Niektórzy twierdzą, że nieskładne, mało zrozumiałe a wręcz bełkotliwe wypowiedzi Wałęsy zdyskredytują go w oczach "zachodu". Że Wałęsa w bezpośrednim odbiorze straci wiele ze swojego autorytetu i jego czar pryśnie. Adwersarze Wałęsy, szczególnie przeciwnicy rodzimi, tak bardzo pragną jego upadku, że do znudzenia, niektórzy już od trzydziestu bez mała lat powtarzają to proroctwo. Fakt, że proroctwo to jakoś nie chce się spełnić nie zbija ich z pantałyku. Wprawdzie Wałęsa w najlepsze jeździ po świecie i jak przystaje na porządnego doktora (co z tego że honoris causa) wygłasza wykłady, czasami nieźle płatne, wciąż można usłyszeć i przeczytać mantrę: mit Wałęsy pryśnie, wystarczy pozwolić mu mówić. Ja jednak twierdzę, że będzie inaczej.
Demokracja rządzi się prawami, które dopiero poznajemy. "Zachód" trenuje demokrację znacznie dłużej więc "lud zachodu" zna jej prawa lepiej niż większość naszych polityków, dopiero co na nią nawróconych. Śmiem twierdzić, że znaczna część naszych polityków jedynie udaje demokratów. Widać to dobitnie po autorytarnych, wodzowskich sposobach kierowania partiami praktykowanymi przez niektórych prezesów, ze szczególnym wskazaniem na wiadomo kogo. Członkowie takiej partii też nie wystawiają sobie zbyt dobrego świadectwa. A prosta prawda mówi, czego się nie doświadcza tego się nie zna. Może i oni prawi, może i sprawiedliwi ale na pewno o demokracji wiedzą niewiele. Oto dowód.
Wywody Wałęsy nie są bardziej bełkotliwe od wypowiedzi Dablju Busha, Berlusconiego, Chiraca czy Zapatero więc o reakcję "zachodu" jestem spokojny. Tym bardziej, że racjonalne społeczeństwa w państwach demokratycznych rozliczają polityków ze skuteczności a jedną z miar tej skuteczności jest polityczny sukces. Wałęsa w ich oczach ten sukces, bez dwóch zdań sukces światowy, osiągnął, więc jako człowiek sukcesu wart jest uznania i uwagi. Ponadto, demokratyczny "zachód" już dawno przekonał się, że rządy intelektualistów są zazwyczaj mało skuteczne a co gorsza, nazbyt często ulegają dewiacjom autorytarno-totalistycznym i zapętlają się w pogoni za wymyślanymi przez siebie kolejnymi utopiami społecznymi czy gospodarczymi co ludowi ani razu na zdrowie nie wyszło. Jednym słowem na "zachodzie" polityk intelektualista to persona co najmniej podejrzana, bo lud nie bardzo toleruje takich co "wiedzą lepiej". To że Wałęsa nie jest intelektualistą, jest więc w oczach "zachodu" atutem a nie obelgą.
Mówię tutaj prawdy tak proste, że aż banalne. Co ciekawe, znaczna część naszych "polityków" co rusz potwierdza, że są to prawdy mało im znane, przynajmniej niektórym. Z pewnością nie były one znane prezesowi pewnej partii politycznej o ksywce SamoDobro, któremu się wydawało, że "wie lepiej", a co gorsza, starał się to, że "wie lepiej" wmówić "ciemnemu ludowi". I jak to w demokracji "ciemny lud" dał mu z okazji wyborów kopa w d... Po raz kolejny okazało się, że lud nie toleruje takich co "wiedzą lepiej" udowadniając rzeczonemu prezesowi, iż jeśli myśli, że "wie lepiej" to znaczy, że mu się jedynie tak wydaje. Nic więcej. A za karę, politykowi któremu się za dużo wydaje lud w najlepszym razie odbiera stanowiska, w tym przypadku fotel premiera. To taka "ciemnoludowa", demokratyczna nauczka dla "wiedzącego lepiej" polityka intelektualisty a na dodatek megalomana. I dlatego twierdzę, że wbrew niektórym rodzimym prorokom, na "zachodzie" mit Wałęsy nie padnie. Bo na "zachodzie" to "lud" wie lepiej i to "lud" wybiera premiera a nie odwrotnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)