Zapiski z ciekawych czasów
...strofuj mądrego, a będzie cię kochał (Prz 9,8)
2 obserwujących
6 notek
2361 odsłon
272 odsłony

Należało szybko opublikować wyrok...

Wykop Skomentuj14

Coraz więcej osób w moim otoczeniu (podkreślę: dalekich od sympatyzowania z partią rządzącą) stwierdza, że działania aparatu państwa powinny być bardziej zdecydowane a sprawa dająca impuls protestom szybko i zdecydowanie doprowadzona do końca. Innymi słowy: wyrok TK dot. ustawy aborcyjnej powinien zostać niezwłocznie opublikowany, a policja powinna doprowadzić do przestrzegania obowiązujących obostrzeń epidemiologicznych nawet używając przymusu bezpośredniego wobec protestujących. Tymczasem prezentowana przez władze bierność, choć zmniejsza frekwencję "strajku" na ulicach, nie rozwiązuje problemu. Kolejne, punktowe wystąpienia są tylko kwestią czasu (i to bez względu na zakres ew. modyfikacji w ustawie aborcyjnej). Instytucjonalizacja protestu może zapewnić jego żywotność przez długi czas, zwłaszcza że w miejsce jednych postulatów pojawiać się będą kolejne (co już zresztą widzimy). Tak zresztą z grubsza prezentuje się dynamika każdego ogólnospołecznego konfliktu. 

Czy więc nagła eskalacja (za pomocą pióra i pałki) rzeczywiście mogłaby rozwiązać problem tzn. zepchnąć środowiska antykulturowe do niszy (naiwnie zakładam, że do tego dążą rządzący)? Jeszcze kilka dni temu zdecydowanie bym zaprzeczył.Gra na przeczekanie wydawała się bowiem strategią skuteczną, kiedy po drugiej stronie mamy przebodźcowaną grupę młodych ludzi, którzy egzystują w rzeczywistości memicznej (nudzą i zniechęcają się znacznie szybciej niż ich starci koledzy). Nawet permanentna zabawa i wulgarne kartoniady muszą stracić swój "urok" w oczach pokolenia facebooka - we względnie krótkim czasie tego typu atrakcje przestają być traktowana jako coś spontanicznego i śmiesznego (kreatywne operowanie wulgaryzmem też ma swoje granice).

Dzisiaj jednak - kiedy widzimy instytucjonalizację protestu w postaci tzw. rady konsultacyjnej - nie jestem już pewien skuteczności strategii przeczekania. Sięgając pamięcią kilka dni wstecz, widzę że szybkie opublikowanie wyroku oraz zmasowana akcja informacyjna nt. tego jak polskie prawo reguluje kwestie aborcji przyniosłyby lepsze efekty. Frekwencja na warszawskim proteście w ub. piątek nie byłaby przez to znacząco większa (protestujący i tak uważali, że wyrok TK jest już realizowany - w przebiegu procedury po prostu się nie orientują). Zdecydowana reakcja służb porządkowych również nie niosłaby z sobą ogólnospołecznego oburzenia - część społeczeństwa wierząca w powagę sytuacji pandemicznej z ulgą przyjęłaby np. godzinę policyjną na terenie miasta stołecznego (tudzież inne przewidziane prawem, acz zdecydowane działania) w trosce o zdrowie i życie obywateli. Co więcej: widok setek nastolatków karanych mandatami po 500 zł lub zatrzymywanych do wyjaśnienia miałby walor prewencyjny (i dałoby się go racjonalnie, słowami ekspertów wytłumaczyć). Oczywiście kilka dni lamentu w mediach krajowych i zagranicznych, listów protestacyjnych z zagranicy, akcji solidarnościowych w wykonaniu opozycji parlamentarnej - to również mielibyśmy gwarantowane. Ale za to w tle: rosnąca liczba zakażeń w całej Europie, powaga Wszystkich Świętych (z zamkniętymi cmentarzami), oczy świata zwrócone na wybory w USA - temat aborcyjny szybko straciłby na nośności... W najgorszym wariancie znaleźlibyśmy się w podobnej do dzisiejszej sytuacji z tą różnicą, że wizerunek władzy nie uległby pogorszeniu w oczach elektoratu (a w oczach biernych politycznie obywateli stałby się przynajmniej spójny...). Młodzież zobaczyłaby, że strajk to nie dyskoteka (i trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje happeningi) i przeniosła aktywność do Internetu. Aborcjoniści straciliby atut w postaci liczby i frekwencji na akcjach protestacyjnych - musieliby znów wołać na puszczy o zaangażowanie szerokich mas "w obronie wolności i życia kobiet" (a wprowadzenie nowych postulatów na agendę "strajku" stałoby się niemożliwe).

Na koniec zadam arcyważne, nieraz już pojawiające się na Salonie24 pytanie: czy lider formacji rządzącej (i zarazem faktyczny przywódca kraju) ma jakiś przebiegły, rozpisany na miesiące plan, który właśnie realizuje? Czy też polska polityka weszła w stan inercji, której negatywne efekty unaoczniają się dopiero w sytuacjach kryzysowych? Nie wiem, na które z tych pytań twierdząca odpowiedź byłaby bardziej bolesna.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo