Gruzja… ledwo - i z pewną nieśmiałością (nieśmiałością dyktowaną przez mienszewicki rząd) - porwała się na niepodległość, a już inspirowani przez czerwoną Moskwę rodzimi bolszewicy podjęli próbę dokonania przewrotu i wywrócenia legalnej władzy...
Działo się to w październiku roku 1919. Na początku maja 1920 roku do Gruzji wtargnęły już „bratnie” jednostki Armii Czerwonej. Wojna z Polską utrudniła bolszewikom realizację przedwczesnych planów uszczęśliwienia „ludzi z Karthu”. Światowy postęp nie mógł jednak czekać w nieskończoność. W lutym 1921 roku gruzińscy bolszewicy rozpoczęli kolejną rebelię. Żeby raz na zawsze rozprawić się z „reakcyjnym” (nie tak znowu bardzo reakcyjnym, Gruzja była przecież chyba pierwszym socjalistycznym państwem na świecie, ale naturalnie socjalistycznym w sposób „niebolszewicki” czyli zdecydowanie niesłuszny) rebelianci do pomocy wezwali… Amię Czerwoną. W marcu 1921 roku było już po wszystkim. Rząd, dowództwo armii, część inteligencji zmuszeni zostali do opuszczenia Gruzji. Na zawsze! (znaczna część tych Gruzinów trafiła wkrótce między innymi do Polski., a wielu już za kilkanaście lat miało walczyć o wolność Rzeczypospolitej z niemieckim i rosyjskim najazdem).
Kiedy słucham podnieconych głosów naszych dziennikarzy-n na temat manifestacji w Tbilisi, to mam nadzieję, że pogłoski o historii, która lubi się powtarzać, nie zawsze są uzasadnione.
A Gruzinom-patriotom, w dniu święta ich Ojczyzny, życzę wytrwałości, dumy i wiary w przyjaciół.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)