Parę dni temu nazad, nasz ukochany prezydent, Lech Kaczyński, napędzony jedynie jemu znanym imperatywem, stwierdził, jak mu się wydawało z całą mocą swojego prezydenckiego autorytetu, że Lech Wałęsa to SB-ecki agent Bolek. Prezydent, przy okazji tego wystąpienia, nawet niespecjalnie skrywał swoje pozytywne emocje, zadowolony z faktu, że wypełnił on ważny dla niego i jego otoczenia obowiązek przekazania ludowi całej prawdy i tylko prawdy o byłym przywódcy Solidarności. Było mu fajnie, ale krótko.
Sprawa się rypła po tym, jak Wałęsa wyzwał wszystkich posądzających go o agenturalność od oszczerców i, co najważniejsze, zapowiedział występowanie na drogę sądowną każdemu, kto podważa jego dobre imię, z roszczeniami finansowymi celem zadośćuczynienia w wysokości od miliona do dwudziestu milionów złotych. A że Wałęsa w sądzie szanse na te pieniążki ma spore, jeśli nie jeszcze większe, powoli do prezydenckiego łebka dochodzi refleksja, że w parze bliźniaków to on jest ten głupszy i znowu dał się wrobić.
No cóż, kolejny raz szanowny braciszek prezydenta, Jarosław okazał się znowu nieco bardziej przewidujący. Indagowany na okoliczność sprawy Wałęsy długi czas zachowywał milczenie. Bardziej wyostrzone zmysły podpowiadały mu, że sprawa nie jest tak jednoznaczna jak to się wydaje jego mniej przewidującemu bratu. Milczenie w tak ważnej i interesującej elektorat PiS-u sprawie nie jest jednak zbyt polityczne i sprawę Wałęsy prezes Jarosław musiał jakoś skwitować. Pomny jednak ostrzeżeń Wałęsy i świadomy faktu, że w razie czego wypłacanie milionowych odszkodowań kompletnie by go zrujnowało tym bardziej, że i tak niczego materialnego nadającego się do spieniężenia na ewentualne odszkodowania nie ma, prezes Jarosław długo główkował jak by tu bezpiecznie podsumować sprawę Wałęsy. I wymyślił: sprawa Wałęsy dezawuuje establishment III RP. Eureka.
Pomijając fakt, że gdy Wałęsa wygra zapowiedziane procesy, to pogrąży tym samym nie znienawidzony przez Kaczyńskich establishment ale ich politycznych pobratymców oraz ideowych koleżków, stwierdzenie prezesa Kaczyńskiego jest typową wypowiedzią o niczym, bo i nikogo konkretnego z tego podejrzanego establishmentu nie wymienił. Potwierdził jednak w ten sposób ogólnie znane przekonanie, że z dwojga, podobno identycznych bliźniaków, to właśnie on jest rozsądniejszy, bo rozsądek ujawnia się w człowieku wtedy, gdy gra idzie o pieniądze, a rozsądek podobno jest tym większy im większe pieniądze. Wychodzi więc na to, że Jarosław znowu będzie musiał wspierać swego, wymagającego specjalnej troski, brata Lecha. Tym razem finansowo, gdy przyjdzie mu spłacać raty na poczet milionowego odszkodowania. I tylko postronnego człowieka dziw bierze: niby bliźniaki a takie różne?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)