Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
84
BLOG

Jan Engelgard: Moskiewski poker

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 4
Coraz więcej niewiadomych wokół polityki wschodniej Polski. Po pierwszym okresie, kiedy rząd Donalda Tuska wysłał pojednawcze sygnały do Moskwy – znowu mamy zgrzyty.

Po amerykańskiej wizycie Radka Sikorskiego, kiedy pojawiały się enuncjacje, że „tarcza” jest już przesądzona, a strona polska jest usatysfakcjonowana nowymi propozycjami Waszyngtonu dotyczącymi wzmocnienia polskiego potencjały wojskowego – Moskwa poczuła się oszukana.

Oto jak informują agencje: „Stały przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin ostrzegł Polskę przed konsekwencjami rozmieszczenia na jej terytorium elementów tarczy antyrakietowej. – Wzięliśmy za dobrą monetę słowa nowego polskiego premiera, który twierdził, że ta kwestia będzie decydowana na drodze dialogu z Waszyngtonem, Brukselą i Moskwą. Teraz jest jasne, że dialog z Moskwą zakończył się, tak naprawdę nie rozpocząwszy się – podkreślił Rogozin. – Usłyszeliśmy za to od ministra Radosława Sikorskiego rzeczy, których nawet pan Kaczyński nie mówił – na terytorium Polski pojawią się obce bazy wojskowe – oburzał się Rogozin”.Być może Rosjanie uznali, że pojednawczy ton Warszawy wobec Moskwy służył tylko i wyłącznie podbiciu ceny i zmuszeniu Amerykanów do wyjścia naprzeciw polskim postulatom. Byłaby to zagrywka na pierwszy rzut oka bardzo sprytna, ale na dłuższy fatalna. Rosja czuje się oszukiwana przez Zachód od roku 1989, kiedy to George Bush senior obiecał Gorbaczowowi, że NATO na pewno nie przekroczy granic Odry. Po paru latach nikt już o tym nie pamiętał, prócz Rosjan. Sojusz był przesuwany stopniowo na wschód, ku granicom Rosji, a w 2001 roku, na fali sympatii rosyjskich po ataku na World Trade Center – Putin zgodził się na zainstalowanie baz US Army w Azji Centralnej. Dalej jednak Rosja nie była traktowana poważnie, jako partner, lecz jako rywal, którego należy ograć.

Polska pełniła w tej globalnej grze rolę pionka, przesuwane po szachownicy przez Amerykanów, tak przynajmniej jest postrzegana w Rosji. U nas grymasy Rosjan interpretuje się jako przejaw „neoimperialnej mentalności”, ale nie jest to niestety prawda – bo Rosja od 1989 roku jest w defensywie, stara się tylko utrzymać swoje pozycje. Gadanie o jakiś imperialnych celach jest przejawem anachronizmu. Owszem, Rosja chce być graczem na scenie europejskiej i światowej, chce się liczyć, być traktowana serio – ale na pewno wie, że czas podbojów się skończył. Polska nie może lekceważyć faktu, że ma za sąsiada państwo atomowe, którego granice mamy o 200 km od Warszawy (Kaliningrad). Musimy zadać sobie pytanie – czy chcemy eskalacji napięcia w postaci jakiejś nowej neozimnej wojny czy chcemy pokojowego współistnienia i wyciągania maksymalnych korzyści z racji naszego położenia geograficznego. Obserwując politykę polską po 1989 odnosi się wrażenie, że jesteśmy elementem gry tej części waszyngtońskiego establishmentu, która zmierza do osłabienia Rosji za wszelką cenę. Nie jest to polityka racjonalna i nie jest to polityka służąca Polsce. Jeśli nowy rząd ugiął się pod naciskiem potężnego lobby antyrosyjskiego, to bardzo źle, bo była szansa na usamodzielnienie się Warszawy. Może jednak to wszystko, to tylko próbne balony i szum medialny. Przekonamy się o tym 8 lutego podczas wizyty Tuska w Moskwie.

Jan Engelgard

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka