatycznych połączeń, dzieląc się czasem wnioskami z tego wynikającymi na głos z moim Citroenem Cytrynkiem.
Tak więc było filozoficznie na ostatnim etapie mojej podróży, zaraz przed polską granicą, kiedy na autostradzie trza zwolnić było do osiemdziesięciu kilometrów na godzinę i bez prawa odwrotu wjechać w tunel, zwany Königsheiner Berge*. który aktualnie jest w remoncie i tylko po jednym pasie ruchu na każdy kierunek.
Kiedy człowiek zanurza się w ciemności, a nawet dotąd grające radio zaczyna jedynie szumieć, skupia uwagę na wentylatorach nad głową i brudno pomarańczowych światłach z góry, czuje irracjonalny lęk klaustrofobiczny, przeto niektórzy właśnie potrzebują w takowej podróży towarzystwa, albowiem podobnie jak w życiu, bez towarzystwa są zdezorientowani, zagubieni i nie mogą z samym sobą wytrzymać, kiedy wokół są jedynie ściany i żadnego światła przed sobą nie widzą.
Ludzie boją się ciszy i ciasnych przestrzeni, czasu, który w chwilach tunelowego zamknięcia nagle spowalnia, powodując atak paniki spotęgowany odpowiedzialnością swoją w trzymaniu pewnie rąk na kierownicy, dystansu względem obcych, takoż jednak zamkniętych w swoich światach, dostrzega jaskrawość samotności swojej, kiedy widzi, że w innych samochodach siedzi więcej osób, które nic sobie z tego nie robiąc, że wypadło im wjechać do tunelu, albo też takich, co jak Kula filozofując sobie w temacie przemijalności czasu i alienacji człowieczej, odezwą się wreszcie na głos do swojego Citroenka:
"Kule na mole, chopie! Co za ciulsko dziura! Wiela my sam jadymy?! Przeca to niy je myglich, aby boł taki srogi tunel?!"
Citroenek nic się nie odzywając, bo musi w skupieniu na drodze oświecenie czynić, jedynie Anioł Stróż parsknąwszy śmiechem, rzekł był w ten deseń:
"Dziołcha, to je ino trzi minuty, a ty już zaś filozoficznie fandzolisz i te boroki na twoim blogu zaś to bydom czytać, a sie frasować co ta istno mioła na myśli. A przeca krótko to idzie pedzieć:
"Kto nie dokona samotnej wewnętrznej eksploracji, ten się może zewnętrznie zatracić. Tak we mgle, jak i w tunelu, chociaż widzisz przed sobą niewiele, to jednak możesz cel osiągnąć, jeśli wciąż poruszasz się naprzód samodzielnie, miast dawać się innym ludziom prowadzić."
*) https://pl.wikipedia.org/wiki/Tunel_K%C3%B6nigshainer_Berge
Praca zespołowa: @Karzo & @Kobieta Kula


Komentarze
Pokaż komentarze (25)