2 obserwujących
123 notki
83k odsłony
  184   0

Paweł Bała: "Trumna Dmowskiego"

Adam Wielomski popełnił był felieton „Masa krytyczna” w którym krótko zdiagnozował proces wymierania bytów politycznych: Ligi Polskich Rodzin i Prawa i Sprawiedliwości. Pierwsza partia została wypchnięta na margines polityki, druga – zgodnie przyznaje to coraz więcej komentatorów – wkroczyła na drogę rozkładu.
Adam Wielomski upatruje głównej przyczyny upadku w „wypieraniu dobrej monety, przez pieniądz spodlony”, taką recepcję prawa Kopernika-Greshama na grunt polityczny, czyli mówiąc oględnie: wycinanie z szeregów partii ludzi niepewnych, potrafiących analizować, mających – tu cytat z Wielomskiego - coś więcej niż śmietanę w mózgu. Oburzyło to byłego prezesa LPR Wojciecha Wierzejskiego, który zarzucił Adamowi w polemicznym tekście „powielanie kłamstw”.
Wierzejskiego oburzyło chyba szczególnie „wycinanie” w odniesieniu do Giertycha. Ja nawet rozumiem ową mowę obrończą, w końcu Wojciech Wierzejski poświęcił kilka lat swojej ciężkiej pracy na budowanie Ligi Polskich Rodzin, ma więc prawo do emocjonalnych ocen. Pragnę tylko podkreślić, że tzw. wycinanie nie musi polegać na brutalnej odmowie kandydowania z list do ciał wybieralnych – wystarczy zniechęcić, niedoceniać, czy też przeceniać zwykłe miernoty, których w każdej partii bez liku. Kol. Wierzejski popełnia przy tym błąd zasadniczy, a to poprzez twierdzenie, że Ligę zbudował gołymi rekami Roman Giertych. Liga Polskich Rodzin powstała dzięki kapitałowi politycznemu udzielonemu przez Radio Maryja i związane z nim regionalne ośrodki. Gdyby nie ten czynnik LPR by nie powstała. Dla mnie to oczywiste. Elektorat Giertycha był niesuwerenny i ten nie mógł go utrzymać przy sobie bez poparcia ośrodków kościelnych. A skąd taka późniejsza "zajadłość ośrodków katolickich i tępienie bez miłosierdzia"? Ponieważ „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”
I
Analiza upadku LPR wymaga większej objętości niż ta rubryka, stąd zmuszony jestem dokonywać skrótów. Uważam, że trafne są wnioski zawarte w felietonie Adama; dodałbym do przyczyn upadku jeszcze brak profesjonalizmu, rozmiękczanie doktryny i niezdolność do wytworzenia „etosu”. Zacznę od tej ostatniej kwestii. Obserwowałem w Niemczech ów etos wśród elektoratu chadeckiego, a kraj von Goethego nie jest tutaj wyjątkiem, „dziedziczenie” sympatii partyjnych cechuje wiele społeczeństw Zachodu. Ojciec przekazuje swoim potomkom sympatie partyjne, czasem i pozycję partyjną. W Polsce przekazuje się najwyżej sympatie ideowe, co przy śmiertelności partii politycznych na prawicy nie dziwi. Przed wojną wyglądało to nieco inaczej, czego zresztą klan Giertychów najlepszym przykładem. Dlatego też wysoko oceniałem projekt "Akademii Orła", takiej quasi-szkoły partyjnej, jako narzędzie komunikacji z aktywem i sposób na jego wyrabianie intelektualne.
II
Wojciech Wierzejski zapewne będzie próbował bronić decyzji o sojuszach z Samoobroną, lecz dla ideowca była to decyzja niemożliwa do zaakceptowania, absolutnie nieortodoksyjna. Sztandary znalazły się w błocie, a nawet robocza nazwa „Blok Ludowo – Narodowy” to było zbrukanie spuścizny na poziomie nazw. Późniejszy ruch – Liga Prawicy Rzeczypospolitej – był ciekawą inicjatywą, taką jakiej polskiej prawicy trzeba, ale spóźnioną i podszytą oportunizmem, strachem przed utratą mandatów. Doktryna została rozmiękczona, a liczba wolt ideowych była zbyt wielka.
PRowskie próby przebicia się do elektoratu centrowego, tak np. można oceniać dystansowanie się wobec spuścizny Dmowskiego (sławetny wywiad R. Giertycha dla „Gazety Wyborczej”) czy taneczne występy jednego z posłów LPR, okazały się zupełnie chybione, by nie rzec żałosne, zniechęcając „twardy” elektorat.
III
Brak profesjonalizmu, rozumiany jako siermiężność aktywu, tani populizm, błędy logistyczne. Odniosę się do Libertas, żeby nie wyciągać zaszłości. Listy Libertas zostały skonstruowane źle. Większość „jedynek” to osoby spoza okręgów w których kandydują. Jako konstytucjonalista ubolewam, że polska ordynacja nie przewiduje co do zasady cenzusu domicylu, pozostawiając kwestię do rozstrzygnięcia komitetom wyborczym. Libertas w moim odczuciu listy obsadziła wadliwie. Jeżeli ktoś chciałby oponować, twierdzić, że „gramy tym co mamy”, to zilustruję casusem pani Anny Sobeckiej, co do której kwalifikacji nie mam żadnych złudzeń i chcę to podkreślić. Z punktu widzenia czystej strategii nie mam wątpliwości, że lepiej byłoby oddać jej „reakcyjny” okręg podkarpacki, w którym byłaby atrakcyjna dla części dotychczasowego elektoratu PiS. Podobnych defektów było więcej.
Z pewnością demokracji towarzyszyć musi populizm, demagogia, ale "znaj proporcjum, mocium panie"! Nowy pomysł Libertas: „tniemy”! Uposażenie polskiego parlamentarzysty wynosi dziś ok. 9,9 tys. zł brutto, czyli ok. 7,5 tys. zł na rękę. W myśl propozycji Libertas, parlamentarzyści z Wiejskiej mieliby zarabiać o połowę mniej czyli ok. 3,8 tys. zł netto. Proste? Proste! Niech lud zobaczy jacy jesteśmy wspaniałomyślni i dbamy o „równość”! Pomysł uważam za mocno populistyczny. Uposażenie posłów i senatorów od wielu lat jest stałe, podczas gdy wzrost przeciętnego wynagrodzenia jest stosunkowo dynamiczny. Jeżeli dziesięć lat temu zarobki parlamentarzysty były bardzo atrakcyjne, dziś już zachwytu nie wzbudzają. 4 000 złotych to pieniądze atrakcyjne właśnie dla ludzi bez zawodu i wykształcenia. Oczywiście poseł może jednocześnie prowadzić, dajmy na to, praktykę adwokacką czy wykładać na uniwersytecie, ale kosztem pracy w Sejmie. Problem leży gdzie indziej: w sposobie kreowania elit politycznych i ewentualnie w liczbie parlamentarzystów. Dziś na ogólną liczbę 560 zapewne nie więcej niż 100 wykonuje jakaś pracę w ramach mandatu. Obniżenie uposażenia to nie jest rozwiązanie problemu, oszczędności z tego tytułu w skali globalnej będą żadne. Do mnie przemawia bardziej propozycja personalna (vulgo: czy kandydat potrafi przeczytać, a może i napisać, ustawę), a nie tego typu ograna demagogia. Zachowujecie się Panowie w tym konkretnym punkcie jak – przepraszam jeśli porównanie zbyt mocne – kastrat namawiający sprawnego mężczyznę do tego by nie popadał w rozwiązłość. I masy nie są, aż tak głupie, by tego nie dostrzec.
IV
Nie chciałbym, żeby to co powyżej, zostało odczytane jako atak na Libertas lub atak personalny na Wojciecha Wierzejskiego. Sam kierunek, pomysł na odrodzenie prawicy, uważam za właściwy i boleję, że Libertas powstał tak szybko, bez namysłu, w takim nieładzie, bez debaty programowej, określenia pryncypiów, do czego – przypomnijmy – wzywał sam Wierzejski. Nie jest oczywiście jego winą, że wydarzenia tak się potoczyły. Być może Libertas będzie preludium do konsolidacji „osieroconych”, stworzenia zorganizowanego ruchu, który dysponuje programem, zapleczem eksperckim – niestety, ale zupełnie ignorowanym w polskiej polityce, ośrodkiem docelowo będącego jakimś konglomeratem narodowo – liberalno – konserwatywnym. Czego Adamowi, Wojciechowi, Czytelnikom i sobie życzę.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale