Ostatnie wypowiedzi polityków PO od Tuska, Palikota, Chlebowskiego po wiecznie zadowolonego z siebie Komorowskiego świadczą o wydaniu przez speców od marketingu, kolejnego okólnika.
Skoro do świadomości społeczeństwa coraz bardziej dociera prawda o tym, że w sprawie kryzysu rząd od dawna po prostu kłamał, to trzeba to kłamstwo jakoś tak pięknie ubrać i przyozdobić, aby kot został odwrócony ogonem.
I tak słyszymy, że w poczuciu patriotyzmu i troski o kraj dzięki temu mijaniu się z prawdą uniknęliśmy Sodomy i Gomory, jaką byłaby panika na giełdzie, upadek złotówki i ogólnonarodowa katastrofa.
Przekaz jest jasny. Rząd kłamiąc uratował Polskę.
Dlatego też, kiedy inne rządy, że przytoczę przykład Niemiec i Angeli Merkel, już późną jesienią organizowały nocne, nadzwyczajne narady gabinetów poświęcone kryzysowi, u nas trwała sielanka i ogłaszanie Polski twierdzą, której żaden kryzys nie straszny.
Propozycja PiS z października proponująca wspólne pochylenie się nad problemem została wyśmiana przez Chlebowskiego, Komorowskiego, a przez Tuska odrzucona, jaka niepotrzebna i bezprzedmiotowa.
Przed Platformą Obywatelska staje kolejny problem.
Jak wiadomo wyjście z kryzysu Donald Tusk widzi w oszczędnościach i cięciach, a ratunkiem mają być według niego środki unijne płynące szerokim strumieniem.
Warto teraz przypomnieć sobie wypowiedzi moherowych ekonomistów w moherowym Radiu Maryja. Zapowiadali oni to, że przy tak nieudacznej ekipie już widać, że lada moment zamiast beneficjantem, staniemy się płatnikiem netto do UE.
Na czym opierali te czarne scenariusze?
Otóż zemsta na PiS-ie to nie tylko komisje śledcze i tropienie Ziobry, ale również masowe wycofywanie unijnych projektów, które miały być realizowane na tak zwanej biednej ścianie wschodniej.
Dla rządu PO nie jest to rejon zacofany i niedoinwestowany, który wymaga wsparcia. Dla nich jest to głównie matecznik moherowego elektoratu.
Takie podejście do Polski zaowocowało tym, że na przykład rząd jest w posiadaniu 800 milionów złotych na energie odnawialną i nie wydaje z nich ani grosza. Co więcej, mimo, że nie daje ich na odwiert w Toruniu to również próbuje przeszkodzić w tym, aby sfinansowali ten pionierski projekt sami obywatele. Po prostu Schetyna nie wydaje zgody na zbiórkę publiczną.
Efekt jest taki, że rząd Tuska przejdzie do historii, jako pierwszy od wstąpienia Polski do UE, który doprowadził do tego, że stajemy się płatnikiem netto do unijnej kasy.
Milczą dziennikarze, a w mediach nie uświadczysz specjalisty, który by o tym poinformował społeczeństwo.
„Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy” - te słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego stały się mottem rządu i jego medialnych nadymaczy.
13 grudnia ubiegłego roku w Dzienniku ukazał się artykuł, który przeszedł bez echa. Oto fragment.
„Ekonomiści są zaniepokojeni. Mamy ujemne saldo w rozliczeniach z UE. Do jej budżetu wpłaciliśmy z tytułu składek i członkostwa 462 mln euro, a otrzymaliśmy 285 mln euro. "Deficyt w rozliczeniach ze Wspólnotą nastąpił już drugi miesiąc z rzędu".
Jednym słowem rząd od jesieni nie tylko ukrywał kryzys, ale jeszcze wczoraj nasz optymizm budował na spadającym z Brukseli deszczu euro.
Prawda jest taka, że od października nie tylko, że mamy kryzys, ale jeszcze dopłacamy do tego całego unijnego interesu. SKANDAL.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)