Kto dziś pamięta, że kończący się właśnie rok rozpoczął się od mocnego uderzenia. Zanim to przypomnę, zauważmy, że tegoroczny finał też nie nastraja dobrze.
Może nie śmiertelny, ale agonalny cios zadał rząd milionom ludzi chorych, którzy od stojącego za progiem nowego roku będą musieli wydawać na lekarstwa wielokrotnie więcej niż dotychczas. Są nimi najczęściej ludzie starzy, emeryci, którym brakuje pieniędzy na przysłowiowy chleb. To między innymi ich kosztem rząd chce zwiększyć zasoby finansowe państwowej kasy. Donalda Tuska, oszczędzającego na wszystkim i na wszystkich, za wyjątkiem siebie i członków rządu, z przyklejoną do czoła nową listą leków refundowanych, reprezentuje Bartosz Arłukowicz. Nowa gwiazda polskiej polityki, po transferze z SLD do PO, robi w szeregach nowej partii zawrotną karierę. Pozornie. Przyjmując stanowisko szefa w resorcie zdrowia, totalnie rozgrzebaną schedę po Ewie Kopacz, w istocie dał się wprowadzić na pole minowe. Jest tylko kwestią czasu, kiedy wyleci w powietrze. Nie wykluczone, że Tusk z premedytacją zaoferował mu to miejsce, zakładając, że długo się na nim nie utrzyma. Premier liczy też pewnie, że do tego czasu Arłukowiczowi uda się przeprowadzić kilka brudnych operacji, podobnych do tej z nowymi cenami leków, która zdążyła wcześniej wywołać burzę medialną i awanturę polityczną.
Rok ten rozpoczął się od przedstawienia w połowie styczna rosyjskiego raportu MAK na temat okoliczności i przyczyn katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Przepięknej urody, acz nieco przemijającej już, generał w spódnicy, szefowa Komisji Tatiana Anodina, mająca koligacje z KGB, wybiła na plan pierwszy fundamentalną przyczynę wypadku. Pijany polski generał Andrzej Błasik, lecący jako pasażer, udał się do kokpitu, przejął stery od pierwszego pilota i wprowadził samolot na brzozę. To spowodowało urwanie części skrzydła, niestabilność maszyny i doprowadziło do tragedii, która przewodniczącą MAK wstrząsnęła dogłębnie.
Od takiej wersji wydarzenia pod Smoleńskiem rozpoczynały się przez kilka następnych dni informacje większości światowych agencji. Polski rząd milczał, bo nieobecny w kraju premier Donald Tusk musiał przecież spakować narty i pozostały sprzęt. Następnie brnąc poprzez śnieżne zaspy we włoskich Dolomitach, wykopanym przez siebie tunelem wrócił do Polski.
Przy tej okazji ówczesny Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna zauważył, że premier mógłby nieco szybciej drążyć tunel. To była ostatnia uwaga krytyczna w życiu Schetyny na temat premiera. Od tego momentu zaczęła się równia pochyla, po której Schetyna staczał się coraz niżej. Wylądował jako szef Sejmowej komisji spraw zagranicznych. Dzięki temu zacieśnią się jego więzy z prezydentem Bronisławem Komorowskim, który uwielbia podróże po świecie.
Na początku grudnia pan prezydent był w Chinach. Wznosząc toast na tle Chińskiego Muru z przywódcą Chińskiej Republiki Ludowej, zapomniał wprosić się na którąś z licznych egzekucji, dokonywanych w cieniu opustoszałych stadionów na obywatelach chińskich związanych ze zwalczanymi przez rząd ruchami wyznaniowymi.
Tej straty panu prezydentowi nie skompensuje nawet obecność na stadionach z okazji Euro 2012. Tym bardziej, że jeszcze nikt u nas nie wynalazł leku na niemoc polskiej piłki.
Tekst NIE JEST oficjalnym stanowiskiem Fundacji Klub Konserwatystów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)