Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
290
BLOG

Marcin Musiał: Terroryzm, czyli jak skutecznie zabijać śmiechem

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 0
Od dłuższego czasu w Polsce i na świecie zjawisko terroryzmu budzi zarówno obawę jak i zainteresowanie. Dzięki wydarzeniom z 11 września 2001 roku, uwaga skupiona jest głównie na osobach lub organizacjach związanych z terroryzmem, a pochodzących z rejonu Bliskiego Wschodu. Gdy widzimy w telewizji doniesienia o nowym zamachu, wyobrażamy sobie przywódców Al – Kaidy, bądź podobnych do nich mieszkańców państw muzułmańskich. Jednak pomimo obecności tych środowisk oraz akcji przez nie przeprowadzanych na Starym i Nowym Kontynencie, Europa posiada swoich „rodzimych” terrorystów.

Czy są równie niebezpieczni i godni uwagi jak ich islamscy odpowiednicy? Na to pytanie w swojej książce zatytułowanej „Terroryzm w Europie Zachodniej, w imię narodu i lepszej sprawy” stara się odpowiedzieć Viktor Grotowicz.

Książka jest rodzajem dziennikarskiego sprawozdania z działalności antysystemowej różnych organizacji, poprzedzonym wstępem teoretycznym. Niestety, o samym Autorze wiadomo mi niewiele: z zawodu jest dziennikarzem i tłumaczem z języka niemieckiego, a poza kilkoma artykułami o tematyce stosunków polsko – niemieckich trudno doszukać się informacji na temat innych, napisanych przez niego pozycji. „Terroryzm…” został wydany przez Wydawnictwo Naukowe PWN, zajmujące się głównie wydawaniem encyklopedii, słowników, literatury naukowej i popularnonaukowej. Jednak, co za chwilę się okaże, książka ta, z szeroko pojętą nauką ma niewiele wspólnego.

Praca Grotowicza, jak sam pisze, „stanowi próbę wyjaśnienia i prezentacji zjawiska terroryzmu”. Pierwszy rozdział, zatytułowany Plugawa Istota, poświęcony jest naturze człowieka i jego skłonnościom do niechętnego podporządkowywania się władzy. Rozpoczynając swoje rozważania teoretyczne, autor wychodzi od stwierdzenia, że terroryzm europejski nie jest rodzajem pewnej ekstremistycznej metody nacisku na władzę, lecz u jego podstaw leży chęć obalenia rządzących w celu ustanowienia nowej (własnej) władzy. Tym samym niewiele wspomina o skutkach i oddziaływaniu wszelkich ataków skierowanych w cywilów, koncentrując się na problematyce rewolucji politycznych używających w walce politycznej przemocy. Aby swoją tezę poprzeć faktami, odwołuje się do…koncepcji św. Tomasza z Akwinu, dotyczącej zgładzania nielegalnych władców (tyranobójstwo), wspominając przy okazji o „licznych” przyzwoleniach kleru na tego typu działania.

Zdaniem Grotowicza, zjawisko terroryzmu jest bardzo szerokie i różne mogą być jego źródła, lecz wychodzenie od średniowiecznych, a nawet starożytnych (Platon) teorii legalności i legitymizacji władzy jest raczej kontrowersyjne. Świadczy to o poważnym pomieszaniu dwóch pojęć: terroryzmu i rewolucji (buntu). Terror jest wszak działaniem nielegalnym mającym na celu zanarchizowanie państwa lub stosunków społecznych, zmierzającym do osiągnięcia celów politycznych rozumianych jako nacisk na władzę i wymuszenie podjęcia jakichś decyzji. Tymczasem istotą rewolucji i obalenia systemu politycznego jest przejęcie tejże władzy i ukształtowanie od nowa stosunków politycznych, ew. także społecznych i gospodarczych. Co więcej, Grotowicz uchyla się przed zdefiniowaniem terminu terroryzm i czyni to dopiero na sam koniec pracy (strony 385-88), w wyniku czego musimy przeczytać całą książkę, aby dowiedzieć się, że tak szerokie ujęcie tematu wynika z tak kontrowersyjnego zdefiniowania tego terminu. Logika wymagałaby raczej aby główne pojęcie – na którym oparto tezę książki – zostało podane na samym jej początku. To bardzo utrudnia jej zrozumienie i może wydawać się, że jest to praca nie na temat terroryzmu, lecz ruchów wywrotowych w nowoczesnej Europie.

W dalszej części książki autor dokonuje rozdziału na terroryzm lewicowy i prawicowy, nie kryjąc przy tym swoich sympatii, o ile można tak nazwać to uczucie w tym przypadku. Rozpoczynając od lewicy przywołuje min. teorie rewolucjonistów francuskich, rosyjskiego emigranta Bakunina, Weitlinga czy marksistów. Zestawiając ten fragment z kolejnym, można odnieść wrażenie, iż terroryzm lewicowy jest swojego rodzaju „mniejszym złem”. Po lekturze kilku kolejnych akapitów dowiadujemy się tego wprost od samego autora, który uważa, że co prawda, zarówno jedni i drudzy mordowali na równie wielką skalę, jednak terroryści lewicowi byli bardziej inteligentni i kierowali się bardziej wzniosłymi ideałami (strona 54). Pogląd ten wydaje się dyskwalifikować tę książkę jako pracę naukową, przeistaczając ją w naukopodobną publicystykę.

Trochę bardziej zainteresowany myślą polityczną i historią ideologii czytelnik mógł tolerować błędy merytoryczne popełniane przez Viktora Grotowicza od samego początku książki. Niestety, opisując prawicowy terroryzm, autor popisał się kompletną niewiedzą. Więcej tu gry na emocjach i szukania atrakcji publicystycznych, niż rzetelnych informacji (jak z resztą w całej książce). Do jednego worka, razem z Hitlerem (któremu o wiele bliżej było do lewicy niż prawicy) wrzucono jednego z twórców Action Francaise - Charlesa Maurrasa (który, zdaniem Grotowicza, stworzył ideologicznie skończoną teorię faszyzmu), niemieckiego prawnika Carla Schmitta, czy pisarza i myśliciela Ernsta Jüngera. Autor starał się przedstawić zbieżne z tematyką pracy poglądy wybranych postaci, jednak on sam z ich myśli wydaje się nie rozumieć kompletnie nic. O poglądach Schmitta pisze: "Celem większości współczesnych teorii faszystowskich jest następująca sztuka: zachowanie głównych ideologicznych podstaw i zasad hitleryzmu bez konieczności odwoływania się do jego dziejów - zarówno teoretycznych uzasadnień, jak i praktycznych skutków realizacji tych idei. W ten sposób współcześni faszyści mają zamiar ponownie wejść na salony i stać się filozoficzną, ideologiczną i polityczną formacją, która niekoniecznie musi być kojarzona z Oświęcimiem." Dodatkowo przytacza wyjęte z kontekstu fragmenty rozważań na temat legalności władzy, sztuki rządzenia oraz krytyki demokracji, okraszając je antysemickimi i faszystowskimi cytatami, pochodzącymi od zupełnie innych osób.

Po przeczytaniu pierwszej części, kolejne czyta się bardzo ciężko. Problem nie tkwi w używanym przez Grotowicza języku, który jest lekki, łatwy w odbiorze, czasem kolokwialny, ani w budowie książki – cytaty, dialogi i dane liczbowe urozmaicają lekturę. Po błędach w części teoretycznej, zupełnie nie wiadomo, czego spodziewać się w kolejnych, gdyż występuje tu duża liczba szczegółów i wydarzeń pobocznych, których prawdziwość trudno zweryfikować. Możemy się w nich zapoznać się z organizacjami terrorystycznymi w poszczególnych państwach Europy, grupami międzynarodowymi, ekstremistycznymi grupami separatystycznymi oraz radykalnymi organizacjami politycznymi. Pojawienie się w tym zestawieniu np. Frakcji Czerwonej Armii czy Irlandzkiej Armii Republikańskiej nie budzi zastrzeżeń, jednak wymienianie, w pracy poświeconej terroryzmowi, legalnie działających i cieszących się poparciem partii politycznych, to absurd. Na pierwszy ogień Viktor Grotowicz rzucił Front Narodowy, określając jego przywódcę Jean – Marie Le Pena jako skrajnego rasistę i zwolennika faszyzmu w hitlerowskiej wersji. Następnie zestawia wypowiedzi austriackiego polityka Jorga Haidera z fragmentami „Mein Kampf” stwierdzając, iż na przykład zdanie: „Czy rzeczywiście jest konieczne (…) sprowadzać 180 tys. Gastarbeiterów?" jest rozsiewaniem skrajnie rasistowskich poglądów. Tylko jak to się ma do terroryzmu? Przecież wyznawanie nawet rasistowskich poglądów (co zresztą w przypadku Haidera czy Le Pena wydaje się wątpliwe), wcale nie oznacza, że jest się chętnym do stosowania metod terrorystycznych. Także w szerokim i dziwacznym pojęciu autora terroryzmu jako "powstania" nie mieści się ani Le Pen, ani Haider, skoro obydwa prowadzone przez nich ruchy mają charakter parlamentarny i nie brały nigdy udziału w żadnych próbach obalenia systemu republikańskiego i demokratycznego.

Szczególną antypatią autor darzy faszyzm. Określenie „faszystowski” jest chyba najczęściej spotykanym w całej książce i po pewnym czasie staje się po prostu nudne. Autorowi nie przeszkadza również fakt, że dane zjawisko, postać czy wydarzenie nie miało niczego wspólnego z faszyzmem, który, zdaniem Grotowicza, rozwijał się już w XIX wieku w Austrii!

Pewnym zaskoczeniem może być ostatni rozdział. Spodziewając się podsumowania, znajdziemy w nim informacje, których zabrakło we wstępie, min. na temat czym jest terroryzm, jak wygląda stereotyp terrorysty oraz motywacje zamachowców. Co ciekawe, tych kryteriów charakteryzujących terroryzm nie spełnia ogromna większość ugrupowań, którym autor poświęcił swoją pracę!

Na zakończenie warto zadać sobie pytanie: czym kierował się Viktor Grotowicz opisując europejski terroryzm? Na pewno nie rzetelnością naukową i chęcią obiektywnego przedstawienia faktów – w książce aż roi się od błędów merytorycznych, nadinterpretacji, a sam autor nie kryje swoich sympatii ideowych. Górę wzięła chęć wzbudzenia emocji i wpisania się w nurt dominującej poprawności politycznej. Książkę „Terroryzm w Europie Zachodniej” polecam wszystkim tym, którzy chcą się dowiedzieć, jak NIE napisać dobrej pracy na temat współczesnego terroryzmu.

Grotowicz V., Terroryzm w Europie Zachodniej. W imię narodu i lepszej sprawy, Wydawnictwo Naukowe PWN, Wrocław 2000, s. 400

Marcin Musiał

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka