Stawiam bowiem tezę, że Kontrrewolucja to także styl, a najbardziej przejawia się on w koncepcji rewolucji konserwatywnej - mało tego: w koncepcji rewolucji konserwatywnej, zastosowanej do czasów najnowszych. Pytanie - co to właściwie znaczy, jak rozumieć pojęcie stylu?
Ufam, że dla większości czytelników jasnym jest, iż Kontrrewolucja to w dużej mierze pewien mniej lub bardziej konkretny program polityczny, społeczny i gospodarczy, pewien zestaw postulatów, odnoszących się do sposobu działania państwa i w ogóle wielkiego organizmu, jakim jest naród. Ten aspekt Kontrrewolucji to oczywiście temat-rzeka, to przestrzeń, w której ścierają się ze sobą i wzajemnie na siebie wpływają konserwatywny korporacjonizm, konserwatywny liberalizm, decyzjonizm, narodowy radykalizm, idea Nowej Prawicy etc.
Jest tego sporo, ale przecież konserwatyzm - czy też reakcja, Kontrrewolucja - to coś więcej, niźli tylko spis żądań i propozycji odnośnie formy władzy, polityki zagranicznej i podobnych spraw.
Stawiam bowiem tezę, że Kontrrewolucja to także styl, a najbardziej przejawia się on w koncepcji rewolucji konserwatywnej - mało tego: w koncepcji rewolucji konserwatywnej, zastosowanej do czasów najnowszych. Pytanie - co to właściwie znaczy, jak rozumieć pojęcie stylu?
Faktem jest, że przyjęcie poglądów tradycjonalistycznych w zdecydowany sposób wpływa nie tylko na to, co myślimy o podatkach i monarchii, ale także na całe nasze życie wewnętrzne oraz na nasz stosunek do świata, do otoczenia. Wpływa na to, jaką zbudujemy rodzinę i jaką drogą będziemy kroczyć w życiu, co będziemy czynić konsekwentnie, a czego nie zrobimy za żadną cenę. To wszystko jest jasne. Honor, wiara, oddanie sprawie - to nieod-łączne elementy Kontrrewolucji, bez tego staje się ona co najwyżej karierowiczostwem w demoliberalnym labiryncie władzy.
Czy to właśnie jest styl? W dużym stopniu - tak. Ale pojęcie stylu konserwatywnej rewolucji rozszerzyłbym o coś jeszcze. Styl to nie tylko poglądy - styl to także sposób zachowania, wysławiania się, to pewna estetyka, "szlif i szyk", w jakimś sensie do owego stylu zaliczają się nawet gusta artystyczne czy zewnętrzny wygląd.
NA GRUZACH EUROPY
Szybkie życie, szybka śmierć
Słodka epoka, gorzki śmiech,
Mądre słowa, głupia głowa,
Cudowne lata – przed końcem świata
(DEZERTER)
Jak dotąd bodaj najwyższym wcieleniem konserwatyzmu jako stylu była pamiętna rewolucja konserwatywna lat międzywojennych - najmocniej akcentowana w Niemczech. Ernest i Fryderyk Jungerowie, Oswald Spengler, Ernest Von Salomon - ci właśnie ludzie wykreowali zupełnie nowe pojmowanie konserwatyzmu, ci właśnie ludzie zwracali wielką uwagę właśnie na sposób działania i reagowania, na swego rodzaju "image" bojownika narodowej rewolucji. Jak pisze Tomasz Gabiś: Konserwatywni rewolucjoniści cenią sobie styl, postawę i formę, które w jakimś sensie ważniejsze być mogą niż treść - dlatego bliższy może im być wróg, niż ktoś, kto wprawdzie jest po ich stronie, ale komu brak mu "temperatury krwi", jest letni, sentymentalny lub „galaretowaty”.
Dziś warto przywołać tamten impet i heroizm, dziś warto go realizować na każdej płaszczyźnie - nie tylko na obszarze czczych intelektualnych spekulacji, ale i w codziennym życiu, w środowisku znajomych i przyjaciół, podczas spektakularnych akcji propagandowych, podczas demonstracji i w ogóle wszędzie. Ktoś postawi pytanie: dlaczego właściwie?
Spróbujmy znaleźć odpowiedź. Otóż konserwatywna rewolucja lat 20-tych rozwinęła się w świecie na wskroś dekadenckim, w Republice Weimarskiej - czyli w państewku targanym intrygami politycznych gangsterów, w państewku tak sztucznym i mizernym, że aż śmiesznym. To zarazem świat powojenny, świat wciąż liżący rany po największej rzezi militarnej w historii. To świat także demoliberalny, postrewolucyjny, nieuchronnie staczający się w dół. W zaistniałej sytuacji rewolucyjni konserwatyści uświadomili sobie, że prawdziwa walka nie toczy się już tylko o programy reform, ustawy i miejsca w parlamencie - nie, prawdziwą walkę siły Tradycji toczyć muszą właśnie w dziedzinie stylu. Pewne wydarzenia muszą dojść do końca, to, co przegniłe, musi upaść. Właśnie w tym zmierzchu i pstrokatym zgiełku konserwatysta pragnie uchować samego siebie, pragnie mieć komfort spoglądania na rzeczywistość cynicznie i z dystansu, pragnie cieszyć się nie przepchnięciem tej lub innej uchwały, ale raczej całokształtem swojej postawy, choćby nawet nie miała ona wielkiego oddźwięku politycznego. Echa tej postawy widać w pokrewnych ruchach Europy międzywojennej. Działania belgijskiego ReXu pod dowództwem Leona Degrelle'a ironicznie nazywano "rex appeal", a rumuński Legion Michała Archanioła w ogóle największą uwagę przywiązywał nie do magicznych recept ideologicznych, ale właśnie do ducha, do sposobu postępowania, do rytuału i symboliki, do uniformów i w ogóle wszystkiego, co nazwaliśmy stylem.
Od tego czasu minęło około osiemdziesiąt lat. Europa przeszła przez fazę prymitywnych, w jakiś sensie "uczciwych" totalitaryzmów (dość ostentacyjnie posługujących się batem i więzieniem) i dziś możemy obserwować wykrystalizowanie się nowej formy Rewolucji - jest nią oczywiście wszechobecny system politycznej poprawności, liberalizmu obyczajowego i socjalno-etatystycznej gospodarki, system, który zjada sam siebie i wikła się w groteskowe sprzeczności. Polityka tolerancji przyzwala na inwazję imigrantów muzułmańskich, którzy jednak koncepcję demoliberalną całkowicie odrzucają, wykorzystując naiwność Europejczyków do własnych celów. Polityka luzu obyczajowego powala na kolana swoją śmiesznością - chyba, że ktoś z namaszczeniem i powagą traktuje postulaty "równouprawnienia" zoofilów lub nadania "praw człowieka" szympansom (w ogóle poważne traktowanie koncepcji "praw człowieka" jest godne politowania). Ogólnie rzecz biorąc - żyjemy w eonie Pokłosia (by przyjąć terminologię z "Illuminatusa!"), w Kali Yudze, w Ragnarok. Coś się kończy, coś się zaczyna. Można tu zadać pytanie: czy czekają nas czasy oczyszczenia przez krew i ogień, czy czeka nas wielka burza i przebicie napęczniałych wrzo-dów? Odpowiedź brzmi: nie chodzi o to, czy takie czasy nas czekają, choć jest to nader prawdopodobne - chodzi o to, by doprowadzić wydarzenia do takiej właśnie postaci. Jeśli nie możemy zwyciężyć - podpalmy świat i budujmy na popiołach. Gołym okiem widać, że hasło o walce klas zaostrzającej się w miarę rozwoju kapitalizmu w pewien sposób oddaje obecną sytuację - o ile walkę klas zmienimy na zderzenie cywilizacji. W miarę postępu wydarzeń sytuacja się zaostrza. Nagonka na "faszystów", "antysemitów" i przede wszystkim "homofobów" przybiera rozmiary monstrualne. Merdia kwiczą i pieją, plują jadem na wszystkie strony, dostaje się Michalkiewiczowi, ONR-owi, katolikom, Giertychowi, konserwatystom - jednym słowem my i oni zaczynamy zazębiać się w morderczym uścisku. Być może da się z tego wycofać, być może istnieje droga kompromisu, być może udałoby się wytworzyć jakiś dziwny stan, w którym obecna Europa przetrwa jeszcze wiele lat. Ale nie to jest naszym celem: dziś nie ma co konserwować, nam nie jest potrzebna ostrożność i umiarkowanie konserwatystów XIX-wiecznych, nam potrzeba impetu. Za nami wszystkie mosty już spalone, pozostaje tylko iść do przodu, o ile nie mają nas wyprzedzić demony.
LUDZIE Z ŻELAZA NAJNOWSZYCH CZASÓW
Tym, co należy osiągnąć, jest zrealizowanie stylu i idei konserwatywnej rewolucji w czasach obecnych. Należy odnaleźć własną drogę ku słońcu, ukrytą przed wzrokiem upiorów za dnia (Honor). To, czego dziś potrzebuje garstka młodych ludzi, angażujących się w działalność monarchistyczną i narodowo-radykalną - to przede wszystkim styl, odróżniający nas od szarego tłumu, bezmyślnie pełzającego ulicami miast. Jesteśmy ludźmi z żelaza najnowszych czasów, wierzącymi, że wszystko jest sensownie uporządkowane (Junger). Nigdy nie gwiżdż, kiedy sikasz - głosi zabawne powiedzonko, odnoszące się do wykonywania dwóch czynności niejako utrudniających pełne skupienie. I właśnie tak jest - nie możemy działać wbrew sobie, nie możemy stawać w pół kroku. Co zabawne - tak jest nie tylko lepiej, ale i piękniej, a nawet łatwiej.
Styl współczesnego młodego rewolucyjnego konserwatysty musi być heroiczny, ale i na wskroś cyniczny. Ważne jest, by zaglądać pod powierzchnię rzeczy, by bez najmniejszego miłosierdzia obnażać upadek współczesności, nie cofając się przed epatowaniem makabrą i obrzydliwością - choćby w sztuce i publicystyce. To rodzaj katharsis - oczyszczenie przez rzucenie w twarz społeczeństwu jego samego. Ważne, by nie bacząc na lęki motłochu ujawniać, iż żyjemy w obłędnym kulcie nieistniejących abstraktów. Demokracja, prawa człowieka, tolerancja, wolność, zrównoważony rozwój, integracja międzykulturowa etc. - tego wszystkiego przecież nie ma, to pustka. Dlatego też współczesny konserwatysta to poniekąd nihilista - a przynajmniej w oczach otumanionej gawiedzi i kapłanów postępu. Albowiem z jednej strony konserwatywny cynik całkowicie odrzuca mity, na których zbudowano świat postrewolucyjny, z drugiej jednak - jego własne mity, czyli pojęcia Narodu, Honoru, Rodziny, Heroizmu - nie mają we współczesnym świecie prawie żadnego zaczepienia w konkretach. Taka jest prawda: walczymy o Naród, który ma nas gdzieś, walczymy o Kościół, który coraz mocniej się nas wypiera, walczymy o młodzież, która nas nie rozumie, walczymy o Tron, który obalono, walczymy o Króla, gdy ostatni europejscy królowie stali się w większości żałosną bandą, bratającą się z plebsem. Każdego dnia powinniśmy czytać Ciorana i Davilę - by zlać się kubłem zimnej wody, obmyć ze złudzeń, otrząsnąć i iść dalej. W zaistniałej sytuacji staliśmy się nihilistami - niszczymy wszystkie znane obecnie "wartości", a więc w oczach współczesnych wszystkie w ogóle. Tym można tłumaczyć paniczny lęk sił lewackich i ciągłe niezrozumienie, z jakim się spotykamy.
Ale konserwatywnego rewolucjonisty epoki postmodernistycznej to nie martwi zbyt mocno. Wręcz przeciwnie - jest on bowiem błaznem-szydercą, jest kornikiem w zgniłym drzewie, jest kamieniem uderzającym w okna Wieży Babel. Poczucie humoru jest nieodłącznym elementem stylu faszystowskiego - czytamy w przedmowie do polskiego wydania "Płonących Dusz" Leona Degrelle'a. I to odnosi się także do nas: choć nie akceptujemy stricte gospodarczych i społecznych postulatów faszyzmu, to jednak warto przejąć ten rozmach i we-rwę.
Co istotne - jeśli mamy poważnie traktować koncepcję rewolucyjnego konserwatyzmu, jeśli mamy poważnie traktować słowa Początek jest zawsze, to nie możemy pozwolić sobie na staroświeckie, "burżuazyjne" zacietrzewienie objawiające się w niechęci do wszystkiego, co nowe i dziwne w sztuce, muzyce, literaturze, stylu bycia. Jest to zacietrzewienie wynikające z niezrozumienia jungerowskiej formuły, iż człowiek jest panem form.
NADAĆ STYL!
Jesteśmy dziećmi naszych czasów, czy tego chcemy, czy nie. Jesteśmy częścią postmoderny, co Aleksander Dugin objaśnia następująco: To nie jest postmodernizm, ale powiedzmy: post-moderna. Postmoderna to obiektywny stan, w jakim przyszło nam żyć po zwycięstwie nad na-mi Zachodu. Moderna się skończyła. Postmodernizm to jedynie jedna z odpowiedzi na wy-zwanie postmoderny, odpowiedź liberalna. Może być też odpowiedź antyliberalna, czyli nasza - postmoderna antypostmodernistyczna. Warto przemyśleć powyższe słowa rosyjskiego narodowego... bolszewika (sic!). Dzisiejszy rewolucyjny konserwatysta musi walczyć środkami dzisiejszymi. Każda epoka ma taką kulturę, na jaką zasługuje. Performance, happening, science fiction, komiks, ciężki rock i muzyka industrialna: to wszystko może być naszym ar-senałem. Powtarzajmy sobie zawołanie rodem z twórczości niemieckiego zespołu Von Thron-stahl: ReTurn Your ReVolt Into Style!. O to chodzi: by przywrócić lub nadać styl rewolucji. Keep Feelin' FasciNation! - przewrotnie kontynuuje Josef Maria Klumb z wyżej wymienionego projektu. W wywiadzie dla jednego z włoskich magazynów internetowych wyjaśnia, iż jego rzymski katolicyzm (tradycjonalistyczny, rodem z FSSPX) to nie tylko kwestia wiary i prawdy, ale także stylu: jest to wedle Klumba religia idealna dla zachodniego dandysa, idealnie dopasowana do dobrej whisky, rękawiczek z czarnej skóry i dobrych papierosów. Jak mówi: W istocie rzeczy chodzi tu o podobieństwo, łączące jezuitów z SS. Może nie w kwestii treści - ale chodzi tu o ten sam aspekt profesjonalizmu. Sam cymes, chciałoby się rzec - rewolucyjno-konserwatywna prowokacja w najczystszej postaci. Nurt militarny we współczesnej muzyce industrialnej jest w jakiś sensie projekcją stylu - tego stylu, o którym tu mówimy - na sztukę dźwięku. Turbund Sturmwerk, H.E.R.R. (znany z płyty o ostatniej obronie Konstanty-nopola), Days Of The Trumpet Call, Kriegsfall U (z albumem poświęconym Karolowi IV, apostolskiemu królowi Węgier), Parzival (doszukujący się inspiracji w tradycji katolickiej i sufickiej), Lonsai Maikov ("sztuka królewska i chrześcijańska") - wszyscy ci twórcy pokazu-ją, w jaki sposób na dalekich krańcach awangardy następuje połączenie z tradycją - zachod-nią, indoeuropejską, chrześcijańską. To zrozumiałe: dziś bowiem to właśnie reakcja i Kontr-rewolucja stały się szczytem prowokacji, ością w gardle czcicieli "political corettness".
Taki właśnie powinien być nasz wymarzony człowiek z żelaza najnowszych czasów: zadziorny i zaczepny, zaczytany w Jungerze, Cioranie, Davili i Evoli, mający szerokie horyzonty, ceniący sobie paradoks, prowokujący miałką i pstrokatą lewicę monumentalizmem, zamiłowaniem do patosu, militaryzmu i mocy. To też jest cechą odróżniająca Prawicę od "sił ciemności" - tam, gdzie oni propagują słabość, luz, hedonizm, płytkość, ciepłe kluchy, marność i bylejakość - tam my atakujemy stylem szybkim, lśniącym i porażającym. Oni – to prostactwo, tłuszcza, tandeta, oni – to faceci w kobiecych ciuszkach, to słabowite mydłki w nie-dopasowanych garniturach, to zakompleksione, żółte z wściekłości babsztyle, dumnie zwące się feministkami. My – to stalowa zbroja, błyszczący miecz (...) ostatnia twierdza Europy Serc! (Legion). O tym wielu dziś zapomina, jest to jednak karygodny błąd. Albowiem bycie konserwatystą to bycie w elicie, to wspinaczka na szczyty, to chwytanie w życiu możliwie największych i najcenniejszych emocji. Dobroć jest klejnotem zdobiącym najtwardszych. Przyjmij ode mnie to słowo, nie ufaj miękkim – jak pisał F. G. Junger.
Musimy podgrzewać atmosferę. Lepiej przeciąć wrzód, lepiej otrzeć pleśń, niż podpierać mury zawalającej się budowli. To wszystko zniszczymy, by spłonął ich świat. To, co wydarzy się w Europie, zależy także od nas. Biblia nakazuje nam, by nie być letnimi, ale zimnymi lub gorącymi. Dziś działamy jeszcze głównie na płaszczyźnie intelektualnej, artystycznej, publicystycznej. Któregoś dnia z tym samym uśmiechem i pewnością siebie wyjdziemy na ulice miast.
ReTurn Your ReVolt Into Style! Kulturterrorismus par excellence!
Tomasz A. Witczak
76
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (3)